„Pozłacane wilki” Roshani Chokshi

Kiedy mam problem opowiedzieć o jakimś tytule, chcąc zobrazować to, z czym się spotka czytelnik, staram się porównać go z inną książką. W przypadku „Pozłacanych wilków” Roshani Chokshi tego nie potrafię. Jest totalnie inna pod każdym względem od fantastyki, którą czytałam, oczywiście pozytywnie. To prawdziwa gratka dla wielbicieli książek fantastycznych i przygodowych.

Teoretycznie mamy znaną otoczkę – Paryż z XIX wieku. Nie trudno sobie wyobrazić tamte czasy i panujące warunki. Akcja książki rozgrywa się właśnie wtedy, a to pozwala nam wyobrazić sobie realia, w jakich żyją bohaterowie. Jednak jest to tylko tło, bo akcja nie ma dużo wspólnego z tym, co znajdziemy w książkach historycznych.

Barwni bohaterowie

Na świecie żyją nie tylko zwykli ludzie, ale członkowie Zakonów, którzy mają zdolność formowania. Ich moc jest potężna, a przechwycenie poszczególnych artefaktów może zachwiać równowagą na świecie. Severin na co dzień jest hotelarzem, ale jest też poszukiwaniem skarbów i to właśnie do niego zwraca się Zakon, by znalazł skarb. Severin nie pracuje jednak sam. Pomagają mu Laila, Tristan, Zofia i Enrique. Oni także nie są zwykłymi ludźmi, a każdy z bohaterów ma tak bujną przeszłość, że spokojnie mogliby być głównymi bohaterami następnych książek autorki (a może taki właśnie jest plan?). Na atrakcyjność książki wpływa fakt, że każdy z grupy poszukiwaczy jest naprzemiennym narratorem kolejnych rozdziałów. Dzięki temu widzimy różne perspektywy, poznajemy myśli i przeszłość postaci.

Fantastyka i przygoda – 2in1

Tajemnice piętrzą się na każdej stronie, a do tego dochodzi przygoda! I to nie byle jaka. Tempo jest wprost zawrotne. Jest wiele elementów magicznych, czy niemożliwych w naszym świecie, stąd „Pozłacane wilki” to tak świetna książka fantastyczna. Jednak jest w niej niesamowicie dużo niebezpiecznych przygód, zagadki, tropy, gdzie potrzebna jest duża wiedza i spryt. To z kolei sprawia, że jest to fenomenalna powieść przygodowa.

„-Co?! – Enrique przycisnął urządzenie do piersi. – Ten kompas ma kilka tysięcy lat! Na pewno jest inny sposób, żeby go otworzyć… delikatnie!

Severin błyskawicznym ruchem wyciągnął rękę. Enrique próbował zrobić unik, ale nie był wystarczająco szybki. Severin chwycił kompas w obie ręce. Zanim zarejestrował to wzrok Enrique, do jego uszu dotarł dźwięk. Krótki, bezlitosny…

Trzask.

Coś wypadło z kompasu, uderzając głucho o podłogę dorożki. Severin sięgnął po to pierwszy, a gdy uniósł przedmiot do światła, Enrique poczuł, jakby jego płuca nagle ścisnęła zimna dłoń, odbierając mu oddech. Przedmiot ukryty w kompasie istotnie wyglądał jak mapa. Pozostawało tylko jedno pytanie: co miała wskazywać”?


Za książkę do recenzji dziękujemy: