„U brzegu” – kolejny bestseller autorki „Wody dla słoni”

picturesKilka lat temu głośnym echem odbiła się książka i film „Woda dla słoni”. Powieść Sary Gruen stała się światowym bestsellerem. Autorka wróciła z kolejną książką, która dorównuje doskonałością i niesamowicie precyzyjnym przeplataniem fabuły z faktami historycznymi. Już po lekturze pierwszych kilkudziesięciu stron, byłam przekonana, że „U brzegu” to kolejny bestseller! Wraz z postępującą akcją coraz bardziej się w tym utwierdzałam.

Zaznaczę, że wciągnęła mnie tak bardzo, że przeczytałam ją zaledwie w dwa dni, po czym pozostawiła we mnie takie uczucia i emocje, jakie tylko dobre książki potrafią wywołać. Jest jedną z tych książek, które nie tylko na długo zostają w pamięci, ale wywołują swego rodzaju „czytelniczego kaca”, który zatrzymuje przed sięgnięciem po dalszą lekturę, trzymając myśli w poprzedniej.

Pomimo tego, że sam prolog staje się zapowiedzią wydarzeń niezwykłych, tragicznych i owianych mgiełką tajemnicy, główna fabuła zaczyna się niepozornie, rzec by można, że niewinnie. Jest grudzień roku 1944, Filadelfia. Na suto zakrapianym przyjęciu Maddie, jej mąż Ellis i Hank postanawiają mimo wojny wyruszyć przez ocean, by znaleźć… potwora z Loch Ness. Maddie jest przekonana, że wizje wyprawy były jedynie skutkiem nadmiaru alkoholu, dlatego nie może wprost uwierzyć, że rzeczywiście wszystko jest przygotowywane i już niebawem wyruszą w podróż, która zmieni ich życie na zawsze. Hank szuka przygody, Ellis chce walczyć o honor – ponieważ ani on, ani Hank z powodów zdrowotnych nie mogą iść na front, a Maddie pójdzie tam, gdzie jej mąż.

Do tej pory Maddie nie zdawała sobie sprawy z ogromu cierpień, jakie niesie za sobą wojna. Wojna jest daleko, wojna nie dotyczy jej w takim stopniu jak mieszkańców Europy. Podczas przeprawy przez ocean, statek zostaje zaatakowany, a tysiące zabitych przestają być dla kobiety jedynie statystykami. Patrzy na stopione ciała, puste oczodoły, słyszy jęki dogorywających. To jedynie wstęp, preludium, do zmian w sposobie jej postrzegania wojny i rzeczywistości. Pobyt w Szkocji ukazuje, w jakiej obłudzie żyła do tej pory, jak ciężkie i przede wszystkim inne może być życie. Przybywa szukać potwora, ale szybko dowiaduje się, że potwory się nie chowają, one żyją wśród nas…

„Tak pragnęłam zejść  ze statku, że zataczając się, wyszłam na pokład, gdy jeszcze wynosili rannych. Ellis podążył za mną, lecz na widok poparzonych zawrócił. Niektórzy nie przypominali już ludzi – ich spalone i zniekształcone ciała stopiły się jak wosk. Rozdzierających jęków wprost nie sposób było słuchać, lecz milczący przerażali jeszcze bardziej.”

Maddie pierwszy raz w życiu wykonuje domowe obowiązki, by pomóc obsłudze podrzędnego pensjonatu, w którym zatrzymuje się z towarzyszami. Pierwszy raz poznaje, co to przyjaźń, pierwszy raz doznaje strachu podczas nalotu i bombardowania, pierwszy raz dowiaduje się, kim naprawdę jest mężczyzna, za którego wyszła…

Książka pochłonęła mnie całkowicie. Pomimo tego, że akcja rozgrywa się pod koniec II wojny światowej, nie ona jest na pierwszym planie. Oczywiście stanowi istotne tło dla wydarzeń, jednak dużo ważniejsze jest życie codzienne mieszkańców niewielkiej wioski, próby zachowania pozorów normalności pomimo stałych doniesień o zabitych. Autorka zręcznie pokazuje, jak niewiele wiemy o ludziach, o emocjach i motywach, jakie nimi targają, jak bolesna może być samotność w małżeństwie. Bardzo ciekawie wpleciona została legenda o potworze z głębin jeziora, relacje naocznych świadków i fanatyzm poszukiwań.

Z czystym sumieniem „U brzegu” mogę polecić każdemu. Porusza, skłania do refleksji i pobudza wyobraźnię. Nie byłabym zaskoczona, gdyby podobnie jak „Woda dla słoni” została zekranizowana. Jeżeli do tej pory nie mieliście okazji oglądać „Wody dla słoni”, serdecznie zachęcam, a żeby jeszcze bardziej podsycić ciekawość, poniżej zwiastun tego filmu.


 

Egzemplarz recenzencki otrzymałyśmy dzięki uprzejmości Wydawnictwa Rebis 

Dom Wydawniczy Rebis