SPRINT – Piotr Kuzio, Marcin Majchrzak, Grzegorz Suder [patronat medialny]

Powszechnie uważa się, że nie istnieje coś takiego jak zbrodnia doskonała, że zawsze zabójca pozostawia jakiś ślad, jednak czasem jest on trudno dostrzegalny i zamaskowany. Czy i tym razem uda się rozwikłać tajemniczą śmierć w samym środku korporacyjnego zgiełku?

SPRINT to polski kryminał, którego akcja rozgrywa się w samym centrum informatycznego świata. Fenomenem książki jest niepodważalnie fakt, że posiada ona trzech autorów, co moim zdaniem jest niezłym wyczynem.

Poniedziałkowy poranek

Akcja rozpoczyna się od scenerii pozornie zwykłego poniedziałkowego poranka. Wtedy też komisarz Walczak wraz z podinspektorem Skalskim zostają wezwani do laboratorium firmy RCUS, w którym znaleziono ciało martwego mężczyzny.

Pomiędzy stelażami z elektroniką leżało ciało mężczyzny z szyją oplecioną różowym kablem. Jeden koniec sterczał przy szyi, drugi wiódł aż do panelu na samej górze szafy, wpięty do gniazda. Głowę okalały lekko zsunięte ochraniacze słuchu z wyraźnie uszkodzonym drucianym mocowaniem. Spod pleców ofiary rozlewała się okrągła, jednolita plama krwi. Rany, z której się wydobyła, nie było widać. Ciało spoczywało na plecach, oczy były zamknięte, a ręce – ułożone wzdłuż ciała z otwartymi ku górze dłońmi.

Policjanci od razu biorą się do roboty, jednak nie przykładają się do przesłuchiwania świadków. Kieruje nimi przekonanie, że w tak wielkiej informatycznej korporacji przejrzenie monitoringu zapewni im rozwiązanie zagadki morderstwa. Okazuje się jednak, że sprawa znacznie się komplikuje, gdyż elektroniczne dowody zostały sfałszowane i celowo podrzucone. Pomocą w śledztwie okaże się aspirant Czerski, lokalny spec od komputerów. Czy policjantom uda się dorwać mordercę?

Prawdziwy sprint

Fabuła książki wciąga czytelnika od pierwszych stron. Warto zauważyć, że sama powieść nie należy do najcieńszych, bowiem liczy 672 strony, które czyta się naprawdę bardzo szybko, nie wspominając już o tych przewijanych palcem w wersji elektronicznej. Akcja historii jest wartka, słownictwo jest bogate w korporacyjny slang, który moim zdaniem jest dużym plusem, ponieważ bardzo wzbogaca wiedzę czytelnika. Książka obfituje w  luźne dialogi, które dodają jej kolejnych walorów. Przedstawiona przez autorów historia trzyma czytelnika w napięciu do samego końca, zaś końcowy zwrot akcji z pewnością każdego sięgającego po tę pozycję zaskoczy. Moim zdaniem jest to świetna baza, by nakręcić na podstawie tej powieści film. Wszystkich, którzy szukają mocniejszych wrażeń czytelniczych zachęcam do zapoznania się z tą książką. Wciągnęła mnie bez reszty i zajmuje zaszczytne miejsce w mojej domowej biblioteczce.

Kulturantki objęły powieść SPRINT patronatem medialnym, w związku z czym, już wkrótce spodziewajcie się konkursu, w którym do wygrania będzie egzemplarz tej historii.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu:

wydawnictwo zysk i s-ka