Rozstanie – Stylo Fantome [patronat medialny]

Stylo Fantome powraca z mroczną seria „The Kane Trilogy”. Jeśli czytaliście „Poniżenie”, koniecznie musicie poznać „Rozstanie”.

Wszystko zdaje się być grą, dopóki komuś nie dzieje się krzywda, a to, co Jameson Kane zrobił Tatum O`Shea przekracza granice tego, co wybaczalne. Tate pragnie, żeby zniknął na zawsze z jej życia, a on szybko uczy się, że stare powiedzenie: `Nie doceniasz tego, co masz, dopóki tego nie stracisz` jednak ma sens.

Jameson nigdy nie był dobry w przestrzeganiu zasad, a gdy postanawia walczyć o odkupienie, zrobi wszystko, by dopiąć swego. Proponuje ostatnią grę, która – jeśli Tate się na nią zgodzi – zakończy wszystkie inne. Nie wątpi w swoją wygraną, ale Tate ostrzega go, że nie ma szans; tym razem nie przegra. Nie wie jednak, że Jameson gotów jest na wszystko. Jeśli będzie trzeba, złoży u jej stóp cały świat. A nawet odsłoni swoją duszę.

Nie wziął jednak pod uwagę, że to wszystko się skończy. Teraz Jameson może jedynie modlić się, by wyrządzone przez niego zło nie odcisnęło na Tate swojego piętna. Czasami trudno powiedzieć, kto tak naprawdę jest złem wcielonym…

Seria „The Kane Trilogy” jest jak jazda bez trzymanki starą kolejką, po ciemnych tunelach. Mrok wyziera niemal z każdej kartki książki. Czego możecie się spodziewać po „Rozstaniu”? Czasu wyciszenia. Uspokojenia akcji. Określiłabym to nawet czasem zadumy. Nad bohaterami, nad ich losem, dotychczasowymi doświadczeniami. Jednak, jak to z ciszą bywa, jest ona pozorna. Okazuje się typową ciszą przed burzą. Po finale, jaki zaserwowała nam autorka, po raz kolejny nie będę mogła doczekać się wieńczącego tę trylogię tomu. Ostatnie sceny po prostu wbijają w fotel.

Tatum i Jameson to para socjopatów, którym w głowie siedzi wyłącznie ich chora gra. Jednak finałowe zdarzenia z pierwszego tomu, których kontynuację możecie przeczytać w „Rozstaniu”, powodują, że coś w nich pęka. W obojgu bez wyjątków. Teraz przyszła pora zmienić zasady, gdyż na szali znajduje się zbyt wysoka stawka. I wyjście na jaw, które z nich jest tym bardziej złym.

Nigdy nie była do końca normalna, ale Jameson zniszczył ją psychicznie, a później kopnął w tyłek. Jaki człowiek zrobiłby coś takiego? Ukarał za to, że się go lubi? Świntuszenie w łóżku to jedno; zranienie jej to zupełnie inna kwestia. Może była rozpustna i wykazywała masochistyczne zapędy, jednak nawet ona miała granice.

Jedynym jasnym punktem w tej historii, jest Sanders. Niezwykła drugoplanowa postać, która zasługuje na uwagę. Ten asystent, ale i powiernik, a może nawet i przyjaciel Jamesona Kane’a, jest niczym dobra wróżka czy świetlik rozświetlający mrok. To najbardziej pozytywna postać w tej historii. Jeśli pamiętacie z poprzedniego tomu Anga, przyjaciela Tate, to zwróćcie również na niego szczególną uwagę. Ten typ namiesza tu dość konkretnie.

Nie myślcie, że skoro jest mrocznie, choć dużo mniej brutalnie niż poprzednio, to na tym się zakończy. Kilkukrotnie, podczas lektury, dosłownie parskałam śmiechem. Z jakiego powodu? Otóż rozrywki dostarczały mi, chociażby niewybredne wymiany zdań pomiędzy Jamesonem a Tatum. Ich zarówno słowne, jak i fizyczne przepychanki. Będzie się działo. Te momenty znakomicie ubarwiają lekturę książki.

„Rozstanie”, jak i pierwszy tom „Poniżenie”, to historie, które zwracają na siebie uwagę od pierwszego spojrzenia na nie. Okładka ma w sobie coś tajemniczego, mrocznego, jednocześnie kuszącego, do poznania wnętrza. To swoista brama do piekła, zachęcająca do jej przekroczenia. A potem jest tylko gorzej, bo po prostu przepadacie i koniecznie chcecie dowiedzieć się co dalej.

Kulturantki objęły powieść „Rozstanie” patronatem medialnym, co oznacza, że już wkrótce będziecie mogli wygrać jej egzemplarz w naszym konkursie. Jesteście gotowi na dawkę mroku?


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu

 

  • Grazyna st.

    Jestem gotowa, oby nie za dużo tego mroku…