Sen wariata czyli „Kocia kołyska” Kurta Vonneguta

Pod koniec stycznia tego roku wydawnictwo Zysk i S-ka wypuściło wznowienie jednej z ważniejszych powieści Vonneguta – „Kociej kołyski”.

Bohaterem „Kociej kołyski” jest dziennikarz, który postanowił napisać książkę o fikcyjnym ojcu bomby atomowej, nieżyjącym już Feliksie Hoenikerze. Droga do celu wiedzie go przez zdumiewający świat rojący się od niedorzecznych postaci i nieprawdopodobnych wydarzeń. Streszczać fabuły nie będę. Wystarczy, że zacytuję pierwsze zdanie z Księgi Bokonona:

„Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.”

I komentarz naszego bohatera do tegoż cytatu:

„Człowiek, który nie potrafi zrozumieć, że użyteczna religia może być zbudowana na kłamstwach, nie zrozumie również i tej książki.”

Kim jest Bokonon i o co właściwie chodzi w tym wszystkim? Żeby się przekonać, trzeba zajrzeć do „Kociej kołyski”.

Kilka słów o autorze

Kurt Vonnegut był królem absurdu. Dowcip miał cięty. Inteligentnie obnażał ludzką głupotę, zachowując przy tym pełen humoru dystans. Jego przygoda z pisaniem zaczęła się już w liceum, choć jeszcze bez przytupu. Szlifował swój warsztat, tworząc szkolną gazetkę. Później przyszedł czas na młodzieńcze błędy. Vonnegut zaczął studiować chemię. W porę zorientował się, że nie był to strzał w dziesiątkę i ostatecznie zdecydował się na antropologię. W tak zwanym międzyczasie miał okazję walczyć na froncie podczas II wojny światowej, co oczywiście znalazło odbicie w jego twórczości, szczególnie w powieści „Rzeźnia numer pięć”. Vonnegut był płodnym pisarzem. Popełnił kilkanaście powieści, zbiory opowiadań, zbiory esejów, a nawet kilka dramatów. „Kocia kołyska”, obok „Rzeźni numer pięć” i „Śniadania mistrzów”, należy do jego najbardziej znanych i uznanych dzieł.


Za książkę do recenzji dziękujemy: