Pokusa zła – M. Robinson

Lubicie kontrowersyjne książki poruszające tematy tabu? Jeśli tak, koniecznie musicie poznać „Pokusę zła” M. Robinson. Jesteście gotowi wejść w ten mroczny świat?

Brooke: Miałam wygodne życie i jeszcze wygodniejsze dzieciństwo. Moi rodzice nauczyli mnie odróżniać dobro od zła i wszystkiego, co pomiędzy… Ale ja wolałam szarą strefę. Chciałam przeżyć życie na krawędzi, z groźbą upadku. Nie dbałam o konsekwencje, bo moje serce zostało roztrzaskane na podłodze sypialni rodziców… I nigdy nie wróciłam, by pozbierać te kawałki.

Devon: Rodzina jest najważniejsza. Poznałem, czym jest nienawiść, zrozumiałem, że Bóg jest głuchy na modlitwy, a życie to pole walki, gdzie stoisz w pierwszej linii frontu. Nauczyłem się być mężczyzną… Wszystko, co na końcu otrzymałem, to pięści ojca, łzy matki i krzyki sióstr. Nie możesz uciec przez przeszłością… Ostatecznie i tak cię dopadnie, choćby we śnie.

Nie przepadam za kopiowaniem opisów wydawniczych przy opisywaniu książki, ale czasami jest to konieczne, by nie zdradzić zbyt dużo z fabuły i jednocześnie zasiać tę nutkę tajemniczości, zachęcającą do sięgnięcia po nią. Właśnie tak jest w przypadku „Pokusy zła” M. Robinson. Historii zaskakującej pod każdym względem. Od okładki, kolorystyką zapowiadającą raczej słodkie romansidło, po opis, szykujący czytelnika na dość dramatyczne wydarzenia. Autorka połączyła natomiast te elementy, dokładając sporą dozę pieprzu, napięcia, pożądania, namiętności i jeszcze sporo wzburzających czy też wyciskających łzy sytuacji. Kontrowersja w czystej postaci.

To ja jestem dziewczyną, przed którą ostrzegają cię rodzice. Tą, której nie wolno ufać. Od której lepiej trzymać się z dala. Tą, która złamie ci serce i wróci, by sięgnąć po więcej. Tylko dlatego, że mogę.

 

„Pokusa zła” to książka trudna ze względu na swoją tematykę. Z całą pewnością nie jest to historia dla każdego. Czytelnik znajdzie w niej dużo mocnej erotyki i brutalnych scen, więc fani lekkich, słodkich romansów mogą nie być usatysfakcjonowani jej lekturą. To jednak historia warta poznania. Mocno psychologiczna. Wzbudzająca skrajne emocje. Historia, której czytanie momentami fizycznie boli. Liczycie na piękny romans, nagły zwrot akcji z dramatycznym wydarzeniem psującym wszystko, co para bohaterów osiągnęła, wybaczenie sobie a następnie żyli długo i szczęśliwie? Tego tu nie znajdziecie.

Znakomitym posunięciem autorki było rozdzielenie narracji na dwie postaci. Zarówno Brooke, jak i Devon przeszli w życiu mniejsze czy większe piekło, które w pewien sposób ich ukształtowało. A przynajmniej ukształtowało ich obecny wizerunek i zachowania, pod którymi ukrywają swoje prawdziwe, skrzywdzone oblicze. Widzimy również zderzenie ich światów. Rozpieszczana przez rodziców Brooke, zostaje skonfrontowana z krzywdzonym przez ojca Devonem, który szybko musiał dorosnąć by opiekować się matką i siostrami. I nie o finanse tu chodzi. Pieniędzy żadnemu z nich nie brakuje. Ale brakuje im serca, uczuć, pewności siebie, zaufania do siebie samego.

O krok od upadku

Z każdą kolejną przewróconą stroną jesteśmy świadkami upadku. Upadku zarówno Brooke, jak i Devona. Machina ruszyła i nie da jej się zatrzymać, podobnie jak śnieżnej kuli puszczonej po stoku. Wiemy, że ten upadek prędzej czy później nastąpi, pochłaniając ogrom ofiar. Nie wiemy tylko, kiedy i w jakich okolicznościach to nastąpi. Jestem ciekawa Waszych emocji w stosunku do głównej bohaterki, bo we mnie nie wzbudziła zbyt dużej sympatii, mimo że współczułam jej tego, co ją w życiu spotkało. Chętnie poznam również Waszą opinię.

Czasami trzeba wyjść z mroku, by dostrzec światło. Lecz co, jeśli okaże się ono zbyt oślepiające?

 

Przyznam, że miałam momentami problem z czytaniem tej książki i jej skończenie zajęło mi naprawdę dużo czasu. Ale nie dlatego, że jest tak słaba, tak źle napisana, źle przetłumaczona itp. Ona jest po prostu tak ciężka w odbiorze w pewnych momentach, że musiałam robić sobie przerwy. Dawkować jej lekturę. Jednak ta historia przyciąga i, niczym Brooke, wciąga w swoją grę do tego stopnia, że czytałam ją w każdej wolnej chwili. Autorka zadbała o to, by wielokrotnie zaskoczyć czytelnika ujawnianymi informacjami. Nie szczędziła szokujących scen, co wyszło tylko na korzyść tej historii. Im bardziej się w nią zagłębiacie, tym trudniej się od niej oderwać, nie znając rozwinięcia akcji. Bo w tej historii nie chodzi o poznanie finału. Tutaj największa zabawa jest w gonieniu króliczka.

Kulturantki objęły powieść „Pokusa zła” patronatem medialnym, w związku z czym już jutro będziecie mogli wziąć udział w konkursie, w którym do wygrania będzie jej egzemplarz.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu