Romans po brytyjsku – Vi Keeland, Penelope Ward [patronat medialny]

Pora na kolejną powieść od duetu Vi Keeland i Penelope Ward. Jesteście gotowi na dużą dawkę brytyjskiego akcentu w lekarskim uniformie?

Kiedy jesteś wdową po trzydziestce i samotnie wychowujesz ośmioletniego syna, musisz temu zadaniu podporządkować wszystkie plany, aspiracje i marzenia. Już podołanie codziennym obowiązkom staje się sporym wyzwaniem. Kolejny mężczyzna w życiu? Cóż… oni raczej nie są zainteresowani związkiem z kobietą z dzieckiem. Dlatego samotna matka nie powinna mieć większych nadziei na znalezienie odpowiedniego i odpowiedzialnego faceta, z którym stworzy szczęśliwą rodzinę, prawda? Bridget Valentine doskonale zdaje sobie z tego sprawę i choć wpadli sobie w oko z Simonem Hogue’em, młodym i wyluzowanym lekarzem, postanawia trzymać go na dystans. Zwłaszcza że wymiana ich pierwszych spojrzeń nastąpiła w niecodziennych okolicznościach: przy usuwaniu haczyka wędkarskiego z pośladka kobiety. Zaraz potem okazało się, że przystojny doktor będzie przez kilka miesięcy jej współlokatorem. Ich zamieszkanie pod jednym dachem sprzyja poznawaniu się, żartom i… wspólnemu czytaniu książek. Napięcie wzrasta, uczucia nabierają głębi. Tyle tylko, że Simon na pewno nie jest odpowiednim mężczyzną dla Bridget…

Szukacie historii z ogromną dawką poczucia humoru? Jeśli Wasza odpowiedź jest twierdząca, to koniecznie musicie przeczytać „Romans po brytyjsku”. Ta książka powinna mieć na okładce ostrzeżenie „Czytacie na własne ryzyko! Grozi powstaniem zmarszczek mimicznych wokół oczu i ust oraz zakwasami na twarzy od częstego uśmiechu”. Będziecie się śmiać już od pierwszych stron i nie jest to w żaden sposób naciągane. Przekonajcie się sami.

– Przepraszam. Nie powinienem tego komentować. To było niestosowne.

– Ma pan rację. Było.

– Wystarczająco kiepskie jest to, że … – Błysnął uśmiechem. – Że została pani złapana na haczyk. Nie powinienem jeszcze sobie stroić z pani żartów.

– Jest pan dupkiem, wie pan o tym?

– Wolę być dupkiem, niż mieć w tyłku haczyk wędkarski.

– Bardzo dojrzałe. Mówił pan, że ile ma lat? Dziewięć czy dwadzieścia dziewięć?

 

Jeśli chcecie przeczytać książkę, przy której co chwilę będziecie parskać ze śmiechu lub wręcz z tego powodu płakać, to „Romans po brytyjsku” jest dla Was pozycją obowiązkową. Simon dostarczy Wam mnóstwo powodów do śmiechu. A właściwie to Simon i jego cięty, sprośny i niewyparzony brytyjski język. Bridget niewiele mu ustępuje, choć to ona w tym duecie jest zdecydowanie spokojniejszą, rozsądniejszą i dojrzalszą, ale w żadnym wypadku nie jest to ta nudna strona. I nie mam tu absolutnie na myśli jej wieku. Jest po prostu jego całkowitym przeciwieństwem. Niczym woda gasząca wielki płomień. Ale razem stanowią znakomite, uzupełniające się połączenie. Każde z nich ma również swoje, dość smutne doświadczenia, które wpłynęły na obecne życie i sytuację, w jakiej się znajdują, jednak oni wydają się radzić sobie z tym nad wyraz dobrze. Te wydarzenia odezwą się jednak, jak nie trudno się domyślić, w najmniej oczekiwanym momencie.

Nie znajdziecie tu jakiegoś niezwykle dramatycznego wydarzenia, które odwróci bieg akcji o sto osiemdziesiąt stopni. Jednak to, które się pojawi, jest wystarczająco trudne i ważne dla bohaterów, by porządnie namieszać. To idealna dawka niepewności, nieco równoważąca tę ogromną dawkę humoru i gorących scen. A jeśli dodacie do tego solidną porcję znakomitych dialogów, głównie zabawnych, ale również tych nieco bardziej dramatycznych, otrzymacie niemal perfekcyjną całość, którą będziecie pochłaniać z wypiekami na twarzy, nie chcąc się od niej oderwać.

„Romans po brytyjsku” to kolejna znakomita powieść spod pióra duetu Vi Keeland i Penelope Ward. Indywidualnie piszą świetne powieści, ale ich wspólne książki można z czystym sumieniem określić jako znakomite. Każda z nich daje od siebie to, co najlepsze i dzięki temu otrzymujemy przezabawne, pełne humoru, ale i jednocześnie gorące romanse. Podczas ich lektury będziecie się śmiać, wzruszać, emocjonować perypetiami bohaterów oraz stawianymi przed nimi przeszkodami i oczywiście poczujecie pojawiające się między nimi pożądanie. Jeśli czytaliście jakąkolwiek książkę którejś z tych autorek i przypadła Wam ona do gustu, bez wahania możecie sięgać po te wydane w duecie.

Kulturantki objęły powieść „Romans po brytyjsku” patronatem medialnym, w związku z czym już niedługo będziecie mogli wziąć udział w konkursie, w którym do wygrania będą egzemplarze tej powieści.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu

  • Grazyna st.

    Gratulacje patronatu. Lubię takie powieści..Na razie jest na liście. Recenzja super i zachęcająca.