[PREMIERA] Czas na przebudzenie – K.N. Haner, Przebudzenie Morfeusza

Z książkowymi seriami już tak jest, że przychodzi moment na ich zakończenie, choć niekoniecznie chcemy się z nią rozstać. Przyszedł czas na pożegnanie z Morfeuszem, Cassandrą i pozostałymi bohaterami serii „Mafijna miłość”. A będzie to pożegnanie z przytupem.

Nie da się uniknąć pewnych spoilerów z poprzednich części opisując fabułę książki, więc jeśli jesteście jeszcze przed lekturą tych książek i nie chcecie znać pewnych ważnych wątków fabuły, przerwijcie czytanie w tym miejscu.

Po zniknięciu Adama z życia Cassandry, dziewczyna postanawia wrócić do swojej matki, do Toronto. Próbuje ponownie nawiązać z nią normalne relacje, w czym niewątpliwie pomaga jej mały Tommy, czyli ich mały synek. To właśnie dzięki temu maluchowi, Cass ma siły by codziennie stawiać czoło kolejnym trudnościom, żyć i walczyć o lepszą przyszłość dla siebie i dziecka. Nie chcąc być zależną i utrzymywaną przez matkę, dostaje pracę w małej firmie architektonicznej. Tam poznaje Kyle i Willa, z którymi pracuje, gdyż, jak to u Casandry zazwyczaj bywa, przyciąga do siebie facetów. Niespodziewanie, po ponad dwóch latach, w jej życiu zjawia się oczywiście Adam „Morfeusz” McKey. Mimo, że dziewczyna ma do niego ogromny żal, nadal go kocha, co nie pomaga jej w nowej sytuacji, w której się znaleźli. Niestety wraz z Adamem powracają koszmary z przeszłości, powraca mitologiczna mafia i nie kto inny, jak największy koszmar Cass, czyli Eros. Czy dziewczynie uda się uwolnić ze szponów prześladującej ją mafii i ocalić przed nią najbliższe jej osoby?

Ta paląca pustka w sercu, poczucie straty czegoś, co nigdy do mnie nie należało, upokorzenie i ból. Ból przeszywający na wskroś. Adam jest niszczycielem mojego życia, a ja nie mogę pozwolić, by wtargnął do niego ponownie.

Śmiało mogę to przyznać, z ręką na sercu, że „Przebudzenie Morfeusza” to najlepsza część z całej trylogii. Nie zdarza się zbyt często w seriach, by taka sytuacja miała miejsce w przypadku ostatniego tomu. Kasia Haner postawiła zdecydowanie na akcję, ale tę sensacyjną. Ponownie znajdziecie tu mniej erotyki, na rzecz sensacji, grozy, napięcia, a nawet wątków kryminalnych. To znakomity, trzymający w napięciu thriller z erotyzmem w tle. A wszystko to zawarte jest na 528 stronach, z czego wszyscy powinni się cieszyć, gdyż jest to naprawdę znakomite zakończenie mafijnej serii. Książkę tę czytałam dwukrotnie i za każdym razem zarwałam z nią noc, bo nie mogłam oderwać się od lektury.

Co z bohaterami ostatniego tomu serii o tajemniczym Morfeuszu? Będzie bardzo ciekawie. Przede wszystkim mały Tommy, syn Cass i Adama, po prostu skradł moje serce i z resztą także całą historię. Mimo, że jego kwestie są bardzo ograniczone, do wypowiadanych przez niego pojedynczych słów, po prostu chwyta za serce. Głupiutka momentami Cass przeszła ogromną metamorfozę odkąd stała się matką. O szczęście swoje i syna walczy niczym lwica i nie zawaha się przed niczym, co mogłoby tylko pomóc w zapewnieniu bezpieczeństwa Tommy’emu. W końcu stała się odpowiedzialną kobietą, myślącą i zachowującą się z głową.

Adam najwyraźniej zamienił się rolą z Cass i tym razem to on jest stroną bardziej zabiegającą o uwagę tej drugiej osoby. Wszak ma do nadrobienia i odrobienia mnóstwo straconego czasu, który de facto powinien spędzić przy swoich bliskich. Dlaczego postąpił wtedy tak, a nie inaczej? Tego dowiecie się czytając książkę.

Tajemniczy kolega z pracy, Will, okazuje się być … bardzo ciekawą postacią, ale nie zdradzę jego znaczenia, bo zepsułabym Wam całą zabawę podczas lektury. Odegra na pewno ważną rolę w całej tej układance z mafią w tle. Ale szczegóły poznacie dopiero, gdy sami sięgnięcie po książkę.

Oczywiście w „Przebudzeniu Morfeusza” pojawia się znienawidzony przeze mnie (zapewne nie tylko przeze mnie) Eros. Kiedy czytałam sceny z tym typem spod ciemnej gwiazdy, w kieszeni otwierał mi się przysłowiowy nóż. Czytając to miałam przed oczami jego przebiegły, cwaniacki wyraz twarzy. Gdybym mogła, to bym wyrwała go ze stron książki i udusiła gołymi rękami, takie ta postać wywołuje we mnie emocje.

Jak można kochać kogoś takiego jak ja? Kobietę, która dała się upodlić facetowi, podczas gdy on zawsze miał ją gdzieś. Jestem marną imitacją kobiety i nie zasługuję na nic dobrego.

Zakończenie książki na pewno Was zaskoczy i wbije w fotel. Kasia Haner zakończyła historię w bardzo ciekawy sposób, pobudzający wyobraźnię i jednocześnie proszący się o więcej. Kto wie, być może kiedyś zechce napisać kontynuację „Mafijnej miłości”.

Co zasługuje na szczególną uwagę, to fakt, że z książki na książkę widać ogromny rozwój autorki. Kasia bierze sobie bardzo do serca wszelkie uwagi czytelników, dzięki czemu na bieżąco poprawia swój warsztat twórczy, co jest bardzo widoczne w trakcie czytania jej powieści. Warto dawać szansę naszym rodzimym autorom, bo często niewiele albo i wcale nie odbiegają od tych zagranicznych.

Książka „Przebudzenie Morfeusza” została objęta przez nas patronatem medialnym, w związku z tym możecie się spodziewać konkursu, w którym do zdobycia będą jej egzemplarze. A już niedługo będziecie mogli na naszym portalu przeczytać wywiad, jakiego udzieliła nam K.N. Haner.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy autorce i wydawnictwu