„Ostatni wieczór” Saary Manning – przedpremierowo

ostatni wieczor_sklad_32,5mm.inddChociaż „Ostatni wieczór” Saary Manning to powieść obyczajowa, która spodoba się przede wszystkim kobietom, nie ma wiele wspólnego z łzawymi romansami. Napisana w niezwykły sposób, opowiadająca o niezwykłych kobietach, których na pozór nie łączy nic. Ich historie rozpoczęły się w tym samym miejscu – na stacji kolejowej Kings Cross. Rose pojawiła się na niej zagubiona w 1943 roku, Jane nie mniej samotna w 2003 roku. Dzieli je właściwie wszystko, aż nieoczekiwanie ich losy zaczynają się przeplatać, by stworzyć jedną fascynującą opowieść…

Rose z 1943 roku to zbuntowana nastolatka, która ucieka z domu, by zamieszkać w Londynie. Wojna, samotność, walka o przetrwanie i zawrotne tempo nocy w Rainbow Corner sprawiają, że dziewczyna musi bardzo szybko dorosnąć. Zaprzyjaźnia się z trzema innymi młodymi kobietami, które mimo głodu, strachu i nieustannych alarmów bombowych usiłują prowadzić względnie normalne życie. Pierwsze lata w Londynie to także miłość i rany, które nie będą chciały się zabliźnić…

„Miała wrażenie, że dała się dotknąć czemuś mrocznemu, czego nigdy wcześniej nie czuła. Właśnie dlatego wolała tańczyć z żołnierzami niż z nimi rozmawiać. Och, mogła śmiać się z ich żartów gdy siadali na dziesięć minut pomiędzy tańcami, ale nic więcej. Sylvia była w tej kwestii bardzo bezpośrednia. „Większość z nich nie wraca” – często jej powtarzała. – „Zginą albo zostawili w kraju ukochane. Nie bądź jak Phyllis, która nigdy nie zapomina żadnego żołnierza, a później, kiedy usłyszy, że zginął, wpada w czarną rozpacz. Serio Rosie, były okresy, kiedy płakała co noc przez dwa tygodnie”. Znacznie lepiej było się powstrzymać, niż pozwolić, by zawładnęła nią zła strona wojny”.

Jane wsiada do pierwszego pociągu i wysiada na Kings Cross przepełniona strachem i bólem. Niespełna szesnastoletnia dziewczyna nie ma nikogo i niczego, aż zaczepia ją Charles, który bezinteresownie jej pomaga. Kilka lat później, kiedy oszukała kolejnego bogatego mężczyznę, zapija smutki w sukni ślubnej w jednym z barów Las Vegas, gdzie poznaje Leo. Szalona noc, szalone pomysły. Kilkugodzinna znajomość kończy się ślubem pod wpływem alkoholu. Chociaż wszystko ma być jedynie żartem, szaleństwem, o którym będzie można opowiadać, aby uzyskać podpisy na dokumentach unieważniających małżeństwo, Jane musi pojechać z Leo do Londynu, gdzie jest umierająca siostra jego babki – Rose. Początkowo despotyczna staruszka nie wygląda na chorą, ale wedle zapewnień lekarza, Rose nie zostało już dużo czasu. Obie kobiety nie przypadają sobie do gustu, choć jak się okazuje łączy je więcej, niż którakolwiek z nich mogłaby przypuszczać.

„Ostatni wieczór” to ciepła i wzruszająca opowieść o tym, jak bardzo boli strata bliskich, jak kruche jest nasze życie, jak trudno poradzić sobie z własnymi lękami i brakiem poczucia bezpieczeństwa. Historie Jane i Rose przeplatają się w kolejnych rozdziałach, odsłaniając poszczególne epizody i historie z ich barwnego, choć często brutalnego życia. Na początku nieco się obawiałam, że książka będzie obfitowała w miłosne banały, ale ich nie znalazłam. Zamiast tego występują różne odcienie miłości, a często jej braku, strachu przed stratą i zaufaniem drugiej osobie. Pojawia się też przyjaźń i szacunek, których nawet śmierć nie zniszczy. Autorka zręcznie porusza kwestie związane z naszą psychiką i to, jak reaguje ona w obliczu zagrożenia. Dlatego, jeśli szukacie czegoś, co wzbudza duże emocje, polecam powieść Sarry Manning.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Zysk i S-ka

logo-zysk