„Przeklęci święci” Maggie Stiefvater

Niektórych życzeń nie należy wypowiadać na głos. Doskonale o tym wiedzą Beatriz, Daniel i Joaquin, żyjący w spokojnym miasteczku Bicho Raro w stanie Kolorado. Młodzi kuzyni czekają na cud, a gdy ten w końcu się stanie, jest zupełnie inny niż sobie wyobrażali…

 

Główni bohaterowie wywodzą się z rodziny Soria, w której rodzą się Święci odpowiedzialni za „czynienie cudów”. Nie jest to jednak takie proste. Aby cud mógł się wydarzyć, pątnik, czyli osoba pragnąca tego cudu, musi najpierw zmierzyć się z własnym mrokiem. W jaki sposób? Żeby się tego dowiedzieć musicie sięgnąć po książkę.

 

Święci z Kolorado

Po przeczytaniu opisu książki nastawiłam się na konkretną akcję i się trochę rozczarowałam. Pomysł na książkę jest świetny i oryginalny, ale trochę gorzej z jego wykonaniem. Akcja nie porywa jakoś szczególnie, jest sporo opisów, które nużą i w moim odczuciu niepotrzebnie przeciągają akcję. Na plus zaliczam umiejscowienie akcji w Kolorado w latach sześćdziesiątych. Klimat tego okresu został tak dobrze oddany, że na czas czytania czytelnik przenosi się w czasie, do innej rzeczywistości.

 

Za każdym Świętym stoi cud.
Za każdym cudem stoi człowiek.
W każdym człowieku jest mrok, z którym musi się zmierzyć.

 

Święty czy przeklęty?

Styl pisania Maggie jest dość ciężki. Są momenty, że książka jest trudna w odbiorze, a są chwile, gdy wciąga i czyta się ją dość płynnie. Powieść jest naszpikowana metaforami i ma uroczą okładkę, która zachęca do tego, by wziąć ją do ręki. „Przeklętych świętych” ani specjalnie nie polecam, ani do nich nie zniechęcam. Uważam, że każdy zainteresowany powinien sam przeczytać fragment i przekonać się, czy jest to książka dla niego.


Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu: