„Są takie miejsca, w których nigdy nie powinniśmy się znaleźć” – K.N. Haner, Sny Morfeusza

sny-morfeuszaCzego potrzeba by książka skierowana do kobiet osiągnęła sukces? Ciekawych bohaterów, nieco tajemnic, szczyptę romantyzmu i ogromną dawkę erotyzmu. Literatura erotyczna przeżywa swój renesans na całym świecie, gdyż kobiety najzwyczajniej w świecie chcą czytać o seksie. Nie inaczej jest w Polsce, również za sprawą rodzimych autorów tego gatunku.

Cassandra Givens przeprowadza się z rodzinnego, chłodnego Toronto do słonecznego Miami. Pragnie znaleźć tam pracę swoich marzeń, jako architekt wnętrz. Zamieszkuje ze swoją przyjaciółką i jednocześnie cioteczną siostrą, Nicole. Niestety rozmowa o pracę w idealnej firmie, nie idzie całkowicie po jej myśli. Wieczorne wyjście z Nicole i jej znajomymi, okazuje się być również kompletnym niewypałem. Staje się jednak jednocześnie zapalnikiem do całej serii wydarzeń, które nie powinny w ogóle mieć miejsca. Błąkająca się nocą po ulicach Miami Cassandra, poznaje Toma, młodego chłopaka, z którym postanawia zaszaleć w Mirrors, jednym z nocnych klubów, do którego, jak się okazuje, ludzie przychodzą by uprawiać seks. Spotyka tam tajemniczego i mrocznego mężczyznę w masce, przedstawiającego się imieniem Morfeusz. Spędzają razem upojną noc. Wkrótce okazuje się, że Cassandra otrzymuje pracę, o którą aplikowała. Ma być architektem wnętrz w firmie Art Design & Beauty, której prezesem jest Adam McKey. Jakże wielkie jest jej zdziwienie, gdy okazuje się, że Adam i Morfeusz to ta sama osoba, mimo, iż jej nowy szef, udaje zupełnie co innego. Wbrew wszelkiemu rozsądkowi i bezpieczeństwu, ta dwójka postanawia nawiązać romans „po godzinach”, opierając go jednak na pewnych, wyznaczonych przez Adama, zasadach. Bo mroczna strona Adama, ma swoje sekrety, które mogą ściągnąć śmiertelne niebezpieczeństwo na ich oboje. W co uwikłany jest mężczyzna i w jakie kłopoty wciąga swoją kochankę?

– Panie McKey, ja… – dukam i w końcu na niego spoglądam. Zamieram. Zapominam, jak się oddycha i rozchylam bezwiednie usta. Próbuję to sobie jakoś sensownie wytłumaczyć. Facet, na którego właśnie patrzę, do złudzenia przypomina mi Morfeusza albo coś mi padło na wzrok. Cholera, to niemożliwe. Widziałam jego twarz tak naprawdę tylko przez chwilę, gdy pozwolił mi zdjąć swoją maskę, ale doskonale go pamiętam.

„Sny Morfeusza” to kolejna powieść K.N. Haner, czyli polskiej autorki, kryjącej się pod tajemniczym pseudonimem, debiutującej w 2015 roku powieścią „Na szczycie”, recenzowana przeze mnie w listopadzie. Pseudonim autorki brzmi zagranicznie i jestem skłonna zaryzykować stwierdzenie, że jest ona niezłą konkurencją dla zagranicznych twórczyń romansów i erotyków.  Z książki na książkę widać też jej rozwój, znajomość popełnianych błędów i pracę nad nimi. Za to należy się ogromny plus, gdyż nie każdy autor potrafi przyjąć konstruktywną krytykę i pracować nad sobą.

O „Snach Morfeusza” zrobiło się głośno zaraz po lipcowej premierze książki. Początkowo nie byłam do niej przekonana, jednak ogromna ilość interesujących i intrygujących opinii na temat książki wzbudziła moją ciekawość na tyle, że postanowiłam jednak po nią sięgnąć. I teraz żałuję, że tak długo z tym zwlekałam. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. W Internecie możecie przeczytać różne opinie, większość jest pozytywnych, choć znajdą się również krytykujące. Historia ma kilka niedociągnięć, o których napiszę później, jednak warto sięgnąć po nią, by wyrobić sobie własną opinię. Oczywiście polecam książkę wyłącznie fanom erotyków lub nawet dark erotyków, gdyż właśnie w takim mrocznym klimacie jest cała książka. Pozostali mogą nie być zadowoleni. Nie polecam jej również osobom, które nie tolerują w książkach brutalności, agresji, czy też podobnych klimatów oraz czytelnikom młodszym niż 18+.

