Święty czy grzesznik? – Katy Evans, Manwhore +1

manwhore-1Fani tej serii autorstwa Katy Evans na jej kontynuację musieli poczekać prawie pół roku. Ale było warto. Przekonajcie się sami, jak, po wstrząsających wydarzeniach z pierwszej części, doszło do tego, że Rachel Livingston została +1, czyli osobą towarzyszącą Malcolma Sainta i co z tego wynikło.

Malcolm Saint, piekielnie inteligentny, wpływowy, bogaty playboy i biznesmen w jednym, miał być dla Rachel Livingston kolejnym dziennikarskim zadaniem. Tematem artykułu, który miał być dla niej drzwiami do kariery. Rachel miała w planach ujawnić światu jego zwyczaje oraz skrywane przed wszystkimi pikantne sekrety. Ale coś w tym planie poszło nie tak. Saint odsłonił się przed nią bardziej, niż tego oczekiwała, ale jednocześnie odsłonił jej najskrytsze pragnienia i marzenia. Do głosu doszło jej serce. Jednak przez serię niefortunnych zdarzeń, straciła wszystko, a zwłaszcza zaufanie mężczyzny. Z jednego, na pozór niełatwego zadania się wywiązała. Teraz jednak czeka ją znacznie trudniejsze. Musi naprawić popełniony przez siebie błąd i pokazać, że ponownie zasługuje na jego zaufanie.

Nie planowałam, że się zakocham. Zakochanie się w jakimkolwiek facecie w ogóle nie znajdowało się na liście moich życiowych planów. Gina i ja już zawsze miałyśmy być szczęśliwymi singiel kami – pracoholiczkami, najlepszymi przyjaciółkami, utrzymującymi bliskie kontakty ze swoimi rodzinami. Ona zdążyła się przekonać, co to znaczy mieć złamane serce, i wszystko mi opowiedziała, żebym nie musiała też przez to przechodzić. Tak więc chroniłam swoje serce. Nie interesowali mnie mężczyźni, lecz wspinanie się na kolejne szczeble dziennikarskiej kariery. Tyle, że Saint nie był zwykłym mężczyzną. Nie uwiódł mnie w zwyczajny sposób. A to, co nas połączyło, nie było… zwyczajne.

Wciągająca i emocjonująca historia

Powieść „Manwhore +1” miałam okazję czytać po raz drugi, choć po raz pierwszy w polskim tłumaczeniu. Pierwszy raz sięgnęłam po nią, praktycznie zaraz po przeczytaniu pierwszej części serii. Wówczas czytałam ją w języku angielskim i wywarła na mnie ogromne wrażenie. Mimo to, nie mogłam się doczekać, aż będę mogła wziąć w swoje ręce polskie wydanie i przeczytać ponownie tę bardzo emocjonującą historię. Moje odczucia przy czytaniu były takie same, jak wtedy, gdy czytałam ją po raz pierwszy. Wciągnęła mnie równie mocno. Tak samo poruszyła mnie, śmiałam się z różnych sytuacji, przeżywałam je wraz z Rachel, główną bohaterką, a na koniec się ponownie wzruszyłam.

Tak, jak poprzednio w „Manwhore”,  mamy tu pierwszoosobową narrację a historię poznajemy wyłącznie widząc ją oczami Rachel. Nadal jest to bardzo dobre rozwiązanie, gdyż wprowadzenie perspektywy Malcolma wielokrotnie zepsułoby całą zabawę i odarło z nutki tajemniczości i niepewności. Choć, tak, jak pisałam poprzednio, chętnie poznałabym kilka sytuacji, widząc je oczami Sainta. Myślę, że wielu z Was, zgodziłoby się ze mną w tej kwestii.

Wdycham zapach wody po goleniu i mam pewność, że właśnie dostałam się do nieba – nieba, w którym rządzi zielonooki szatan.

Postaci stworzone przez Katy Evans ponownie błyskawicznie zyskują sympatię. Oprócz nieustępliwej, pełnej pasji i gotowej poświęcić wszystko dla sprawy Rachel i nieco aroganckiego, choć tym razem często pokazującego swoje prawdziwe oblicze, zaangażowanego Malcolma, pojawiają się tu interesujące postaci drugoplanowe. Choć pojawiają się sporadycznie, to Gina, Wynn, Tahoe i Callan, czyli przyjaciółki Rachel i Przyjaciele Malcolma, wnoszą sporo do całej historii. Podobnie jak matka dziewczyny, czy współpracownicy z redakcji „Edge”.

Zmysłowo i ze smakiem

„Manwhore +1” to oczywiście powieść erotyczna, choć tym razem typowych scen erotycznych jest dużo mniej. Nadal są one jednak napisane ze smakiem, bez zbędnej wulgarności i stanowią dopełnienie tej historii, a nie jej wyłączną podstawę. Wraz z ekscytującymi, bogatymi opisami oraz ciekawymi, zarówno wzruszającymi, jak i zabawnymi dialogami, stanowią znakomite połączenie, dające dobrą i wciągającą rozrywkę. Tak, jak poprzednio akcja w powieści toczy się w szybkim tempie, fabuła jest dobrze przemyślana i zaplanowana, nie ma w niej wątków-duchów, które pojawiają się i znikają bez wyjaśnienia. Do tego emocje, tajemnice i niespodziewane zwroty akcji.

Wpatrujemy się w siebie o ułamek sekundy za długo. Wstaje i z kocią gracją się prostuje. Malcolm Kyle Preston Logan Saint. Dyrektor generalny najpotężniejszej korporacji w tym mieście. Obsesja kobiet. Ulotny niczym kometa. Nieustępliwy i bezwzględny.

Skoro czytacie tę recenzję, to znacie pierwszą część historii oraz fakt, że Katy Evans w swoich książkach umieszcza playlisty z piosenkami, które m.in. przewijają się przez całą powieść, są wspomniane, wiążą się z nimi jakieś ważne wydarzenia itp.. Jest to idealne rozwiązanie dla miłośników muzyki w książkach, gdyż mogą w szybki sposób wyszukać odpowiednie piosenki, mając podane ich tytuły i wykonawców, a co za tym idzie, rozszerzyć książkową rzeczywistość. Nie inaczej jest w przypadku „Manwhore +1”. Także i tu autorka umieściła listę czternastu utworów, którymi inspirowała się podczas pisania powieści.

Jeśli nie możecie się już doczekać kontynuacji niesamowitej, wciągającej historii Rachel i Malcolma, mam dla Was bardzo dobrą wiadomość. Wydawnictwo Kobiece oficjalnie poinformowało, że premiera ostatniej części, czyli „Ms. Manwhore” będzie miała miejsce już w maju. Czas szybko minie i zanim się obejrzycie, będziecie trzymać w swoich rękach, równie emocjonującą, finałową historię Rachel Livingston i Malcolma Sainta.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy

site-logo