O przygodzie z pisaniem, inspiracjach i debiucie literackim słów kilka – wywiad z Kamilą Denis

Denis1Na naszym rynku wydawniczym pojawia się co raz więcej kobiet, autorek powieści kryminalnych. Niedawno  do tego grona dołączyła nowa postać – Kamila Denis. Zadebiutowała kryminałem o intrygującym tytule „Nieukarani”, którego recenzję niedawno publikowałyśmy. Bardzo obiecująca młoda pisarka, mająca zadatki zostać w przyszłości nową królową polskiego kryminału. Autorka opowiedziała nam o początkach przygody z pisaniem, inspiracjach, nieplanowanym debiucie i planach na przyszłość. Zapraszamy do lektury.

Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?

Pierwsze teksty zaczęłam pisać w wieku kilkunastu lat. Po szkole uwielbiałam zamykać się w pokoju i pisać, choć o komputer nie było łatwo, bo podobnie jak pokój, dzieliłam go ze starszą siostrą. Ostatnio, szperając w dokumentach zgranych ze starego komputera, znalazłam niedokończoną książkę z 2004 roku. Miałam, więc wtedy, piętnaście lat. Gdy myślę o początkach pisania, mam ochotę odpowiedzieć, że pisanie od zawsze mi towarzyszyło.

Było to takie naturalne?

W moim życiu nie było jakiegoś przełomowego zdarzenia czy osoby, która tchnęłaby mnie do pisania. Myślę, że zrodziło się to z miłości do czytania. Zawsze, czytając książkę, zwracałam uwagę nie tylko na fabułę, ale potrafiłam zachwycać się tym, jak coś zostało ubrane w słowa.

Kiedy padł pomysł na napisanie własnej książki?

Jeśli chodzi o „Nieukaranych”, pomysł zrodził się około dwóch lat temu. Choć tak, jak powiedziałam wcześniej, nie była to moja pierwsza książka.

Była to pierwsza, która się ukazała.

Dokładnie. Również pierwsza, którą postanowiłam z kimkolwiek się podzielić. Całe życie pisałam dla siebie, dla własnej przyjemności. Wszystkie teksty trafiały do szuflady. Niewiele osób wiedziało w ogóle, że piszę. Rodzice i siostra wielokrotnie pytali, kiedy wreszcie coś im pokażę, albo chociaż wyślę tekst do jakiegoś wydawnictwa.

A czy czytali w ogóle to, co Pani pisała?

Tylko jedno opowiadanie, które odważyłam się wysłać na konkurs, będąc w gimnazjum. Poza tym, wszystko przed nimi chowałam, ale oni i tak ślepo we mnie wierzyli, bo to w końcu rodzina (śmiech).

Ale wiedzieli …

Tak, ze strony rodziców, siostry, ale również moich przyjaciółek a później męża, miałam ogromne wsparcie.

Skąd wzięło się u Pani zainteresowanie kryminałami?

Stało się to dość naturalnie, w wyniku czytelniczych poszukiwań. Nie od zawsze byłam tak wielką miłośniczką kryminałów. Moja miłość do czytania pojawiła się od Jane Austen, a to chyba zupełnie inny typ literatury (śmiech). Sięgałam i właściwie nadal sięgam po różne gatunki. Nie pamiętam tytułu pierwszego kryminału, jaki przeczytałam, ale myślę, że to, co spodobało mi się właśnie w tym gatunku to zagadka, napięcie towarzyszące do samego końca, typowanie sprawcy, tajemnica, dreszczyk emocji. Czasem śmieję się, że może mam to po prostu w genach po tacie, który pracował jako policjant. Co prawda, nigdy pracy do domu nie przynosił, ale kto wie? Może podświadomie wybrałam właśnie taką drogę i zamiłowanie do kryminalnych historii.

Jak powstał pomysł na taką fabułę i postać Garbarza?

Jak większość moich pomysłów na książki, przez przypadek. Pewnego razu trafiłam w telewizji na film dokumentalny o Ilse Koch, obozie w Buchenwaldzie i o sławnych przedmiotach wykonywanych z ludzkiej skóry. To była wstrząsająca opowieść, która jednocześnie mnie zafascynowała i skłoniła do zgłębienia tematu. I wtedy, nagle zapaliła mi się nad głową taka lampeczka (śmiech). Pomyślałam sobie, może jest to dobry pomysł na książkę. Nie cała historia, ale jej pewien element, a dokładnie lampa z abażurem z ludzkiej skóry. W trakcie pisania, wyłaniał się coraz spójniejszy zarys fabuły, a także sama postać Garbarza.

Fabuła jest dość złożona, w książce jest wiele wątków pobocznych, które prowadzą do rozwikłania zagadki. Czy nie miała Pani problemu z tym, żeby się nie pogubić w całości?

Trochę miałam (śmiech). Szczerze mówiąc, kiedy zaczynałam pisać „Nieukaranych”, przez myśl mi nie przyszło, że książka zostanie wydana. Byłam przekonana, że podobnie jak poprzednie, będzie zalegała w komputerze, bo nie odważę się nawet wysłać jej do wydawnictwa. W takiej sytuacji, komplikowanie fabuły poprzez plątanie ze sobą kilku wątków, sprawiało mi wielką frajdę. Po prostu dobrze się przy tym bawiłam. Zadała Pani bardzo dobre pytanie, bo przyznam, że kiedy dowiedziałam się, że książka zostanie wydana, trochę mnie to przeraziło. Nagle pojawiły się pytania: Czy fabuła ma sens? Czy nie za dużo namieszałam? Czy to wszystko jest dostatecznie logiczne i zrozumiałe? Żeby się upewnić, musiałam kilka razy przeczytać tę książkę, aż nie mogę na nią patrzeć (śmiech).

Co jest dla Pani źródłem motywacji i inspiracji do pisania?

Może nie będę oryginalna, jeśli powiem, że właściwie inspiracją jest wszystko dookoła. Najlepszym przykładem jest właśnie książka „Nieukarani”, która powstała pod wpływem obejrzanego przypadkiem filmu dokumentalnego. Tym bardziej, że telewizji nie oglądam często, więc zbieg okoliczności jest tu wyjątkowy.

To był jakiś znak … (śmiech)

Być może! Takie znaki czasami się pojawiają. To mogą być napotkane osoby, jakieś wydarzenie, słowa, które dają mi taki mały zapalnik do stworzenia czegoś nowego. Zazwyczaj tak to właśnie działa: pojawia się zalążek pomysłu, niekiedy na jakąś postać, zarys fabuły czy jedno wydarzenie, a reszta powstaje w trakcie pisania. Książka zaczyna żyć własnym życiem, pomysły rodzą się w trakcie tworzenia.

Książka została wydana pod Pani panieńskim nazwiskiem. Czy to celowy zabieg? Pseudonim artystyczny, niczym Joe Alex u Macieja Słomczyńskiego?

(śmiech) Nie był to celowy zabieg. Powód jest trochę bardziej prozaiczny. Propozycja wydawnicza pojawiła się zanim wyszłam za mąż i zmieniłam nazwisko. Ani ja, ani mąż, nie widzieliśmy potrzeby, żeby nagle to odkręcać. W końcu napisałam tę książkę jako Kamila Denis.

I został od razu pseudonim.

Dokładnie, bo jeżeli w przyszłości ukażą się książki mojego autorstwa, to konsekwentnie pod panieńskim nazwiskiem Denis. Mimo, że obecnie jestem już Kamilą Chałdaś.

Z jakim odbiorem powieści się Pani spotyka?

Dociera do mnie wiele pozytywnych ocen, zarówno ze strony bliskich osób, jak zupełnie obcych czytelników. Na bieżąco śledzę pojawiające się w internecie recenzje. Wiele z nich działa na mnie budująco i utwierdza w przekonaniu, że warto było podzielić się książką. Oczywiście, zdarzają się też uwagi, na które jestem otwarta. Nie spotkałam się jeszcze z miażdżącą krytyką, na szczęście (śmiech).

W końcu to jest debiut.

Tak, dlatego każda uwaga jest dla mnie cenna i pokazuje, nad czym powinnam jeszcze popracować. Choć zauważyłam, że czasem jest tak, że to, co jednej osobie się nie podoba, druga uważa za plus, i na odwrót. No cóż, nie da się wszystkim dogodzić (śmiech).

Czy ma Pani w planach spotkania z czytelnikami?

Pierwsze takie spotkanie ma odbyć się 4 czerwca o godz. 20:15, w Książnicy Stargardzkiej, przy okazji ogólnopolskiej akcji Noc w Bibliotece. Czy będzie to jedyne takie wydarzenie? Myślę, że nie. Sprawa jest otwarta. Myśl o takim spotkaniu trochę mnie stresuje, ale wiem, że to na pewno jest potrzebne i ważne dla promocji książki.

Planuje Pani dalsze książki z podkomisarzem Berentem w roli głównej? Jakaś seria?

Zżyłam się z moimi bohaterami i nawet zaczęłam pisać kolejną część. Na pewno będę chciała opowiedzieć dalsze losy Jana Berenta, wpleść w nie kolejną kryminalną sprawę i być może pociągnąć kilka wątków z pierwszej części.

Jest bardzo oryginalny i tym przyciąga do siebie.

Jan Berent jest trochę tragiczną postacią, ale na pewno ciekawą, taką, która cały czas się rozwija. Na pewno ten bohater ma jeszcze wiele ma do powiedzenia.

Kiedy możemy spodziewać się kolejnej książki? Czy będzie to również kryminał?

Aktualnie pracuję nad dwoma projektami jednocześnie, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzało. Jednym z nich jest wspomniana kontynuacja „Nieukaranych”, ale chwilowo zrobiłam sobie od tego przerwę. Wciąż spływają do mnie oceny i uwagi dotyczące pierwszej części. Postanowiłam więc trochę ochłonąć, zdystansować się, bliżej poznać oczekiwania czytelników. Tymczasem, piszę zupełnie nową historię, trochę w innym stylu niż „Nieukarani”, myślę, że bliżej jej do thrillera niż kryminału, ale wątek kryminalny na pewno się w niej pojawi.

Też będzie ciekawie.

Mam taką nadzieję. Liczę, że ukończę książkę w ciągu kilku najbliższych miesięcy, jeśli oczywiście czas pozwoli, a czy znajdę wydawcę? To już osobna kwestia.

Jest Pani pracownikiem Starostwa Powiatowego w Stargardzie. Jak koleżanki i koledzy z pracy zareagowali na wydanie przez Panią książki?

Na pewno byli zdziwieni (śmiech).

Nie spodziewali się tego?

Nigdy nie dzieliłam się z nikim tym, że w ogóle piszę książki, więc wszyscy byli zaskoczeni. Muszę jednak przyznać, że w pracy spotkałam się z dużą życzliwością. Wiele osób przychodzi do mnie z książką, prosząc o dedykację, dzieli się ze mną swoimi wrażeniami, dotąd tylko pozytywnymi. Może nie chcą mnie po prostu urazić (śmiech).

To tylko oby tak dalej

Jestem dobrej myśli.

Co chciałaby Pani powiedzieć naszym czytelnikom?

Przede wszystkim pogratulować im cierpliwości, jeśli wytrwali do końca tego wywiadu. A tak na poważnie, cieszę się, że dostałam szansę podzielenia się swoją historią. Wydanie książki zawsze było dla mnie czymś nieosiągalnym. Takim marzeniem, w którego spełnienie nie do końca wierzyłam. Aż okazało się, że wszystko jest możliwe, tylko trzeba zrobić coś w tym kierunku, wykonać ten pierwszy krok. Po prostu zaryzykować. Chciałabym również zachęcić do sięgnięcia po „Nieukaranych” wszystkich, którzy szukają świeżych, kryminalnych historii lub chcą po prostu dać szansę debiutującej pisarce.

Dziękuję bardzo za rozmowę, za odpowiedzi na wszystkie nasze pytania oraz życzę samych sukcesów w promocji książki, szybkiego wydania kolejnych powieści.

Już wkrótce ogłosimy konkurs, w którym do wygrania będą 4 egzemplarze książki „Nieukarani” z autografem i dedykacją autorki.

denis2