Prawda bywa zaskakująca – CD Reiss, Małżeńska gra

To nie jest książka dla każdego. Chcecie się przekonać, kto powinien ją przeczytać, a kto lepiej żeby po nią nie sięgał? Wszystkiego dowiecie się z recenzji.

Diana i Adam są małżeństwem od pięciu lat. Poznali się, gdy Adam wykupił większościowy pakiet udziałów w wydawnictwie ojca Diany, tym samym ratując je przed upadkiem. Wydawało się, że są szczęśliwi, jednak niespodziewanie Adam znajduje list od żony, informujący o jej odejściu. Diana oznajmia mu, że po prostu chce odejść. Nie ma żadnego innego mężczyzny, po prostu jej uczucia do męża wygasły. Jednocześnie chce odzyskać jego udziały w rodzinnym biznesie. Mężczyzna zgadza się na ich oddanie i podpisanie papierów rozwodowych, jednak zrobi to pod jednym warunkiem. Diana ma spędzić z nim trzydzieści dni w domu na odludziu, z dala od pracy i świata. W tym czasie chce pokazać jej swoje prawdziwe oblicze, skrzętnie skrywane z miłości do żony i w obawie przed jej utratą. Diana chce tak bardzo przejąć interes, że zgadza się na wszystko. Odcięta od świata wykonuje rozkazy swojego męża. Mimo, że obiecuje sobie oddać mu wyłącznie swoje ciało, z każdym kolejnym dniem odkrywa, że sprawia to jej coraz większą przyjemność i wywołuje ekscytację, jakiej dotąd nie znała. Czy skrywana latami natura Adama rozpali na nowo uczucia między małżonkami?

Ta powieść to coś, z czym się często nie spotyka na rynku erotyków/ romansów. Po pierwsze, to sama para głównych bohaterów. Nie mamy tu, praktycznie standardowej w tego typu literaturze, szarej myszki, która spotyka przystojnego, seksownego milionera. Tutaj otrzymujemy rozpadające się małżeństwo, dojrzałą kobietę na nowo odkrywającą swoją seksualność i mężczyznę, który dla miłości przez pięć lat hamował i ukrywał swoją bardzo silną potrzebę dominacji. Po drugie, to bezpośrednie i bez ogródek opisanie relacji BDSM pomiędzy dominantem a jego uległą. Nie mamy tutaj ugrzecznionej wersji tej relacji pomiędzy partnerami, tylko dokładne i prawdziwe jej opisanie.

Kochałem ją. Chciałem ją kochać. Potrzebowałem ją kochać, a z chwilą, kiedy uklęknie, będzie dla mnie zerem.

 

To historia skierowana do osób lubiących bardzo mocne, perwersyjne, ostre klimaty. Czytelników, którym nie przeszkadza niewybredny, wulgarny język i bezpośrednie, nieowijające w bawełnę opisy seksu. Osób, którym nieobce są wyuzdany seks i klimaty BDSM. Jednak nie takie, jak zostały opisane w serii o Christianie Greyu. O nie. Przy „Małżeńskiej grze”, Grey to bajka na dobranoc dla grzecznych dziewczynek. Tu po prostu zobaczycie prawdziwe oblicze tego typu układów. To nie dominant, który cacka się ze swoją uległą, jak robił to bohater wspomnianej książki. To ostry, brutalny seks, mnóstwo bólu, poniżania, dominacja zarówno psychiczna, jak i fizyczna.

Zdecydowanie nie jest ona przeznaczona dla osób, które preferują historie słodkie, delikatne, bardziej romantyczne lub też lżejsze romanse, gdzie seks jest po prostu dopełnieniem całości, ewentualnie jest przedstawiony w sposób wysmakowany, bez nadmiernej wulgarności, pozostawiając czytelnikowi miejsce na uruchomienie wyobraźni. Jeśli preferujecie takie klimaty, to zdecydowanie odradzam Wam sięganie po powieść CD Reiss, bo będziecie z niej w najlepszym przypadku niezadowoleni, a może nawet zdegustowani czy zbulwersowani.

Mimo, że „Małżeńską grę” przeczytałam dosyć szybko, ze względu na dynamiczną akcję i krótkie rozdziały, to sama książka mnie nie porwała. Nie jest to spowodowane jednak faktem, że nie podobała mi się fabuła, bo ta była naprawdę dobra. Autorka miała świetny pomysł, który sukcesywnie rozwijała, odsłaniając kolejne karty głównych bohaterów. Po jej lekturze stwierdzam po prostu, że nie byłam targetem autorki i jej pomysły nie są po prostu tym, co lubię czytać.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu