Spod zamarzniętych powiek – Adam Bielecki i Dominik Szczepański

Nie zrozumie ten, kto nie miał szansy zakochać się w górach… Temat himalaizmu wywołuje skrajne emocje, czasem wzbudza podziw, ale nie rzadziej także delikatnie ujmując niezrozumienie. Co kieruje ludźmi, którzy na niebywale trudnym terenie i w nieludzkich warunkach starają się wspinać na najwyższe szczyty świata? Dlaczego narażają świadomie swoje zdrowie, a nawet życie tylko (albo aż) po to, żeby zobaczyć wszystko „z góry”? Na te pytania nie ma jednej odpowiedzi. Żeby choć trochę zrozumieć czym jest himalaizm, warto sięgnąć po książkę Spod zamarzniętych powiek, której głównym bohaterem jest Adam Bielecki. 

Na samym początku warto krótko przedstawić postać Adama Bieleckiego. Jest to 35-letni polski taternik, alpinista i himalaista. Na swoim koncie ma zdobyte liczne szczyty, uznawany jest za pierwszego zimowego zdobywcę ośmiotysięczników: Gaszerbrum I i Broad Peak. W chwili obecnej próbuje jako pierwszy zdobyć szczyt K2 zimą uczestnicząc w narodowej, zimowej wyprawie na K2. Akcja nosi nazwę: K2 dla Polaków.  

W labiryncie lodu

Opowieść zaczyna się od wspomnienia wyprawy z próby pierwszego zimowego zdobycia ośmiotysięcznika Gaszerbrum I (to drugi co do wielkości, zaraz po K2 szczyt Karakorum).

Wydawało się, że ten przeklęty lodowiec nigdy się nie skończy. Wędrówka przez niego nie miała sobie nic z subtelności. Wszystkie chwyty dozwolone. Byle jak najszybciej i bezpiecznie przejść przez zamarznięty labirynt.

Z tej i wielu innych opowieści, których treści nie chcę tutaj za dużo zdradzać, bo nie da się oddać całości przekazu tak jak jest to ujęte w książce, czytelnik dowiaduje się z jakimi problemami i niespodziankami borykają się wspinacze wysokogórscy. Dzięki licznym opisom można sobie uzmysłowić jak niebezpieczne są góry, że natura nadal rządzi człowiekiem, a nie na odwrót. Przede wszystkim zaś wywołuje refleksję nad kruchością ludzkiego życia znajdującego się wśród czystej natury. Tak samo w górach jak i w codziennym życiu bywają także momenty, kiedy wydaje Ci się, że nie dasz rady wyjść jeszcze kawałka wyżej, albo droga powrotu jest odcięta. Wtedy sięgasz po zapasową energię, o której istnieniu nie miałeś pojęcia.

To dobrze, że góry potrafią jeszcze od czasu do czasu nauczyć ludzi pokory. Podwójnie dobrze dzisiaj, kiedy człowiekowi wydaje się, że już w pełni zdołał opanować naturę. Kto pierwszy zdobędzie zimą K2, ten będzie wielki !
(Był to fragment wywiadu: Janusz Kasza, Andrzej Zawada – „Pozostało jeszcze siedem”, zamieszczonego w książce Spod zamarzniętych powiek).

Szczerze przyznam, pierwszy raz co do treści nie chcę psuć przyjemności z pochłaniania każdej kolejnej kartki tekstu. Czytając tę pozycję przepadłam bez reszty. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że jest to wciągająca opowieść o marzycielu konsekwentnie i z uporem dążącego do celu, walczącego o swoje marzenia. Tacy ludzie inspirują, dzielą się pozytywną energią i sprawiają, że się po prostu chce… chce się żyć, nie egzystować.

Szczera opowieść bez nadmuchanego ego

Przygotowując się do recenzji tej pozycji poszperałam trochę w sieci, by dowiedzieć się czy tylko na mnie wywarła takie dobre wrażenie, lecz okazuje się, że książka ciągle zbiera dużo pozytywnych opinii. Cała opowieść jest po prostu szczera, autentyczna i nie jest przerysowana. Czytając ją szukałam odpowiedzi na pytanie: dlaczego Ci ludzie się pchają na takie ekstremalne wysokości? Co jest takiego w himalaizmie, że przyciąga do siebie coraz więcej osób?
Już na samym początku lektury odpowiedzi udzielił sam Adam Bielecki. Przeczytajcie z resztą sami fragment:

Himalaizm nie ma w sobie niczego, co by czyniło nas wyjątkowymi. Niby wymyślamy i testujemy patenty odzieżowe, a one potem się upowszechniają. Jednym z pierwszych zastosowań membrany goreteksowej była produkcja kombinezonów dla astronautów, a teraz wszędzie można kupić goreteksowe buty. Ale to przykład na siłę. Nie uważam, żeby himalaizm miał jakiś głęboki sens. Tak samo nie ma go żeglarstwo czy chodzenie po parku. Życie samo w sobie nie ma głębokiego sensu. Moim wyborem jest himalaizm i zupełnie nie ma we mnie potrzeby przekonywania całego świata, że to bardzo fajne zajęcie.

Dopracowana do perfekcji

Książka od strony czysto technicznej jest w mojej opinii dopracowana do niemalże perfekcji. Obfituje w piękne zdjęcia pochodzące z prywatnego archiwum Adama Bieleckiego. Dzięki temu czytając tekst jest dużo łatwiej sobie wyobrazić przedstawianą historię. Po chwili odnosi się wrażenie, że uczestniczy się w tej samej wyprawie, która jest opisana w danym rozdziale. Dosyć nowatorskim patentem jest zastosowanie z boku tekstu kodów QR, których zeskanowanie smartfonem przy wykorzystaniu odpowiedniej aplikacji, przenoszą czytelnika do filmów, które zostały nagrane podczas wypraw i zamieszczone w internecie. Książka jest, według mnie, świetnie napisana. Styl przekazu jest lekki i pozwala na zatracenie się w kolejnych stronach opowieści o wysokich górach, o niebywałym zimnie, trudach, o cieszących zwycięstwach i mobilizujących porażkach.

Autor świetnie maluje w wyobraźni obraz zimowej scenerii w Karakorum. Fragmenty mrożą krew w żyłach, zwłaszcza kiedy uświadamiasz sobie, że to było na prawdę, że himalaiści nie raz byli i teraz także mogą być, o krok od śmierci. Jednak udało się, tym razem znowu się udało oszukać naturę i morderczą górę…