Ponadczasowa powieść sensacyjna epoki wiktoriańskiej

tajemnice lady audley_500„Tajemnica lady Audley” Mary Elizabeth Braddon to jedna z tych książek, której premiery nie mogłam się doczekać. Autorka to najpopularniejsza powieściopisarka epoki wiktoriańskiej i już samo to było dla mnie intrygujące. Chciałam zweryfikować, czy jej literatura także mi przypadnie do gustu, czy powieść sensacyjna napisana tak dawno, nadal może fascynować. Miałam bardzo wysokie wymagania i oczekiwania względem niej i ani trochę się nie zawiodłam! Wręcz mogę śmiało powiedzieć, że przebija wiele współczesnych książek.

Jedyne po czym można byłoby poznać, że powieść była napisana dawniej, to język, który czasem odbiega od współczesnego. Pojawiają się charakterystyczne zwroty i opisy, ale to jedynie dodaje uroku całej książce i sprawia, że łatwiej wczuć się w akcję. A o czym jest sama fabuła?

Lady Audley, przed ślubem znana jako Lucy Graham, to piękna, młoda kobieta, o której przeszłości nikt nic nie wie. Pojawiła się właściwie znikąd, najpierw guwernantka, potem żona barona. Wygląda jak anioł – niebieskie oczy, gładka skóra i burza długich blond włosów. Nikt nie podejrzewa, że ta nieskazitelność jest jedynie pozorna, a niewinna natura wyuczoną manipulacją. Prawdopodobnie jej życie upływałoby spokojnie, w luksusie, przy mężu, sir Michaelu Audleyu, który poza nią świata nie widzi, gdyby zupełnie niespodziewanie, przeszłość nie zaczęła się o nią upominać…

Z Australii do Anglii wraca do George Talboys, który nie może doczekać się, by zobaczyć się z żoną i synem. Od razu, gdy przybywa do kraju, znajduje w gazecie nekrolog z nazwiskiem żony… Opłakuje ją, odwiedza jej ojca, grób, dowiaduje się o śmiertelnej chorobie, a towarzyszy mu bratanek barona, Robert Audley. Ten, aby oderwać przyjaciela od problemów rzeczywistości postanawia zabrać go do posiadłości wuja. Wkrótce potem George znika w tajemniczych okolicznościach, a Robert zaczyna prowadzić prywatne śledztwo, które prowadzi go do coraz mroczniejszych wniosków, naraża na cierpienie najbliższych i zhańbienie honoru rodziny…

„Lucy Graham weszła wolno po schodach do swojego małego pokoiku na szczycie domu. Postawiła palącą się słabym światłem płomieniem świecę na komodzie i usiadła na brzegu białego łóżka, nieruchoma i blada jak draperie wiszące wokół niej.

– Już nigdy więcej braku niezależności, już nigdy więcej pracy w pocie czoła, już nigdy więcej upokorzenia – powiedziała. – Każdy ślad starego życia wymazany, każda wskazówka co do tożsamości pogrzebana i zapomniana… Z wyjątkiem tych, z wyjątkiem tych…

Ani na chwilę nie zdjęła lewej dłoni z czarnej tasiemki na szyi. Wyciągnęła ją spod sukienki, mówiąc te słowa, i spojrzała na zawieszony na niej przedmiot.

Nie był to medalion, ani miniatura, ani krzyżyk, lecz obrączka zawinięta w podłużny kawałek papieru – częściowo zadrukowanego, częściowo zapisanego, zżółkniętego ze starości i pomiętego od częstego zawijania.”

„Tajemnica lady Audley” to jedna z tych książek, które potrafią zaskoczyć czytelnika nawet na ostatniej stronie. Rozwiązanie gdzieś się przewija, ukrywa między wierszami, ale pozostaje nieuchwytne. Pojawia się za to mnóstwo miejsca na podejrzenia i domysły, dlatego razem z Robertem można tropić osobę odpowiedzialną za zniknięcie Talboysa, być może mordercę. Tajemnice, intrygi, kłamstwa, przyjaźń, obsesja, miłość, namiętność… wobec „Tajemnicy lady Audley” nie można przejść obojętnie, zupełnie bez emocji!


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Zyski i S-ka

logo-zysk