O cenie godności – „Czyż nie dobija się koni?” Horace McCoy

Powieść McCoy’a wraz z przesłaniem jest bardziej złożona, aniżeli sugeruje sama fabuła. Wszystko jest alegorią. Tytuł, taniec, kuriozalne wyścigi i pozostałe czynności. Życie jest ruchem. W jakimś sensie funkcjonujemy, dopóki poruszamy się. Stagnacja oznacza wypadnięcie z obiegu, a nawet osobliwą śmierć. 

Miraż spełnienia

Hollywood. Robert pragnie robić filmy. Gloria marzy o karierze aktorskiej. Skutkiem przypadkowego spotkania młodych ludzi jest wspólna decyzja o wystartowaniu w światowym maratonie tanecznym. Są lata 30. ubiegłego wieku, trwa wielki kryzys gospodarczy. Perspektywa wiktu, zarobku i sławy nęci:

Darmowe żarcie i spanie tak długo, aż się wypadnie z gry. A jeśli się wygra, to jeszcze tysiąc dolarów. […] Na tych maratonach pojawia się wielu producentów i reżyserów. Zawsze jest szansa, że cię zauważą i dadzą rolę w filmie…

 

Zawody, w których startuje ponad sto par stopniowo zaczynają przypominać makietę życia desperatów uwikłanych w groteskowe widowisko ku uciesze publiki. Za cenę nędznych dolarów rzucanych w akcie jałmużny i sponsorskich uniformów z żenującym logo ludzie – małpy cyrkowe, ludzie – szczury wyścigowe, ludzie – konie wystawowe zmuszone do ciągłej autoprezentacji tańczą bądź rozpaczliwie imitują letargiczny, znużony pląs. 10-minutowe przerwy – irracjonalny ułamek odpoczynku wobec kilkuset godzin ruchu – stanowią chwile na jedzenie, toaletę, seks, sen lub chaotyczne zawiązanie nowej relacji, do której być może powróci się przy okazji kolejnej pauzy.

Wydzielona scena – naczelne tło akcji, taniec – najpierw ożywiony, przewrotny, pełen pasji i wiary w zwycięstwo oraz bycie dostrzeżonym zmienia się w dramatyczną, niegodną próbę przetrwania, której wyznacznikiem jest poruszanie się.

Książka ukazuje 2 płaszczyzny: choć jedną wypełnia konkurs, pierwszą jest sala sądowa. Już na wstępie dowiadujemy się, iż Robert zabił Glorię, natomiast powód zabójstwa coraz czytelniej i wyraźniej widoczny staje się wraz z rozwojem maratonu.

Realizm upadku

Powieść gorzko ilustruje bezlitosną rzeczywistość i ludzi wyzutych z sumień tudzież nadziei. Kto nie dotrzymuje kroku, ten w najlepszym razie pozostaje w tyle i traci na znaczeniu, w najgorszym: zostaje stratowany w bezmyślnym, desperackim wyścigu: szczurów, koni, nas: ludzi.

Czy humanitarnie jest podtrzymywać przy życiu jednostkę, która nie nadąża, cierpi i świadomie domaga się tytułowego dobicia, czy może humanitarnej jest ulżyć męce ponosząc konsekwencje?

Trafnej wariacji na podstawie książki dokonał Sydney Pollack w filmie o takim samym tytule. W wielokrotnie nagrodzonym oraz słusznie docenionym dziele widz zyskuje sposobność szerszego spojrzenia: oto rozgrywają się sceny szaleństwa, wycieńczenia i desperacji pod batutą wodzireja doskonale grającego na emocjach uczestników oraz publiczności, podsycającego ferwor.

Czy koszt godności ludzkiej jest mierzalny? Uczestnikom kuriozalnego wydarzenia przyszło zapłacić cenę niewspółmiernie wysoką, wyższą, aniżeli przewidziane dolary nagrody i zaszczyty. A my? Dla czego skłonni jesteśmy spalać się? Ile kosztujemy i gdzie leżą granice naszego dobrego smaku, samoposzanowania, za którymi zaczyna się moralny ferment, śmieszność oraz uniżenie względem teoretycznie wyższych celów? „Czyż nie dobija się koni?” boleśnie obnaża prawdę o bezwzględności prawidła: nikt nie jest bezterminowo najlepszy, każdy jest wyczerpywalny. Po nas przyjdą inni – pozornie lub chwilowo lepsi. Przy odrobinie szczęścia odejdziemy w zapomnienie, zaś jeśli pozytywnego czynnika zabraknie, zostaniemy dotkliwie pokonani.

 


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu

wydawnictwo zysk i s-ka

 


Cytat umieszczony w tekście pochodzi z powyższej książki.