„STAGS” M. A. Bennett

Szkoła z tradycjami, której początki są w średniowieczu. Prestiż. Unikalny wystrój. Odrębny program nauczania. Restrykcyjne kryteria przyjęć. Dostać się do takiej placówki to sukces! Tak można się poczuć, kiedy dostaje się wiadomość o wpisanie na listę uczniów do STAGS. Tak właśnie czuje się Greer MacDonald, przekraczająca próg szkoły w książce „STAGS” M. A. Bennett. Greer nie wie, że trafiła do krainy koszmaru.

Książka to jeden z tych thrillerów dla młodzieży, w których nie ma oczywistości, a zaskoczenia pojawiają się od początku do końca. Razem z Greer doświadczamy kolejnych niespodzianek, od których czasem włos jeży się na głowie. Czy ktoś mógłby przypuszczać, że w szkole od wieków kultywuje się krwawe tradycje?…

Średniowieczne tradycje we współczesnej szkole

STAGS nie jest zwykłą szkołą. Chodzi się w pończochach, nie ma telefonów, internetu, a nauczyciele to bakałarze. Na wielu ścianach są powieszone głowy jeleni. Poroże od wieków jest obecne w znaku rozpoznawczym. Szkołą nie rządzi samorząd szkolny, a Ludzie Średniowiecza, którzy jako jedyni mogą mieć pończochy w innym kolorze niż pozostali. Imponują, zwracają uwagę, wszyscy chcą się im przypodobać. Trójka chłopców, trzy dziewczyny. Wszyscy chcą im się przypodobać, by rok później móc zająć ich miejsce. Są wyniośli, złośliwi, mściwi. Przez kilka miesięcy nikt z nich nie rozmawia z Greer, aż dostaje zaproszenie. Małą karteczkę, która zachęca do tego, by spędzić z Ludźmi Średniowiecza kilka dni w zamożnej rezydencji. Od współlokatorki Greer słyszy, że to rodzaj rozmowy kwalifikacyjnej i być może chcą wybrać właśnie Greer. Cóż może pójść nie tak? To tylko kilka dni. A jednak to najgorsze dni w życiu dziewczyny.

Rozrywka czy walka o życie?

Razem z Greer zaproszenie dostała jeszcze dwójka uczniów. Razem jest ich dziewięcioro. Dorosłych, oprócz służących, nie ma. Są sami. Wspaniała posiadłość i trzy sporty: polowanie, strzelanie, wędkowanie. Krwawe zajęcia, które wcale Greer nie odpowiadają, ale nie daje tego po sobie poznać. Przecież to parę dni…

„Korciło mnie, żeby powiedzieć coś o wystrzałowym sposobie bycia, bo pomyślałam, że mogłoby to być całkiem zabawne w odniesieniu do myśliwego, ale nie wyglądał na człowieka skorego do żartów. Ponadto już czekał na mnie z otwartymi tylnymi drzwiami. Sam usiadł z przodu i uruchomił silnik. Odjeżdżając, odwróciłam się, żeby jeszcze ostatni raz zerknąć na szkołę. Ten widok szczególnie utkwił mi w pamięci – w każdym oknie widziałam twarz. Cała szkoła obserwowała wyjazd wybrańców. Nawet bakałarze”.

Książka zaskakuje co chwilę. Pod każdym względem. Począwszy od samej atmosfery panującej w szkole, po jej tradycje i… oczywiście przebieg pobytu w rezydencji. Czyta się ją jednym tchem. Od początku akcji towarzyszy narastające napięcie, a bohaterowie co rusz odkrywają mroczne sekrety STAGS.


Za książkę do recenzji dziękujemy: