„Odzyskane dzieciństwo” Zuzanna Arczyńska

„Odzyskane dzieciństwo” Zuzanny Arczyńskiej jest debiutem literackim, ale bardzo udanym. Autorka w ciekawy sposób ukazała trudności życia w takim świetle, że można uwierzyć, że nawet w beznadziejnej sytuacji coś może się zmienić. Powieść jest prosta i urzekająca zarazem. Przemawiająca do wyobraźni i bez zbędnych zdobników. Wzbudzająca smutek i współczucie, a jednak czasem bawiąca i optymistyczna. Ciekawe kombinacje, prawda?

W trakcie lektury poznajemy grupę osób bardzo od siebie różnych, ale jednak coś ich łączy – brutalna przeszłość, dzieciństwo bez uczuć i rodzinnego ciepła w domu biologicznych rodziców. Duża część bohaterów trafiła pod skrzydła zastępczych rodziców, przez co powstała jedna wielka patchworkowa rodzina. Książka doskonale obrazuje, że rodzinę tworzą ludzie, że to, co jest między nimi jest dużo trwalsze niż geny i biologia.

Wielość bohaterów

Najpierw poznajemy Martę. Jest matką samotnie wychowującą dwójkę nastoletnich dzieci. Jej sytuacja finansowa jest na tyle zła, że musi wynająć pokój w swoim mieszkaniu. Wprowadza się do niej Marcin. Mężczyzna o dość specyficznym poczuciu humoru, ale tak pozytywny i bezpośredni, że w trakcie dialogów z jego udziałem nie da się nie uśmiechnąć. Niestety Marta ulega wypadkowi, więc Marcin musi zaopiekować się jej dziećmi. Jak sobie poradzi ze zbuntowaną młodzieżą? Bardzo ich polubiłam i wiedziałam już po paru stronach, że czeka mnie wyśmienita lektura. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że muszę się z nimi pożegnać, a na scenę wkraczają kolejne osoby!

Na szczęście moje rozczarowanie nie trwało długo, bo autorka zaprasza czytelnika do poznania historii kolejnych ciekawych postaci. Obserwujemy od środka rodzinę zastępczą i dzieci, które się w niej wychowały. Czytamy o ich dramatach, od których włosy jeżą się na głowie. Im bardziej zagłębiałam się w ich historię, tym więcej przeżywałam emocji i tym bardziej nie mogłam zrozumieć, co to ma wspólnego z poznaną na początku Martą. A jednak! Ale jaki jest tu związek, tego już nie zdradzę.

Każdy jest po coś…

Dawno nie czytałam książki, w której nie mogę wskazać jednego, czy dwóch głównych bohaterów. Nikt nie pojawia się bez przyczyny i ma równy wkład w całą historię. Jest jak taka patchworkowa łatka, która nabiera znaczenia i piękna, kiedy jest łączona z innymi. Właśnie tak odbieram całą książkę. Przepełnia ją rodzinne ciepło, które pozwoli wydobyć to, co dobre nawet z najbardziej zranionej i zbuntowanej duszy. Dzięki temu, że „Odzyskane dzieciństwo” jest pisane językiem potocznym, książkę przeżywa się podwójnie, a bohaterowie są wiarygodni.

„Dziewczynę rozsadzał gniew. Była jak kolczasta kula złej energii. Wybuchała wściekłością. Darła ryja na wszystkich i wszystko, nie szanowała nikogo i niczego. Zachowywała się jak terrorystka z podpiętym popsutym zapalnikiem, który uruchamiał się bez powodu i ostrzeżenia. Aleks nienawidziła wszystkich dorosłych. No, prawie wszystkich”.


Książkę objęłyśmy patronatem medialnym dzięki współpracy z: