„Słońce umiera i tańczy” – I tom nowej trylogii Ewy Cielesz

Kiedy czytałam trylogię Ewy Cielesz „Córka cieni”, nie mogłam wyjść z podziwu jak różnie wyglądały wszystkie trzy części. Dlatego kiedy ukazała się jej najnowsza książka – „Słońce umiera i tańczy”, z chęcią po nią sięgnęłam. Jak się okazało, jest to pierwszy tom kolejnej trylogii! Ewa Cielesz zrobiła to samo, co przy „Córce cieni” – pierwsza część zakończyła się w taki sposób, że koniecznie chce się poznać dalsze losy bohaterów!

Główną bohaterką książki jest Jagoda, młoda artystka z Krakowa. Jej rodzice przed wyjazdem za granicę sprzedają mieszkanie starszemu panu, który mieszkał w nim wiele lat temu. Po ich wyjeździe Jagoda odwiedza starszego pana, aby wziąć swoje akcesoria malarskie. Wtedy nawiązuje się między nimi nić przyjaźni. Od tej pory dziewczyna odwiedza go regularnie.

Mongolska miłość

Również po wyjeździe rodziców ma miejsce jeszcze ważniejsze zdarzenie dla dalszych losów Jagody – kiedy przechodzi przez rynek słyszy muzykę, piękną i czarodziejską… uliczny muzyk z Azji szybko wkrada się do jej serca. Po krótkiej znajomości, chłopak wprowadza się do Jagody. Czy jednak uczucie pozwoli na przeskoczenie różnic w kulturze i odmienności charakterów? W książce oczywiście pojawia się także kilka innych ważnych wątków, o których celowo nie wspominam, aby zbyt wiele nie zdradzić.

„- Mongolia to dziwny kraj – zaczął i zawiesił głos, jakby nie był pewien, czy tego właśnie oczekuję. Skinęłam głową z aprobatą. – Chociaż większość ludzi ucieka do miasta, głównie do stolicy, mieszkają tam jeszcze koczownicy zajmujący się wypasaniem dużych stad zwierząt. Może trudno ci uwierzyć, ale ja pochodzą właśnie z rodziny wiernej dawnym tradycjom. Kiedy byłem mały i nawet potem, gdy już dorastałem, obce mi były współczesne wynalazki, takie jak radio, czy telewizor. Mieszkałem w jurcie… Wiesz, co to jest jurta?”

Zaskakujące zwroty akcji

Wszystko kręci się jak w kołowrotku, nowe zdarzenia, wzloty i upadki. Tak samo jak w życiu. Czytając książkę, można spodziewać się, że lada chwila może wydarzyć się coś ważnego, ale nikt nie wpadnie na to, co to będzie. Ile można zrobić w imię miłości? Jak bardzo można być zapatrzonym w drugą połówkę, by móc wybaczyć i postawić wszystko na jedną kartę? Ewa Cielesz jest jedną z tych autorek, które potrafią zaskoczyć czytelnika bez względu na zaawansowanie fabuły. Ponieważ książkę czyta się bardzo szybko i cieszę się, że już za parę miesięcy zapowiedziana jest premiera tomu drugiego.


Za książkę do recenzji dziękujemy: