Po prostu skocz – K. Bromberg, Down Shift. Bez hamulców

Długo czekałam, aż na naszym rynku wydawniczym pojawi się ostatnia część mojej ukochanej serii Driven. „Down Shift. Bez hamulców” opowiada o wydarzeniach mających miejsce około 20 lat po pierwszym spotkaniu Rylee i Coltona, idealnie spinająca całą tę wspaniałą historię. Na szczęście doczekałam się i jak zawsze, nie zawiodłam się na Kristy Bromberg. Ta kobieta potrafi poruszyć najdelikatniejsze struny w czytelnikach, tradycyjnie grając na ich emocjach.

Zander „Złoty Chłopiec” Donavan, adoptowany syn Coltona i Rylee, żyje za kierownicą samochodu wyścigowego w zespole swojego ojca. To jego pasja, praca i cały świat. Jest bardzo dobry w tym, co robi i osiąga sukcesy na tym polu. Niestety z powodu otrzymania tajemniczego pudełka związanego z jego przeszłością i informacji, które odkrył w jednym ze znajdujących się w nim dokumentów, zawalił mu się całkowicie świat i powróciły koszmary z dzieciństwa. Pogrążony we wściekłości, zły na cały świat, niszczy swoje relacje z rodzicami, braćmi, kumplami z zespołu, stracił sponsorów a ojciec wyrzucił go z zespołu. Postanawia odciąć się od wszystkich osób, które zranił, przemyśleć swoje postępowanie i zmierzyć się z pozostałą zawartością tajemniczego pudełka. W tajemnicy przed wszystkimi wyjeżdża na położoną na drugim krańcu kraju wyspę PineRidge, by tam uporać się ze swoimi demonami, wewnętrznym chaosem i udowodnić niektórych osobom, że jego słowo nadal jest coś warte. Okazuje się, że w wyniku nieporozumienia, zmuszony jest zamieszkać z przebywającą tam już od trzech miesięcy Getty Caster. Dziewczyną, skrywającą równie dużo tajemnic, co on sam. Uciekającą przed przeszłością młodą kobietą, która w życiu zaznała wyłącznie cierpienia ze strony spotykanych na swojej drodze mężczyzn. Oboje pragną samotności, lecz żadne z nich nie zamierza odpuścić i wyprowadzić się z domku. Żadnemu z nich mieszkanie z nieznajomym nie jest na rękę, ale przez swój upór, są na siebie skazani. Jednak to spotkanie całkowicie odmieni ich życie. Walka zmieni się we wzajemne przyciąganie i coś znacznie więcej… A czym się zakończy? Przekonajcie się sami.

Zmuszam się by odwrócić wzrok, ponieważ… no cóż, to obcy mężczyzna. W moim domu. Nagi. Boże, coś jest ze mną nie tak, bo stoję tu zamiast dzwonić pod 911. Gdy przestaje rechotać i opuszcza głowę, widzę w jego oczach łzy ze śmiechu.

 

„Down Shift. Bez hamulców” to książka, którą bardzo chciałam przeczytać i jednocześnie równie mocno odwlekałam ten moment w czasie, mając świadomość tego, że będzie to definitywne zakończenie historii i rozstanie z bohaterami, których pokochałam. Owszem, można do całej serii powrócić i taki też mam zamiar za jakiś czas, lecz nie będzie to już to samo. Z drugiej strony wiem, że mogę odkryć nowe elementy, na które nie zwróciłam uwagi czytając po raz pierwszy. Jednak będę mimo wszystko tęsknić. Pewnie mnie niektórzy z Was doskonale zrozumieją.

Jaki jest Zander, sprawca tego całego zamieszania? Zander to Colton w czystej postaci. Jego esencja. Mimo, że nie są spokrewnieni, zachowują się identycznie. Ta bezczelna pewność siebie i charakterek, które mogliście poznać m.in. w „Driven”. Kristy Bromberg po prostu wraca w swojej najlepszej odsłonie. Zander przejął chyba wszystkie cechy swojego idola, autorytetu a ostatecznie i ojca. Jeśli byłyście fankami Coltona, to gwarantuję, że jego młodsza wersja również zawróci Wam w głowie. Równie szalona jak jego przybrany ojciec, żyjąca z pasją i szaleństwem, na adrenalinowym haju. Wręcz zaryzykowałabym stwierdzenie, że uczeń przerósł mistrza. Arogancki, rzucający kobiety na kolana, biorący to, czego chce, uparty, nie do poskromienia.

– Ale z ciebie dupek.

Przez usta przemknął mu krótki uśmiech.

– Jeśli chcesz mnie obrażać, Podkolanówki, lepiej wymyśl coś lepszego, bo to żadna obraza, kiedy jest to fakt powszechnie znany.

 

Getty zaś jest osobą z zaburzonym poczuciem własnej wartości. Myślącą o sobie w najgorszych kategoriach. Uważającą się za niezasługującą na szczęście i porządnego mężczyznę. A wszystko przez doświadczenia z jej przeszłości. Jednocześnie jest na tyle silna, że potrafiła rzucić stare życie i uciec jak najdalej od swoich oprawców, mimo świadomości, że prędzej czy później jej przeszłość ją dogoni. Więcej informacji o Getty Wam nie zdradzę, żeby nie psuć efektu zaskoczenia podczas lektury.

Podobnie jak w poprzednich częściach serii, autorka zastosowała narrację pierwszoosobową. Mamy tu zarówno rozdziały widziane z perspektywy Getty, jak i Zandera. Większość historii poznajemy jednak widząc ją oczami dziewczyny. Są one „poprzetykane” rozdziałami widzianymi z perspektywy Zandera, które w głównej mierze związane są z jego przeszłością i tajemniczym pudełkiem, którego otwarcie tak bardzo odwleka w czasie.

Jak to u K. Bromberg, znajdziecie tu całą paletę emocji. Będzie radość, szczęście, miłość, pożądanie, tęsknota, ale i strach, smutek, złość, nienawiść oraz wiele innych. Autorka jest mistrzynią znakomitych dialogów i ciętych ripost. Jej teksty wielokrotnie powodowały u mnie wybuchy śmiechu. Czytając „Down Shift. Bez hamulców” nie tylko się śmiałam, ale i również wzruszałam, a nawet płakałam. To chyba nieodłączny efekt uboczny czytania tej serii w moim przypadku. Wiem, że po jej lekturze będę mieć długo książkowego kaca. Zarówno z powodu treści książki, jak i faktu, że to już definitywny koniec serii Driven.

Ostrzegałem ją. Mówiłem, że nie mogę dać jej nic więcej niż kilka miesięcy zabawy. Myślałem, że wyłożenie kawy na ławę, zanim do czegokolwiek dojdzie, wystarczy. Można by pomyśleć, że będę na tyle mądry, żeby siebie też ostrzec. Zdaje się, że o tym zapomniałem.

 

Kristy Bromberg chyba nie byłaby sobą, gdyby ponownie nie przemyciła w swojej historii jakiegoś ważnego tematu. Tym razem oprócz przeszłości Zandera i jego prób walki z trupami ukrytymi w szafie, mamy Getty i jej trudną przeszłość, którą próbuje zostawić za sobą. Przeszłość naznaczoną samotnością wśród ludzi, byciem służącą i poddaną bliskich jej osób, nie mającą prawa do własnego zdania i sprzeciwu. Bycia marionetką i więźniem w złotej klatce, z pozoru wyglądającej jak idealny dom. To kolejna cudowna historia autorki z ważnym przesłaniem.

Seria Driven to oczywiście seks. Jednak Kristy Bromberg w swoich powieściach potrafi sceny zbliżeń opisywać w charakterystyczny dla siebie sposób, powodujący u czytelnika wypieki na twarzy czy szybsze tętno, lecz bez wywołania zażenowania podczas lektury. W przypadku „Down Shift. Bez hamulców” autorka przeszła samą siebie. Tak, dobrze czytacie. K. Bromberg po prostu wzniosła się na wyżyny a opis jednej ze scen seksu Zandera i Getty zasługuje na nagrodę. To, co stworzyła, wywołało u mnie wzruszenie, co mi się jeszcze nigdy dotąd nie zdarzyło. To było po prostu piękne. Jeszcze w żadnej książce nie miałam okazji przeczytać, żeby ktoś tak pięknie pisał sceny intymnych zbliżeń pomiędzy bohaterami. Przekonacie się o tym sami, czytając tę powieść.

Jeśli mieliście jakiekolwiek, nawet najmniejsze wątpliwości, czy sięgnąć po „Down Shift. Bez hamulców” to zapewniam Was, że są całkowicie bezpodstawne. Tę książkę musi przeczytać każdy fan serii Driven i Kristy Bromberg. Tej autorki nie da się nie kochać za jej twórczość. Wszystkich fanów jej powieści chciałabym poinformować, że w przyszłym roku wydawnictwo Editio Red planuje wydać jej kolejną powieść, czyli „Sweet Cheeks”. Na chwilę obecną plany przewidują koniec roku, mam jednak nadzieję, że wydanie jej zostanie przyspieszone i nie będziemy musieli czekać na nią tak długo.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu