O kulisach pisania i „Dziewczynie o kruchym sercu” – wywiad z Elżbietą Rodzeń

0621W kwietniu na naszym portalu ukazała się recenzja znakomitej polskiej powieści „Dziewczyna o kruchym sercu”, nad którą patronat objęły Kulturantki. Niedawno zakończył się również konkurs, w którym do wygrania były właśnie te książki. Na deser mamy dla Was wywiad z autorką powieści, Elżbietą Rodzeń. Zapraszamy do lektury.

Z czego zrodził się u Pani pomysł na pisanie książek?

Właściwie nie potrafię powiedzieć, z czego. Wymyśliłam kiedyś pierwszą historię dla zabawy (byłam jeszcze praktycznie dzieckiem), a potem to weszło mi w nawyk. Zawsze, gdy mi się nudziło, odpływałam myślami, tworząc własne opowieści. Co ciekawe, im bardziej mi się nudziło, tym bardziej były krwawe i pełne dramatycznych wątków.

Skąd czerpie Pani inspiracje do książek? Nie jest to lekka i przyjemna tematyka.

Życie nie jest lekkie i przyjemne, a ja lubię być blisko prawdy. Nie pociąga mnie nadmierne koloryzowanie i tworzenie nierealistycznych, idealnych postaci, których jedynym problemem jest to, czy dziewczyna/chłopak da się zaprosić na randkę czy nie. To nie jest prawdziwe i na dłuższą metę może okazać się po prostu nudne.

Jak wygląda u Pani proces twórczy związany z pisaniem nowej książki? Czy ma Pani jakieś nawyki, rytuały z tym związane?

Kiedyś, kiedy pisałam ręcznie, zwracałam uwagę na to, aby pisać jedną historię tym samym długopisem i w takich samych zeszytach. Teraz piszę wszystko od początku do końca w jednym pliku i najczęściej robię to w domu. Jedynym miejscem poza domem, gdzie jestem w stanie pracować, jest biblioteka i to tam zauważyłam, że ludzie siedzący ze mną przy jednym stoliku w czytelni odnoszą wrażenie, jakbym chciała się ich pozbyć. Okazało się, że dość głośno wzdycham lub niezadowolona kręcę głową. Wiąże się to oczywiście z moim procesem twórczym, ale robię to w tak widoczny sposób, że postronni ludzie biorą to do siebie i pospiesznie zmieniają stolik.

Jaki rodzaj literatury najbardziej Pani lubi czytać w wolnych chwilach? Kto najbardziej Panią inspiruje?

Zawsze lubiłam literaturę młodzieżową i to się chyba nieprędko zmieni. Nie mam jednego autora, który mnie inspiruje do tworzenia własnych opowieści, choć są tacy, których podziwiam. Mam słabość do literatury kobiecej tworzonej przez mężczyzn. Lubię męski sposób patrzenia, o dziwo jest mi zdecydowanie bliższy i według mnie, ciekawszy.

Do jakich odbiorców głównie kieruje Pani swoje książki?

Właściwie nie myślę o tym podczas pisania. Początkowo historia jest tylko dla mnie, później dopiero zastanawiam się, czy spodoba się trzem najbliższym mi osobom, które czytają moje rękopisy. Staram się nie myśleć o tym, że ktoś poza nimi będzie jeszcze to czytał. To trochę mnie przeraża, a już na pewno stresuje.

Z jakim odbiorem powieści „Dziewczyna o kruchym sercu” się Pani spotyka?

Najczęściej z pozytywnym. Wiele osób mówi lub pisze, że wycisnęła im łzy z oczu. Mam jednak świadomość, że czytanie tej historii może być trudne emocjonalnie, bo konfrontuje nas ona z wizją śmierci kogoś, kogo kochamy.

Czy postaci Uli i Janka mają swoje pierwowzory w prawdziwym życiu?

Nie. Nie ma całej Uli i całego Janka, ale są w nich skrawki osób, które znam, o których czytałam i pewnie jest też w nich jakaś cząstka mnie. Chyba bałabym się opisywać taką historię, gdyby dotyczyła prawdziwych ludzi, nie chciałabym ich narażać na kolejne cierpienia.

W powieści „Dziewczyna o kruchym sercu” porusza Pani ważny współcześnie problem, jakim jest dysleksja. Czy jest to związane z Pani pracą w poradni psychologiczno – pedagogicznej?

Dysleksja jest związana z moją pracą, wręcz nierozerwalnie. Jest też związana z moim życiem. Chciałam poruszyć ten temat, bo zbyt często mam wrażenie, że osoby z dysleksją są postrzegane jako te, które idą na skróty. Ludzie nie lubią tych, którzy mają według nich łatwiej, więc do osób z opinią z diagnozą dość często przyklejają łatkę lenia. Mało kto zdaje sobie sprawę, że dysleksja to nie tylko problemy z czytaniem i pisaniem, to także specyficzny sposób budowania wypowiedzi i często też problemy z rozumieniem tego, co mówią do nas inni. I nie można powiedzieć, że się z tego wyrasta. Z upływem lat bywa lepiej, ale to nie znika.

Trochę wkurza mnie to, że nie dostrzega się całości problemów, jakie niesie ze sobą dysleksja, zwłaszcza u dorosłych. Denerwuje mnie też to, że niektóre osoby z niechlujstwa kwitują swoje błędy w pisowni stwierdzeniem, że pewnie mają dysortografię. Znam wielu dorosłych dyslektyków, którzy bez przerwy harują nad tym, aby nie musieć się wstydzić swojego pisania w pracy, czy podczas wizyty w urzędzie. Doskonale zdaję sobie sprawę, jak ciężkie momentami potrafi być życie z dysleksją i chciałam to pokazać.

Skąd wziął się pomysł na tak mocno zaakcentowany wątek religijny w „Dziewczynie o kruchym sercu”?

Powiem szczerze, że przez zupełny przypadek. Kiedyś wujek mojego męża zaczął rozmawiać ze mną o życiu pozagrobowym w kontekście jakiejś książki, a ja byłam wtedy na etapie szukania tła wydarzeń dla bohatera, którego już wymyśliłam i nagle mnie olśniło. Wiedziałam, jaką rolę chcę dać Jankowi, choć początkowo myślałam bardziej o wątku fantastycznym. Ale dobry pomysł przyszedł do mnie sam i postanowiłam go wykorzystać. Nie jestem przesadnie religijna, więc nie miałam problemów ze spuszczeniem mojej fantazji ze smyczy.

Kiedy możemy spodziewać się kolejnej powieści Pani autorstwa? Pracuje Pani obecnie nad czymś nowym?

Moja wyobraźnia chyba zawsze nad czymś pracuje, zwłaszcza przed snem i pod prysznicem. Nawet, kiedy staram się jakoś ją ujarzmić. Mam też coś na ukończeniu, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Co chciałaby Pani przekazać naszym czytelnikom?

Nie bójcie się sięgać po książki polskich autorów. Wiem, że na rynku większość tego, co możemy przeczytać, pochodzi zza naszych granic, ale to nie znaczy, że jest lepsze. Pomyślcie, że skoro wydawca, zamiast sięgnąć po tytuł, który dobrze sprzedał się w innym kraju, wybiera rodzimego, nieznanego autora, to robi to dlatego, że prawdopodobnie dostrzega w jego pracy większą wartość.

Bardzo dziękuję za poświęcony czas i życzę samych sukcesów obecnie oraz w przyszłości, przy publikacji kolejnych Pani powieści.

114


Elżbieta Rodzeń jest pedagogiem terapeutą, pracuje w poradni psychologiczno – pedagogicznej. Czyta uparcie i nałogowo. Lubi zimowe spacery, nietuzinkowe filmy i dobrą herbatę. Może godzinami rozmawiać o książkach, dysleksji i wzornictwie haftów ludowych. Mieszka w małym domku pod lasem, z mężem – swoim pierwszym czytelnikiem i koneserem jej wypieków.