Elektryzująca i odważna

Zacznijmy od okładki, która zdecydowanie ma coś w sobie. Czarna, mroczna, przyciągająca wzrok, z tajemniczym, jeszcze bardziej intrygującym, okiem. Obok tej książki nie da się po prostu przejść obojętnie, gdy stoi na półce w księgarni. Zimny błękit męskiego oka wzywa, by po nią sięgnąć i poznać jej wnętrze. Wg mnie, strzał w dziesiątkę.

„Sny Morfeusza”, jak większość powieści tego gatunku, nie jest szczególnie odkrywcza czy skomplikowana, podąża pewnym utartym schematem fabuły i bohaterów. Jednak to od autora zależy, czy historia będzie interesująca i zachęcająca do dalszej lektury. K. N. Haner się to udało. Z pozoru przewidywalna fabuła, wprowadza tu oprócz namiętności i pożądania, mnóstwo tajemnic, sensacji, dramatu a nawet mafijnych porachunków. Ta historia potrafi nieźle zaskoczyć. Jak na erotyk przystało, jest tu oczywiście dużo seksu. Jednak ostrzegam, sceny te są momentami dość ostre, często wręcz brutalne. Mimo to, napisane są ze smakiem. Adam, jako Morfeusz, wprowadza Cass w swój mroczny świat. Nie oczekujcie tu jednak drugiego Greya i klimatów BDSM. Tutaj czeka na Was coś znacznie bardziej mrocznego. Przy „Snach Morfeusza” Grey jest bajką dla grzecznych dziewczynek. Autorka stworzyła śmiałą i odważną powieść erotyczną, nie boi się też poruszać kontrowersyjnych tematów. Ktoś może powiedzieć, że przecież to już było, motyw „szef i pracownica mają romans”. Owszem, było, ale nie w takich okolicznościach.

Bohaterowie są wiarygodnymi postaciami, jak każdy mającymi swoje wady i zalety, oraz lepsze i gorsze dni. Mimo wszystko, mają momenty zachowania irytujące czytelnika. Jednak targające nimi emocje, moralne dylematy, rozdarcie wewnętrzne, cierpienie, ból i strach, są bardzo realne. Całą historię poznajemy widząc ją oczami Cassandry, natomiast na samym końcu znajduje się pewna niespodziana od autorki – „Po drugiej stronie lustra”, czyli garść myśli Adama, które w znacznym stopniu rzucają światło na pewne sprawy poruszone w książce.

Na uwagę zasługują również dialogi. Wielu autorów ma z tym problem, tworząc często wymuszone, sztuczne konwersacje. Tutaj nie ma na to miejsca. Rozmowy między bohaterami są dość naturalne, ciekawe a jednocześnie często powodujące rozbawienie u czytelnika. Czyta się je przyjemnie, nie czując zażenowania z powodu ich sztuczności. Jest ich zdecydowanie więcej, niż opisów, co jest ogromnym plusem książki i nadaje jej dużo dynamizmu. Język książki jest prosty, konkretny, co dla niektórych może okazać się również wadą.

Kilka minusów do poprawki

Książka ma wg mnie kilka minusów, w tym jeden, który z początku utrudnia czytanie. To drobna czcionka i brak akapitów. Kiedy już się do tego przyzwyczaiłam i wciągnęłam w lekturę, przestałam zwracać na to uwagę. Akcja wciąga na tyle mocno, że chce się wiedzieć natychmiast, co dzieje się dalej, bez odkładania książki na później.

Kolejnym jest nieco irytująca momentami główna bohaterka. Zdarzały jej się dość bezmyślne zachowania, czasami wręcz niebezpieczne. Denerwujący był również jej brak asertywności. Mimo tych wszystkich sprzeczności, Cassandra jest ciekawą postacią. Ta momentami głupiutka dziewczyna, okazuje się być bardzo ambitną osobą, starającą się być niezależną finansowo od rodziców ani nikogo innego, a także wspaniałą przyjaciółką, pragnącą pomóc najbliższym, bez względu na cenę, jaką musi za to zapłacić. Brakowało mi również jakiegoś zamknięcia wątku Nicole, ciotecznej siostry i jednocześnie przyjaciółki Cassandry. Przez pewne nieporozumienie i kłamstwo (co dokładnie się stało nie zdradzę, gdyż ujawniłabym pewien wątek fabuły) nagle rozstają się, bez żadnego wyjaśnienia sytuacji.

Jeśli po przeczytaniu „Snów Morfeusza” będziecie mieć niedosyt (a mogę Wam to zagwarantować), mam dla Was bardzo dobrą wiadomość. Już 7 lutego, będzie mieć premierę druga część historii z serii „Mafijna miłość”, czyli „Koszmar Morfeusza”, którą Kulturantki objęły patronatem. Na okładce znajdziecie również naszą rekomendację. Spodziewajcie się przedpremierowej recenzji i konkursu, w którym do wygrania będą właśnie te książki. A mogę Wam zdradzić, że jest na co czekać, będzie się dużo i ciekawie działo.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu Sensus

logo_sensus