Staruszki, które uciekły z urną…

Dawno nie czytałam książki, w której głównymi bohaterkami są starsze osoby. W powieści Mariki Krajniewskiej „Och, Elvis!” są one aż trzy i to nie byle jakie! Jeżeli teraz miałabym zdecydować, jaka będę za kilkadziesiąt lat, to chciałabym być równie przebojowa jak one. Kto ma ochotę na lekturę opowieści o przyjaźni do grobowej deski i jeszcze dłużej?

Wszyscy, którzy zdecydują się na tą lekturę, muszą nastawić się na zabawne dialogi i porządną dawkę poczucia humoru. Bo czyż może być inaczej, kiedy dwie staruszki kradną urnę i… znikają. Jednocześnie nie jest to zwykła komedia. Pojawia się sporo miejsce na refleksje i przemyślenia.

Przyjaźń po grób

Gienia, Maria i Alicja. Od lat nierozłączne. W zasadzie połączył je mężczyzna… Gienia była jego siostrą, a Maria i Alicja żonami. Brzmi dziwnie, nie mówiąc już o tym, że jak to możliwe, że przez tyle czasu mogą być sobie bliskie, a jednak. Ich przyjaźń jest bardzo silna. Trzy przebojowe staruszki, które kochają plac zabaw, malowanie kamieni i hulajnogę. Podczas jednego ze spotkań, mieszkająca w domu spokojnej starości Alicja wyznaje, że przed śmiercią chciałaby odwiedzić grób Elvisa. W sumie nawet ma plan. Niestety coś staje jej na przeszkodzie… śmierć. Maria i Gienia nie zastanawiają się długo nad tym, co mają zrobić…

„Gienia przyjechała. Na swojej hulajnodze, którą ubóstwiała tak samo jak malowanie kamieni. Jechała ostrożnie, oświetlając sobie drogą lampką, i tylko nogę zmieniała, gdy jedna zdecydowania dawała się we znaki. Sprytnie to sobie wymyśliła. Jedna boli, druga odpoczywa – i na odwrót. To się nie mieściło w głowie. Lekarzowi się nie mieściło. Marii z Alicją też się nie mogło w dwóch głowach pomieścić. A Gienia miała to, za przeproszeniem, gdzieś. Liczyła też na to, że gdzieś ją będzie miała polska współczesna młodzież, która jak już wyjdzie z zakamarków Internetu, to spluwa hurtowo pod monopolowym 24h”.

Starość z przymrużeniem oka

Jak wspomniałam lektura grozi niekontrolowanymi atakami śmiechu. Pojawia się sporo zaskakujących zwrotów akcji i zgłębiamy historię niezwykłej przyjaźni, która jest silniejsza niż śmierć. Uwielbiam te bohaterki! Kiedy czytałam nie mogłam uwierzyć w ich luz i dystans. Myślałam, że takich babć nie ma, aż kilka dni temu na katowickim dworcu spotkałam starszą panią na… hulajnodze! Mówiąc wprost, zamurowało mnie, zwłaszcza, że byłam świeżo po „Och, Elvis!”.


Za książkę do recenzji dziękujemy: