Przestać uciekać – Jessica Sorensen, Niepewność Violet i Luke’a

Jessica Sorensen to autorka, po której możecie spodziewać się niesamowitych emocji i historii chwytającej za serce. Nie trudno się domyśli, że teraz nie było inaczej. Przed Wami piąty tom serii „Przypadki”, czyli „Niepewność Violet i Luke’a”.

Życie Violet Hayes legło w gruzach, gdy miała zaledwie pięć lat, a jej rodzice zostali zamordowani. Po wielu latach sprawa jej rodziców jest o krok od rozwiązania. Jednak niespodziewane informacje przelewają czarę i dziewczyna robi coś, przez co nieomal traci życie. To wydarzenie jest dla niej przełomowym i postanawia, że od teraz jej rzeczywistość będzie wyglądała inaczej. Próbuje zrozumieć, co naprawdę czuje do Luke’a, będącego jedyną osobą, na której pomoc zawsze może liczyć. Ale Luke Price, trzeźwiejący alkoholik, uzależniony od hazardu, sam dopiero zaczyna zdrowieć, jednocześnie musząc walczyć ze swoimi demonami. Zakochał się w Violet i boi się jej to wyznać, nie wiedząc jak dziewczyna zareaguje na jego uczucia, a co gorsza, bojąc się czy odwzajemni je. Ma też świadomość, że na jej życie czyha Preston, mężczyzna z jej przeszłości, mający obsesję na jej punkcie…

Kiedy sięgałam po ostatnią z książek opowiadających o Violet i Luke’u miałam książkowego kaca po lekturze powieści „Chłopak taki jak ty”. Musiałam go czymś „zaczytać”, więc padło na „Niepewność Violet i Luke’a”. Czy to był dobry pomysł? I tak i nie. Kac się pogłębił. Ale lektura była wyśmienita. Jak zawsze przy książkach Jessiki Sorensen. Dostałam to, czego oczekiwałam, znając autorkę od jej pierwszej wydanej w Polsce powieści, czyli „Przypadków Callie i Kaydena”. Książki, która w moje ręce trafiła przypadkiem, a rozpoczęła moją wielką miłość do tej autorki i serii.

Niezawodna Sorensen

Jessica Sorensen, jak zawsze, nie zawodzi. „Niepewność Violet i Luke’a”, czyli ostatnia część z serii „Przypadki” opowiadająca o losach tej dwójki, jest równie dobra jak poprzednie. Trzyma w napięciu, nie pozwala się nudzić, nie zwalnia tempa. Od pierwszej do ostatniej strony coś się dzieje. W końcu otrzymujemy odpowiedzi na dręczące od „Przeznaczenia Violet i Luke’a” pytania i wątpliwości. Na światło dzienne wychodzą wszystkie, nawet najbrudniejsze sekrety. Wyjaśniają się wszelkie tajemnice. Przed Violet i Lukiem w końcu pojawia się szansa na rozpoczęcie normalnego życia. Na nadrobienie tego, co zostało im odebrane w dzieciństwie. Nie ma tu cliffhangera na zakończenie tomu. Jest za to krótki, ale treściwy i ważny epilog, pokazujący ich dokładnie dwa lata i miesiąc po ostatnim wydarzeniu opisanym w tej historii.

Czego pragnę? Chcę tylko być szczęśliwa. Ale szczęście nie jest stanem, który łatwo można osiągnąć. Chyba będę musiała nauczyć się, w jaki sposób je przyjmować. Czy mogę jednak zaakceptować coś, czego chyba nigdy w życiu nie miałam?

 

Ponownie mamy tu pierwszoosobową narrację. Głównym narratorem jest Violet i to w większości jej oczami widzimy wydarzenia. Poznajemy jej dylematy, wątpliwości, jesteśmy z nią w chwilach jej największych kryzysów i momentów załamania. Czujemy smak sukcesów i porażek. Jednak również Luke ma momenty, kiedy to on dochodzi do głosu. Rozdziałów tych jest zdecydowanie mniej, gdyż to Violet jest właściwie najważniejszą postacią w tej historii. Oboje mają za sobą trudne doświadczenia, ich losy łączą się i przeplatają jeszcze w czasie, kiedy się nie znali, ale to Violet i jej historia gra tu pierwsze skrzypce.

Nie będę zdradzać Wam zbyt dużo, żeby nie zepsuć zabawy fanom autorki. Czekam z niecierpliwością na kolejny tom serii, w którym tym razem wrócimy do Callie i Kaydena, których poznaliście już na początku. Czytałam ją już dawno, w oryginale, jednak bardzo chętnie wrócę do niej jeszcze nie raz, szczególnie, jeśli będę ją mieć w wersji papierowej i w języku polskim.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu