Śniegowy bałwan zwiastunem śmierci

Myślę, że nikomu, kto czyta kryminały nie muszę przedstawiać Jo Nesbo. Chociaż dość późno i nie po kolei poznałam jego twórczość, na razie się nie rozczarowałam. Niedawno jedna z jego książek została zekranizowana i to właśnie po nią ostatnio sięgnęłam. Zachwycona lekturą od razu zapragnęłam zobaczyć film, ale mam wobec niego mieszane uczucia. Nie mniej książkę „Pierwszy śnieg” polecam z czystym sumieniem.

To, co podoba mi się w twórczości autora, to szczegółowe opisy mrożące krew w żyłach. Nie, żebym była jakąś psychopatką, ale książki o takiej tematyce muszą wprowadzać w atmosferę, szokować, być brutalne. Nesbo doskonale sobie z tym radzi. W zasadzie zaczęłam zastanawiać się, czy nie miewa koszmarów… Drugim aspektem, dla którego lubię jego kryminały, to trzymanie czytelnika w napięciu do samego końca. Co rusz pojawiają się nowe tropy, nowi podejrzani i ślepe zaułki. Wraz ze śledczymi mamy wrażenie, że zaczynamy pojmować całokształt, aż znów wszystko wymyka się z rąk. A czego dokładnie można spodziewać się po otwarciu „Pierwszego śniegu”?

Bałwan zwiastunem śmierci

Bohaterem serii książek Nesbo jest nietuzinkowy komisarz Harry Hole. Indywidualista, trudny w obyciu, mający problem z alkoholem. Jednak jeśli chodzi o tropienie morderców nie ma sobie równych. Do jego rąk trafia dość dziwny list z podpisem „Bałwan”. Szybko okazuje się, że to nie jest przypadek ani zwykłe pogróżki. Zaczynają ginąć kobiety, a przed ich domem stoi bałwan ze śniegu. Co je łączy? Dlaczego to pierwszy śnieg jest bodźcem, który skłania zabójcę do działania? Czasu jest niewiele, pytań coraz więcej. Poza głównym śledztwem, autor wprowadza nas w życie prywatne, a raczej jego niedostatki, Harry’ego Hole’a. Dzięki temu całość zyskuje dodatkowego smaku.

„Śnieg w ogrodzie odbijał dostateczna ilość światła, by mógł dostrzec bałwana. Wyglądał na samotnego. Ktoś powinien włożyć mu czapkę i szalik, i może dać szczotkę do zamiatania. W tej samej chwili zza chmur wyłonił się księżyc. Oświetlił czarne zęby i oczy. Jonas odruchowo wstrzymał oddech i cofnął się o dwa kroki. Błysnęły oczy ze żwiru. Nie dość że patrzyły na ścianę domu, to jeszcze spoglądały w górę, prosto na pokój. Jonas zaciągnął zasłony i wrócił do łóżka”.

Książka, czy film?

„Pierwszy śnieg” to wprost idealna propozycja dla fanów mocnej literatury, z dosadnymi opisami. Lubicie, kiedy autor bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę? Jeśli tak, ten tytuł jest obowiązkowy. Jak wspomniałam na wstępie, od razu po lekturze obejrzałam film. Gdybym nie czytała książki, pewnie by mi się podobał. Jednak miałam wobec niego tak wysokie oczekiwania, że niestety nie czuję się usatysfakcjonowana. Zwłaszcza, że pojawiły się w nim pewne przekłamania i pominięto kilka istotnych moim zdaniem kwestii. Jeśli widzieliście film i Wam się podobał, koniecznie przeczytajcie książkę – jest bez porównania lepsza. Dla zachęty poniżej krótki zwiastun tej produkcji.


Za książkę do recenzji dziękujemy: