Róża Krull na tropie – Alek Rogoziński, Do trzech razy śmierć

Ta książka czekała na mojej półce aż od maja. Podczas Warszawskich Targów Książki powiedziałam Alkowi Rogozińskiemu, że wkrótce może spodziewać się recenzji. Recenzji zapewne doczekał się nie jedne, ale niekoniecznie mojego autorstwa, a to „wkrótce” rozciągnęło się jedynie na osiem miesięcy. Co to jest. No dobrze, w tym miejscu spuśćmy zasłonę milczenia. Słowa jednak dotrzymałam i jest recenzja.

Autorka powieści kryminalnych, Róża Krull, otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy, który ma się odbyć w dworku w podkrakowskich Kopielnikach. Nie jest tym zbytnio zachwycona, ale wmanewrowana w wyjazd przez swojego asystenta, Pepe, musi zacisnąć zęby, przykleić sztuczny uśmiech i wziąć udział w tym spędzie. Już pierwszego dnia zjazdu, podczas kolacji, ginie jej koleżanka po piórze. Została otruta siedząc pośród wszystkich gości. Morderca zaś na miejscu zbrodni zostawił czarną różę. Dzięki pomocy hotelowego boya, Róża odkrywa, że morderca wciela w życie fabułę jednej z jej powieści. A to oznacza, że mogą zginąć jeszcze dwie osoby. Jak się okazuje, pozostali pisarze wcale nie są tacy niewinni. Na miejscu zjawia się komisarz Darski, który ma poprowadzić śledztwo w sprawie tajemniczego morderstwa. Równolegle i nieoficjalnie poszukiwać mordercy zaczyna Róża, a pomagają jej w tym jej asystent, hotelowy boy oraz zaproszone na zjazd trzy blogerki książkowe. Kto okaże się być skuteczniejszy? W jakie kłopoty wpakują się samozwańczy detektywi?

Podczas Warszawskich Targów Książki Alek Rogoziński podpisał mi egzemplarz jego powieści. W dedykacji życzył uśmiechu podczas lektury książki i dokładnie tak właśnie było. Ubawiłam się przednio czytając o przygodach Róży Krull i towarzyszących jej bohaterów. „Do trzech razy śmierć” czytało mi się znakomicie. Książka jest napisana w podobnym klimacie co, chociażby, „Klątwa utopców” Iwony Banach, którą bardzo lubię. Humorystyczne sceny i dialogi wielokrotnie wywoływały uśmiech na ustach. Zdarzyło mi się również nie raz parsknąć śmiechem z powodu opisanych w książce wydarzeń. Przeczytanie powieści zajęło mi, co prawda, kilka dni, jednak tylko dlatego, że zabierałam się czytanie po całym dniu domowych zajęć, naprawdę mocno zmęczona, z bezwiednie zamykającymi się oczami. Gdyby nie powyższy fakt, przeczytałabym ją maksymalnie w dwa popołudnia czy wieczory.

– Poza tym zawsze czuję się na takich zlotach jak w maglu. I właśnie tak wyobrażam sobie jeden z kręgów piekielnych. Kupa sfrustrowanych wiedźm, które nic nie robią, tylko obgadują się nawzajem albo pomstują na swoich wydawców. I pewnie jak zawsze dziwnym trafem wyląduję w jednym pokoju z tą całą Manuellą…

– Mariellą – poprawił Pepe.

– Wszystko jedno – nie dała się zbić z pantałyku Róża. – Ona najpierw zużywa cały papier toaletowy, a potem chrapie tak, że trzęsą się ściany! Jak wielbłąd!

– Wielbłądy chrapią? – zdziwił się Pepe, zostawiając na uboczu nieco dziwną kwestię połączenia przez jej pracodawczynię zużywania papieru z wydawaniem głośnych odgłosów w czasie snu.

– Nawet sobie nie wyobrażasz! – potwierdziła Róża. – Jak w Afryce w oazie kilka zaczęło ciągnąć smugę koło mojego namiotu, to miałam wrażenie, że znalazłam się w klubie techno. Do kompletu brakowało mi tylko laserów i tabletki ecstasy.

 

Róża Krull to gwarancja dobrej zabawy. Jest nie tylko pisarką, autorką kryminałów, ale i samozwańczym detektywem. Osobą, która mimo próśb i gróźb, postanawia działać na własną rękę i dzięki temu zawsze pakuje się w jakieś, często bardzo poważne, kłopoty. Znakomitym pomysłem było krótkie przedstawienie postaci pojawiających się w całej powieści. W każdej chwili możemy wrócić na moment na pierwszą stronę i przypomnieć sobie przygotowane opisy bohaterów. Czeka na Was cała plejada ciekawych postaci, na czele z szaloną Różą oraz Kiką Luną i jej angielskimi wtrąceniami na czele. Już przeczytanie tego spisu wywołuje uśmiech na ustach. Od razu widać, że będzie zabawnie.

Alek Rogoziński używa wielu określeń, które obecnie nie są zbyt często stosowane w książkach, gdyż najczęściej uznawane są po prostu za przestarzałe. Nadaje to historii specyficznego klimatu a samemu autorowi charakterystycznego dla niego stylu. To znakomite połączenie współczesnego języka z nieco archaicznymi określeniami.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o tym, co mnie drażniło podczas czytania, bo i taka sytuacja miała miejsce. A są to po prostu zbyt długie, wielokrotnie złożone zdania, które można by podzielić, co najmniej na pół by czytało się je wygodniej. Ale to taki szczegół, bo ja lubię marudzić i ci, którzy mnie znają, doskonale o tym wiedzą. Mimo tego defektu miałam wyśmienitą zabawę. Nutka tajemniczości, humor, zabawne dialogi i sytuacje. Połączenie idealne.

– (…) Podobnie żałobne są jej książki. Pięć stron i zaczynasz się zastanawiać, czego lepiej poszukać. Żyletki, żeby się pociąć, czy sznura, żeby się powiesić…

– Nie znam kobiety, ale z twojego opisu wygląda na szalenie atrakcyjną – zauważył Pepe. – Nie wiem, czy się z miejsca nie zakocham.

 

„Do trzech razy śmierć” polecam wszystkim fanom kryminałów z przymrużeniem oka. Jeśli ktoś szuka mrocznych, niebezpiecznych zagadek kryminalnych, będzie zawiedziony. Jednak czytelnicy, którzy lubują się w komediach kryminalnych nie powinni być zawiedzeni. Róży Krull i jej szalonych pomysłów nie da się nie polubić. Uważajcie tylko, bo jeszcze nabawicie się zmarszczek mimicznych czytając tę historię.

Przede mną jeszcze dwie powieści Alka, w tym druga książka o szalonych przygodach Róży Krull. Myślę, że będę bawić się równie dobrze jak teraz.