„Sztuka słyszenia bicia serca” Jan – Philipp Sendker

Miłość może przybierać różne oblicza. Czasem trudno ją ubrać w słowa, jest w stanie przetrwać dziesięciolecia. To właśnie miłość, ogromna, umiejąca przetrwać wszystko, jest tematem przewodnik książki „Sztuka słyszenia bicia serca” Jana – Philippa Sendkera.

To jedna z tych powieści, które spotykają się z aprobatą w wielu krajach. Jest uważana za światowy bestseller, który już teraz przetłumaczono na kilkadziesiąt języków. W zasadzie bardzo długo zastanawiałam się, co mam opowiedzieć o tym tytule, by jak najpełniej przekazać jego głębię.

Tajemnicze zniknięcie

Julia Win na co dzień mieszka w Nowym Jorku. Jej ojciec był jednym z bardziej cenionych prawników. Dlaczego był? Bo przed czteroma laty zniknąć. Tak po prostu. Policja podejrzewała, że jej matka ma z tym coś wspólnego, co przeczy logice. A jednak zniknął. Uznany za martwego. Jednak Julia ma przeczucie, że chodzi o coś innego. Zamierza dowiedzieć się czegoś o jego ostatnich poczynaniach. Wsiada w samolot i leci w miejsce, w którym się urodził, a o którym rodzina niewiele wie. Lecąc do Birmy, nie spodziewa się, że to, do czego dotrze, zmieni wszystko…

Historia, która zmieni światopogląd

Na miejscu Julia spotyka dość specyficznego Birmańczyka. Zamierza jej opowiedzieć niesamowitą opowieść, którą usłyszał od jej ojca. Opowieść o chłopcu, który od urodzenia był naznaczony. O chłopcu, który szybko zaczął tracić wzrok. O tym, że to jego brak wzroku otworzył oczu. O tym, jak nauczył się słuchać bicia serca. O tym, jak chłopiec poznał Mi Mi, która przez zniekształcone stopy porusza się na czworakach. Historia momentami wzrusza do granic. Jednak to, co w niej najważniejsze, to celebracja życia takiego, jakim jest. To miłość, której nic nie jest w stanie pokonać. Jeśli szukacie wyjątkowej lektury dla siebie lub kogoś bliskiego, to „Sztuka słyszenia bicia serca” będzie odpowiednia. Jest w niej spokój, harmonia, ale też wielkie uczucia.

„Nasze organy poznawcze uwielbiają wodzić nas na manowce, a oczy są najbardziej zwodnicze ze wszystkich. Zbyt mocno na nich polegamy. Wydaje nam się, że widzimy cały świat wokół nas, a tak naprawdę dostrzegamy tylko to, co na wierzchu. Powinniśmy czcić prawdziwą naturę rzeczy, docierać do ich sedna, a oczy w tym przypadku stanowią raczej utrudnienie niż pomoc. Rozpraszają nas. Uwielbiamy, kiedy coś nas olśniewa. Człowiek, który zbyt mocno polega na wzroku, zaniedbuje resztę zmysłów i mam tu na myśli nie tylko słuch czy węch. Chodzi mi tutaj o organ drzemiący w nas, któremu nie nadaliśmy jednak żadnej nazwy. Nazwijmy go kompasem serca”.


Za książkę do recenzji dziękujemy: