Tulipomania w XVII – wiecznej Holandii

tulipanowaSięgając po „Tulipanową gorączkę” Deborah Moggach wiedziałam, że będzie dotyczyła miłości, sztuki i XVII-wiecznej Holandii. Nie spodziewałam się jednak, że książka będzie obfitowała w tak liczne emocje, uniesienia i intrygi. Bohaterowie nie raz mnie zaskoczyli, podobnie jak zakończenie. A wszędzie przewija się… tulipanowa gorączka, na którą zachorował cały kraj.

Sophia to młoda żona zamożnego kupca Cornelisa Sandvoorta, który ją bezgranicznie kocha. Kobieta zgadza się wraz z mężem pozować do portretu, który ma ich utrwalić na wieki. Malarzem jest Jan van Loos znany z licznych portretów i scen rodzajowych. Podczas zgrabnych pociągnięć pędzli, między spojrzeniami Sophii i Jana zaczyna iskrzyć, czego Cornelis nie zauważa owładnięty wywodem na temat cebulek tulipanów. Potajemnie dochodzi do schadzek, czego konsekwencją jest płomienny, pełen namiętności romans. Wielu przez tulipany popadło w ruinę, czy dla Sophii i Jana będą nadzieją na bogactwo i wspólną przyszłość?

Maria jest służącą w domu Cornelisa i Sophii. Podczas ich nieobecności regularnie odwiedza ją kochanek Willem. Maria marzy, że to ona jest właścicielką tego domu, po którym biega grupka dzieci. Przez nieporozumienie, Willem myśli, że kobietą odwiedzającą Jana jest jego ukochana i bez słowa wyjeżdża. Wkrótce okazuje się, że Maria jest w ciąży… Sophia wie o sekrecie Marii i wspólnie knują intrygę, której ofiarą ma być Cornelis.

Książka jest tak stworzona, że obserwujemy różnych bohaterów i patrzymy na poszczególne sytuacje ich oczyma. Każdy ma swoje racje i nikt nie jest bez skazy. Tło stanowi pasjonujący świat sztuki czasu Rembrandta i tulipanowa gorączka przewijająca się wszędzie. To na tulipanach wzbogacił się Cornelis, to tulipany mogą być przepustką do dostatniego życia Willema, to tulipany mogą zadecydować o życiu Sophii i Jana.

„W coraz donośniejszym głosie Cornelisa narasta ekscytacja. Jemu także tulipomania przyniosła znaczące korzyści.

– Dlaczego? Na przykład w zeszłym roku jedną cebulkę Semper Augustus, najpiękniejszej i najbardziej wartościowej odmiany, sprzedano za sześć przednich koni, trzy beczki wina, kilkanaście owiec, dwa tuziny srebrnych kielichów i morski pejzaż Esaiasa van de Veldiego!”

W „Tulipanowej gorączce” pełno jest kontrastów i szerokiej gamy uczuć. Chciwość, zdrada, zazdrość, miłość, pożądanie… A wszystkie one są tak silne, że niemal obezwładniają czytelnika, hipnotyzują, by ten nie odłożył lektury, bo na następnej stronie czeka go kolejna dawka wrażeń. Czytanie zajęło mi kilka godzin, bo nie dało się zamknąć książki. Każdy moment wydawał się istotny i nieodpowiedni na przerwę. I tak dobrnęłam do końca. Zakończenie powaliło mnie na kolana! Nie spodziewałam się tylu zawrotów akcji na samym finiszu. Czy wśród tylu kłamstw i intryg, zakończenie może dla kogoś być szczęśliwe?

Poza wciągającą akcją, rozpoczęcie każdego rozdziału stanowią cytaty pochodzące z XVII wieku, przez co jeszcze bardziej można odczuć klimat książki. Powieść Debborah Moggach nie bez powodu dorobiła się miana bestselleru. Jeżeli miałabym polecić książkę emocjonującą, z nietuzinkowym tłem i duszą, „Tulipanowa gorączka” zajęłaby jedno z pierwszych miejsc.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy

rebis-logo