„Syreny z Tytana” – Kurt Vonnegut

Wszystko przez infundybułę chronosynklastyczną. Tyle, że jak to u Kurta Vonneguta bywa, irracjonalne zjawiska służą obnażeniu większych, generalnych prawd, ogólnoludzkich zasad: zakusów i uległości. Zacznę raz jeszcze: wszystko przez naszą próżność.

Czym jest wspomniana infundybuła?

„Wyobraź sobie, że twój tatuś jest najmądrzejszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył na świecie, że wie wszystko, czego tylko można chcieć się dowiedzieć, i we wszystkim ma absolutną rację, a w dodatku potrafi udowodnić, że we wszystkim ma absolutną rację.
A teraz wyobraź sobie inne miłe i grzeczne dziecko, które mieszka w innym miłym i sympatycznym świecie, oddalonym od nas o milion lat świetlnych, i którego tatuś jest najmądrzejszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył na tamtym odległym, sympatycznym świecie, i wyobraź sobie, że tamten tatuś jest dokładnie tak samo mądry i nieomylny jak twój tatuś. Obaj tatusiowie są najmądrzejsi i obaj mają rację.
Tylko że gdyby się kiedykolwiek spotkali, kłóciliby się straszliwie, ponieważ w żadnej sprawie nie mogliby się dogadać. Możesz, oczywiście, powiedzieć, że twój tatuś ma rację, a tatuś tamtego dziecka nie ma racji, ale pamiętaj, że Wszechświat jest bardzo wielki. Starczy w nim miejsca na całą masą ludzi, z których każdy będzie miał rację, chociaż nie zgodzi się z żadnym innym.
Obaj tatusiowie mogą mieć rację, a mimo to kłócić się straszliwie, gdyż rację można mieć na bardzo wiele sposobów. Są jednak we Wszechświecie takie miejsca, w których jeden tatuś połapałby się wreszcie w tym, co mówi drugi tatuś. W tych miejscach najrozmaitsze prawdy pasują do siebie tak świetnie, jak części słonecznego zegarka, który nosi twój tatuś. Miejsca te nazywamy infundybułami chronosynklastycznymi.
Sądzimy, że System Słoneczny pełen jest infundybuł chronosynklastycznych. Jedna ogromna, której istnienia jesteśmy pewni, lubi się utrzymywać pomiędzy Ziemią a Marsem. Wiemy o jej istnieniu dzięki temu, że ziemski mężczyzna i jego ziemski pies dostali się w sam jej środek.
Myślisz może, że fajnie byłoby dostać się w infundybułę chronosynklastyczną i zobaczyć całą rozmaitość absolutnych racji, ale jest to rzecz ogromnie niebezpieczna. Nieszczęsny człowiek, o którym była mowa,a także jego nieszczęsny pies, miotają się tam i z powrotem, nie tylko w przestrzeni, lecz i w czasie.
 »Chrono« znaczy »czas«. »Synklastyczna« znaczy »nagięto ze wszystkich kierunków w tę samą stronę«, jak skórkę pomarańczy, »infundybuła« jest to przedmiot, który starożytni Rzymianie, np. Juliusz Cezar i Neron, nazywali »lejkiem«. Jeśli nie wiesz, co to jest lejek, poproś mamusię, żeby ci pokazała.”
 
 
Kosmiczne prawdy
 

 Winston Niles Rumfoord wraz ze swym wiernym towarzyszem, „psem z kosmosu” Kazakiem utknął w swoistym leju czasowym. Kuriozalne zjawisko sprawia, że bohater i „przeraźliwe psisko” istnieją we wszechświecie zarówno w czasie, jak i przestrzeni, jednak materializują się wyłącznie w przypadku zetknięcia się z Ziemią bądź inną planetą (najczęściej Marsem, bądź Tytanem). Podczas jednego z obleganych przez rozhisteryzowany tłum „któremu niczego nie obiecywano [a który] poczuł się oszukany, gdyż niczego nie otrzymał” festiwalu materializacji w domu rodzinnym dzielonym z żyjącą osobno żoną Beatrycze, na specjalną okazję pojawienia się przepowiadającego przyszłość Rumfoorda z Newport zjawia się zaproszony, choć niekoniecznie mile widziany Malachi Constant z Hollywood. Przybysz – prorok wyjawia Constantowi, iż niebawem, wskutek splotu wydarzeń odbędzie on podróż kosmiczną prowadzącą między innymi na Marsa, a ostatecznie na Tytana.

Jakimi skutkami obciążona zostanie pozaziemska wyprawa hollywoodzkiego beztroskiego bogacza? Jaką rolę faktycznie odgrywa z założenia wspaniały Rumfoord?

Vonnegut we właściwy sobie komiczno-satyryczny sposób diagnozuje społeczeństwo, przy czym opisane zjawiska nie odnoszą się do konkretnych momentów dziejowych, ani szczególnych grup społecznych, przeciwnie, cechują się uniwersalizmem, dzięki czemu aktualne są również obecnie.

Niesamowita powieść science fiction w niezrównany, alegoryczny sposób pokazuje nam nas samych na tle bezsensu, który sami tworzymy, a który jest poza naszą świadomością. „Syreny z Tytana” opowiadają o bezsensie wojny, potwierdzają, ile dla poszczególnych jednostek znaczy władza i jak w istocie płytką, mało znaczącą, lecz szkodliwą jest potrzebą. Doskonale ilustruje bezmyślność – a co gorsze, brak potrzeby refleksji oraz działania, wyrwania się z okowów ogłupienia – społeczeństw ślepo podążających za władcami (anteny – atrybuty ludności na Marsie wskazują, że człowieka zniewolić może nie tylko inny człowiek, sposobów oddania się i zrezygnowania z samego siebie jest naprawdę wiele). Na nie mniejszą uwagę zasługuje Kościół Boga Doskonale Obojętnego.

Tytułowe Syreny stanowią obietnicę osiągnięcia, otrzymania najwyższej doskonałości, jednak bodaj każdy z nas wie, że atrybutem przepięknych kobiet o rybim ogonie jest zwodniczość…

„Syreny z Tytana” stanowią niesamowitą lekturę. Odczytane wprost, bez przenośni porywają czytelnika do świata irracjonalnych przygód okraszonych wspaniałym, ironicznym poczuciem humoru autora. Odniesione do realiów wzbogacają i pobudzają do rozważań na temat odwiecznego uwikłania każdej populacji. Choć nie jestem fanką fantastyki, irracjonalizmowi Vonneguta zawierzyłam w ciemno i – jak w przypadku autora – ponownie jestem zupełnie usatysfakcjonowana.

 

*Powyższe cytaty pochodzą z prezentowanej pozycji

 


 

Za książkę do recenzji dziękujemy:

wydawnictwo zysk i s-ka

 

 

  • Jakub Kowalski

    Twoje recenzje sprawiają, iż człowiek wczuwa się do tego stopnia jakby sam był uczestnikiem historii.

  • Grazyna st.

    Recenzja super. To chyba nie dla mnie powieść.