Podążaj za marzeniami – J. Sterling, The Perfect Game. Rozgrywka

To kolejna książka, która czekała na półce na swoją kolej. Aż się doczekała. Według różnych opinii powinna się spodobać fankom serii Off Campus Elle Kennedy, do których akurat należę. Czy nie była to opinia na wyrost? Czy spodobała mi się równie bardzo jak tamta? Przekonajcie się sami.

Jack Carter to gwiazda uniwersyteckiej drużyny baseballowej. Mimo młodego wieku jest znakomitym miotaczem, stojącym przed szansą gry w zawodowej drużynie, co jest jego życiowym celem. Jednocześnie jest on zmorą prawie każdej dziewczyny. Przystojny, pewny siebie, uwodzicielski. Nie opiera mu się praktycznie żadna studentka, z wyjątkiem tej jednej. Cassie Andrews od niedawna studiuje na uniwersytecie Fullton. Ma przed sobą jeden cel. Ukończyć studia na wydziale fotografii i znaleźć dobrze płatną pracę. Chce w życiu robić to, co najbardziej kocha. Fotografia jest jej pasją. Nie w głowie jej faceci, szczególnie ci, którzy spędzają każdą noc z inną dziewczyną z uczelni. Jak na złość, podczas imprezy w bractwie, na którą zabiera ją jej przyjaciółka, uwagę na nią zwraca właśnie Jack. Uprzedzona przez Mellisę o jego reputacji, Cassie, nie ma zamiaru nawet z nim rozmawiać. Fakt, że Cassie jest pierwszą osobą, która się mu oparła, tylko bardziej zachęca Cartera do zdobycia tej dziewczyny. Chłopak nie daje za wygraną, dopóki ona nie ulega i umawia się z nim na randkę. W tym momencie świat obojga zaczyna dosłownie wywracać się do góry nogami. Co tak naprawdę kryje się za zainteresowaniem Jacka? Ile są w stanie poświęcić by być z osobą na której im zależy?

Powieść czyta się lekko i przyjemnie, chcąc poznać dalsze losy bohaterów. To jedna z tych książek, o których można powiedzieć, że są złodziejkami czasu. Kiedy się ją zacznie, nie chce się przerwać, dopóki nie dotrze się do ostatniej strony. Były momenty, że nie byłam w stanie oderwać się od lektury. Szczególnie w drugiej połowie powieści, kiedy to nastąpił kulminacyjny punkt problemów i pękła mydlana bańka, w której dotychczas znajdowali się nasi bohaterowie. Jednak miałam wielokrotnie wrażenie, że wszystko dzieje się zbyt szybko. Między innymi nawiązanie i rozwinięcie łączącej bohaterów relacji. Fabuła została jakby spłycona, potraktowana zbyt powierzchownie. Szczególnie na początku książki. Mimo to, przedstawione wydarzenia i zwroty akcji wciągają czytelnika.

– Jesteś inna.

Oparłam łokcie na stole i nachyliłam się w jego stronę. Zaintrygował mnie.

– Jak to?

– Po pierwsze, jesteś harda. Nigdy nie wiem, co zamierzasz zrobić czy powiedzieć. – Wziął do ręki jedną monetę i pstryknął nią, po czym przyglądał się, jak wiruje po stole.

– To takie smutne, Jack. – Irytowała mnie myśl, że moja hardość w jej świecie to coś negatywnego.

– I nie imponuję ci. – O mój Boże… on się skrzywił.

– Och, wiem, jakie to musi być dla ciebie trudne. To znaczy jesteś przecież… – pokazałam na niego – taki imponujący. – Moje słowa ociekały sarkazmem

– Mówię poważnie. Każda inna dziewczyna robi wszystko, żeby znaleźć się blisko mnie, a ty jesteś pierwszą, która chce uciec gdzie pieprz rośnie.

Pasja najważniejsza w życiu

J. Sterling pokazała, że oboje mają swoją pasję, która jest dla nich najważniejsza w życiu i są dla niej w stanie poświęcić praktycznie wszystko. Mimo, że z pozoru są tak różni, w rzeczywistości są do siebie bardziej podobni, niż może im się wydawać. Ich pasja, to tak naprawdę jedyne, co mają w życiu. Oboje dorastali w niesprzyjających im warunkach. Ze względu na relacje z rodzicami, a właściwie ich brak, mają zaburzone poczucie własnej wartości. Każde z nich próbuje sobie radzić z tym na swój sposób. Jack uciekając w seks, alkohol i bójki, a Cassie izolując się, nie ufając nikomu i nie angażując się, by nie zostać zranioną czy zawieść się zachowaniem i niedotrzymywaniem obietnic przez osobę, której zaufała. Z czasem dowiadujemy się, co tak naprawdę ich ukształtowało, gdyż J. Sterling ujawnia głęboko skrywane przez tę parę sekrety.

Autorka pokazuje, że nawet największy twardziel czy najpewniejszy siebie facet pod swoją pozą może skrywać prawdziwe, często wrażliwe, oblicze. A jego postawa, być może arogancka, agresywna czy też nieczuła, w rzeczywistości jest wybudowanym wokół siebie murem. Fasadą mającą chronić przed nieprzychylnym otoczeniem lub skrywających sekrety, które ktoś mógłby w nieodpowiedni sposób wykorzystać przeciwko niemu samym. Podobnie ma się sytuacja w przypadku dziewczyn.

Narracja w powieści poprowadzona jest pierwszoobowo. Widzimy wydarzenia patrząc na nie z perspektywy zarówno Cassie, jak i Jacka. Wraz z nimi przeżywamy ich wzloty i upadki, kryzysy w związku, zawodowe i życiowe szanse, towarzyszące im emocje. Możemy z bliska zobaczyć, jak ważne miejsce w ich życiu zajmują fotografia i baseball oraz ile są w stanie dla nich poświęcić.

Mocno drażniła mnie jednak jedna kwestia. A mianowicie nagminne nazywanie Cassie, Kicią. Tak Jack zwracał się do niej od samego początku, do praktycznie ostatniej strony. Robiłam wówczas coś, czego główny bohater nie lubił, ze względu na rzekomą szkodliwość dla zdrowia (wujek Google niestety nie potwierdził mi tej informacji), czyli wywracałam oczami. Niestety nie byłam w stanie przejść nad tym do porządku dziennego, w porównaniu do naszej bohaterki, która to w końcu zaakceptowała, a nawet chyba polubiła swoje pieszczotliwe przezwisko.

Pryska bańka mydlana

Od początku wiedziałam, że autorka zamiesza w tym zbyt idealnym kotle. Nie myliłam się. Ta historia byłaby wówczas zbyt słodka, gdyby J. Sterling nie dorzuciła tam kilku dramatycznych zwrotów akcji. Szczególnie jednego, będziecie wiedzieć, o który mi chodzi, kiedy przeczytacie książkę. Jednak takiego rozwoju wydarzeń, jaki zaserwowała swoim bohaterom, to ja bym się nie spodziewała. Ani razu, nawet przez myśl mi nie przeszło, że właśnie tak mogą potoczyć się losy tej dwójki. Jedno jest pewne. Niecierpliwie czekam na drugi tom serii The Perfect Game. Moja ciekawska czytelnicza natura nie została zaspokojona, dopóki nie będzie mi dane sięgnąć po „Zmianę”, która na szczęście swoją premierę ma już 15 lutego. Chciałam Was jeszcze ostrzec przed jedną rzeczą. Absolutnie nie czytajcie opisu drugiego tomu, jeśli jeszcze jesteście przed lekturą pierwszej części. Jej opis jest tak wielkim spojlerem, że zepsujecie sobie całą zabawę.

Wydaje mi się, że historia Cassie i Jacka powinna przypaść do gustu fanom serii Off Campus Elle Kennedy czy czytelnikom gustującym w powieściach new adult ze sportowym klimatem w tle. Nie myślcie jednak, że została ona skopiowana z tej, tak bardzo lubianej przez polskie czytelniczki, serii. The Perfect Game została w oryginale wydana dużo wcześniej, niż seria autorstwa Elle Kennedy. Po prostu tak późno trafiła na nasz rynek.