Romans w raju – Vi Keeland, Tylko twój

Tydzień w raju, seksowny i szarmancki milioner, piękne plaże i krajobrazy, kolorowe drinki i dziewczyna, która zamienia miodowy miesiąc na wakacje z przyjaciółką. Czy może się to skończyć inaczej, niż gorącym romansem bez zobowiązań?

Sydney Aldridge marzyła o wspaniałej podróży poślubnej na Hawaje. Planowała spędzać czas z mężem na spacerach po plaży, piciu kolorowych drinków z palemką i upojnych nocach. Życie okazało się bardziej brutalne i do ślubu nie doszło. Ale przecież opłacona wycieczka nie może się zmarnować. Sydney postanawia zamienić niedoszłego męża na Siennę, najlepszą przyjaciółkę i za jej namową wykorzystać ten wyjazd na szalony romans bez zobowiązań. Długo nie musi czekać, gdyż bardzo szybko poznaje niesamowicie przystojnego Jacka, dla którego kompletnie traci głowę. Sydney wydaje się, że to tylko nic nieznacząca przygoda i letni flirt z nieznajomym. Wkrótce zaczyna rozumieć, że za niesamowitym pożądaniem stoją również uczucia. Tylko co z drugą stroną? I kim naprawdę jest tajemniczy Jack?

Pomimo, że daleko tej historii do najlepszej spośród tych, które Vi Keeland ma w swoim dorobku, to nie żałuję ani minuty na nią poświęconej. Historia Sydney i Jacka wciągnęła mnie, zapewniając świetną rozrywkę przez kilka godzin. Mało tego. Jestem bardzo ciekawa drugiego tomu, żeby dowiedzieć się, co takiego zafundowała swoim bohaterom autorka. A podejrzewam, znając dorobek i pomysły Vi, że będzie się działo.

Nie jest to pozycja szczególnie ambitna czy też czymś się wyróżniająca, jednak ma w sobie coś, co do niej przyciąga. Jest to idealna książka na urlop lub jesienny wieczór. Kto z nas nie chciałby w ponure i chłodne wieczory spędzane z książką pod kocykiem i z kubkiem gorącej herbaty przenieść się na gorące Hawaje. Poczuć na skórze powiew morskiej bryzy, ochłodzić się w oceanie czy wygrzewać na piaskach hawajskich plaż. Vi Keeland zapewnia nam tego namiastkę. Będzie lekko i przyjemnie, z odpowiednio dużą dawką humoru, którego z całą pewnością tutaj nie zabraknie. Do tego namiętność i pożądanie buchające z każdej strony.

Radosna jak skowronek stewardesa wyrwała mnie z błogiego stanu rozmarzenia. Potrzebowałam chwili, żeby dojść do siebie i zebrać myśli. W głowie miałam totalny zamęt, nie wiedziałam, czy właśnie się obudziłam, a miniony tydzień był po prostu cudownym snem, czy też to wszystko wydarzyło się naprawdę, a teraz było już – co prawda niezapomnianym – ale tylko wspomnieniem.

– Poproszę wódkę żurawinową, a dla koleżanki kieliszek merlo ta. Proszę jej wybaczyć, przez cały tydzień pieprzyła się jak szalona z zabójczo przystojnym nieznajomym i teraz ma mały problem z powrotem do rzeczywistości.

Całą historię poznajemy widząc ją z perspektywy Sydney. Znamy wyłącznie jej odczucia i odbiór, nie wiedząc, jak te wszystkie wydarzenia widział Jack. Akcja rozpoczyna się na pokładzie powrotnego samolotu, którym lecą Sydney i Sienna. Następnie otrzymujemy retrospekcję sprzed tygodnia, z ich hawajskich wakacji, w postaci rozmarzonych wspomnień głównej bohaterki, po czym ponownie wracamy do rzeczywistości. Od tego momentu akcja toczy się w czasie rzeczywistym.

Czytając tę książkę, musicie pamiętać, że to historia sprzed pięciu lat. Przez ten czas wiele się zmieniło w stylu autorki. Nie wiem jednak, czy Vi Keeland inspirowała się powstałą dwa lata wcześniej serią o Christianie Greyu, gdyż nasz główny bohater jest milionerem (a może nawet miliarderem), który sam pilotuje helikopter, zaś Sydney zdarzyło się wspomnieć o wewnętrznej bogini, czy to po prostu zbieg okoliczności. Na szczęście na tym skojarzenia się kończą i zostajemy przy ciekawych, oryginalnych pomysłach autorki na fabułę i bohaterów.

Już w październiku otrzymacie drugi tom tej serii, czyli „Tylko dla ciebie”. Myślę, że jeśli zdecydujecie się poznać historię Sydney i Jacka, będziecie czekać na ich dalszą historię równie mocno jak ja.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu