Sponsor tom 1 – K.N. Haner

K.N. Haner to jedna z tych autorek, po które sięgam w ciemno, wiedząc, że mnie nie zawiedzie, a jedyne, co może się stać, to mnie bardzo zaskoczy. Oczywiście w pozytywny sposób. Nie inaczej było w przypadku „Sponsora”.

Kalina wiedzie niemal idealne życie. Ma cudownych rodziców, energiczną rezolutną siostrę i wiele planów na przyszłość. Oprócz tego nie wdaje się w relacje damsko-męskie, bo najnormalniej w świecie nie ma na to ani czasu, ani ochoty. Wszystko się zmienia pewnego dnia, gdy jadąc rowerem na uczelnię, wjeżdża w auto pewnego mężczyzny. Nathan na pozór nie ma żadnych problemów. Pieniądze, własna firma i wysoki status społeczny ułatwiają mu kontakty z kobietami. Nie zależy mu jednak na stałym związku, ale raczej na spełnianiu własnych zachcianek i fantazji. Nie spodziewa się, że najzwyklejsza dziewczyna na świecie wywróci jego świat do góry nogami.

Co się stanie, gdy serce przestanie słuchać rozumu? Kalina i Nathan będą błądzić w krainie niedomówień i niepewności, ale rodzące się między nimi uczucie przyniesie nadzieję na lepsze jutro. Czy to wystarczy, by Nathan zmienił swoje przyzwyczajenia? Może to Kalina będzie dyktować warunki? W tej grze nie ma jasnych zasad, są tylko najciemniejsze zakamarki miłości, która wbrew pozorom nie jest prosta. Historia o dziewczynie, która oprócz miłości nie ma nic, i o mężczyźnie, który ma wszystko oprócz miłości.

K.N. Haner to niekwestionowana Królowa Dramatu. To określenie nie zostało jej nadane bez powodu. Czy więc mogłoby być inaczej niż dotychczas? Można rzec, że tak. A to dlatego, że dramatem ta historia się właściwie rozpoczyna. A skoro tak zaczynamy, to znaczy, że dalej będzie tylko jeszcze ciekawiej. Królowa Dramatu znów będzie rządzić na salonach.

Kalina jest pierwszą bohaterką powieści Kasi Haner i jedną z nielicznych bohaterek romansów, które się bardzo lubi. Taką, która nie drażni swoim głupim, nieodpowiedzialnym zachowaniem i wieloma innymi, denerwującymi cechami. Łamie stereotyp głupiej i irytującej bohaterki romansów i erotyków. Delikatna, nieśmiała, rozważna, dbająca nie tylko o siebie, ale i swoją malutką siostrę, którą się opiekuje. W tym wszystkim jest tylko nieco zbyt naiwna i za bardzo ufa napotkanym na swojej drodze osobom.

Nathan jest mężczyzną, za którym obejrzałaby się na ulicy nie jedna kobieta. Ma w sobie pewien magnetyzm, który przyciąga do niego płeć piękną. Zapewne to przez jego nieco mroczną naturę. Władczą, dominującą i emanującą pewnością siebie. Jednak przy Kalinie staje się zupełnie inną osobą. Walczy ze swoimi przyzwyczajeniami, starając się żyć tak, jak do tej pory nie potrafił.

Teraz miał przy sobie dziewczynę… Kobietę, dla której próbował się zmienić. Wiedział, że warto, i chciał zrobić wszystko, by mu się to udało.

 

Nie można też zapomnieć o Sabrinie, czyli rezolutnej czteroletniej siostrze Kaliny. Ta dziewczynka wprowadza powiew świeżości w życie Nathana, a na dodatek jest źródłem wielu zabawnych sytuacji. Uwierzcie mi, będziecie nieźle bawić się przy scenach z jej udziałem.

Spotkanie tej dwójki jest niczym zderzenie dwóch światów, wody i ognia. Przeciwności, które nigdy nie powinny się spotkać i mieć ze sobą nic wspólnego, gdyż nic dobrego z tego nie będzie. W tym przypadku nie obejdzie się bez ofiar. Każde z nich może zranić drugie. Mimo to lgną do siebie, niczym ćma do świecy, mając świadomość, że oboje mogą się spalić.

Uwielbiam okładkę, jaką został ozdobiony „Sponsor”. Dosłownie ozdobiony. Nie mam słów, żeby opisać ją na tyle, jak bardzo bym chciała. Wielokrotnie pisałam, że ludzie bardzo często kupują książki oczami. Nie czytają opisów okładkowych, jeśli nie zainteresuje czy zaintryguje ich okładka. Część czytelników kupuje książki wyłącznie na podstawie czynników wizualnych. A „Sponsor” ma okładkę, która nie pozwala oderwać od niego wzroku. Jest ona zjawiskowa. Tajemnicza. Intrygująca. Zapowiadająca wyjątkową lekturę i tak właśnie jest. Dostajecie pięćset stron znakomitej, wciągającej i prawdziwej do bólu historii.

Ten cały sponsoring, oszukiwanie samego siebie, że nie jest się zdolnym do normalnego związku, do miłości. Współczuła mu i chciała uleczyć jego zranioną duszę. Powolutku dotrzeć do niego, pokazać mu, jak ogromną siłę ma szczerość, prawda, dobroć. Wiedziała, że Nathan był dobrym człowiekiem. Może nawet najlepszym, jakiego znała. Chciała w to wierzyć, a jeszcze bardziej chciała to udowodnić. Nie sobie. Jemu.

 

„Sponsor” ma w sobie jeszcze coś, czego dotychczas nie było w książkach Kasi. Jest to trzecioosobowa narracja, która wraz z rozdziałami została podzielona pomiędzy Kalinę i Nathana. Mamy więc podobny podział, jak zazwyczaj autorzy stosują przy pierwszoosobowej narracji. Jednak mamy jednocześnie wszechwiedzącego narratora, który pozwala nam widzieć wszystkie wydarzenia, jakbyśmy byli ich niewidzialnymi obserwatorami, stojącymi w samym ich sercu.

Wszystkich czytelników, przyzwyczajonych do ogromnej dawki scen erotycznych w książkach Kasi, często już od początku historii, muszę uprzedzić, że tutaj tego nie znajdziecie. A na pierwsze sceny długo poczekacie. Uzbrójcie się w cierpliwość i czytajcie. Nie będziecie żałować. Bo mniejsza ilość scen erotycznych nie oznacza braku ciekawej akcji czy braku pożądania i seksualnego napięcia pomiędzy bohaterami.

Ta książka ma tylko jeden minus. W rozdziałach Kaliny i Nathana często powtarzają się te same dialogi. Dość mocno spowalnia to akcję i nieco denerwuje. Jednak ma to również swój cel. Przy tych dialogach otrzymujemy myśli bohaterów, związane z tymi rozmowami. Dzięki temu mamy pełny obraz sytuacji. Jak widać, ten minus niesie za sobą również korzyść.

Już w lutym czeka na Was drugi tom „Sponsora”. A jestem przekonana, że po finale, jaki zafundowała czytelnikom Kasia, będziecie czekać na niego niecierpliwie, niekoniecznie kulturalnie wyrażając się o jej finale. Już jutro będziecie mogli także wziąć udział w konkursie, w którym do wygrania będą egzemplarze „Sponsora”, gdyż Kulturantki objęły powieść patronatem medialnym.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu