Nietypowy salon sukni ślubnych – „Miłość w kolorze bieli” Magdalena Trubowicz

Ślub bierze się raz w życiu. Z reguły. Dlatego dokładamy wszelkich starań, by ten dzień stał się niezapomniany i dopinamy wszystko na ostatni guzik. Jednym z najważniejszych elementów ślubnych przygotowań jest oczywiście wybór sukni ślubnej. Najlepiej dokonać go w salonie renomowanym, z tradycjami i obsługą, która pomoże nam na jedną noc przeistoczyć się w księżniczkę. Trzeba tylko uważać żeby nie wynikł z tego niezły… „Embarass”.

Salon sukni ślubnych „Embarass” prowadzony jest przez trzy pokolenia kobiet: Laurę, Elę oraz Kaję. Jest jednak coś, co wyróżnia go spośród innych salonów sukien ślubnych, mimo że mieści się w małej mieścinie i nie jest zbyt duży. Co to takiego? To panujący wewnątrz klimat. I przekonanie, że każdą klientkę trzeba dopieścić, podejść do niej indywidualnie i potraktować jak prawdziwą księżniczkę z bajki Disneya.

– To tu!

– Tu?

– No, tu.

– Na pewno?

– Tak, na pewno! Wprawdzie minęły jakieś dwadzieścia dwa lata, ale takich rzeczy się nie zapomina! Idziemy?

– Nie jestem pewna…

– Wchodzimy!

– Ani ja młoda, ani panna! Nie dość, że z odzysku, to jeszcze skorpion!

– No, zatem „ambarass” będzie jak znalazł.

– Że co?

– Zaraz zobaczysz.

Właścicielki salonu to tercet zgoła szatański. Wymykają się wszelkim konwenansom, do życia i klientek podchodzą z humorem i wrodzoną swadą. Rodzinny biznes kwitnie, i nie ma sobie równych w województwie. Seniorka rodu to tradycjonalistka, która na emeryturę wybiera się jak… przysłowiowa sójka za morze. Nie potrafi oddać salonu w ręce córki i wnuczki, boi się utraty kontroli nad interesem, w który włożyła całe serce. Jest wdową z bardzo skomplikowanym życiem miłosnym. Jej córka Elka jest z kolei samotną matką odchowanej córki, nieco nieobliczalną i wciąż poszukującą szczęścia w miłości. Najmłodsza zaś współwłaścicielka salonu Kaja, posiada talent do szycia, a jej projekty sukien ślubnych wzbudzają zachwyt wśród wszystkich klientek. Ten uroczy babiniec co chwila wplątuje się w różne historie miłosne – zarówno swoich klientek, jak i własne. Perypetii miłosnych, jak przystało na salon sukni ślubnych, jest tu pod dostatkiem.

Klientki zawsze musiały być dopieszczone do granic możliwości. Jeśli któraś lubiła zieloną herbatę – dostawała zieloną herbatę. Chciała do tego herbatniki w czekoladzie? Dostawała herbatniki w czekoladzie. Koniec końców ne było mowy, by wybieraniu wymarzonej sukni na najważniejszy dzień w życiu towarzyszyły niekomfortowe warunki. Czasami bywało dość ekstremalnie, ale załoga Ambarasu składała się z samych fachowców, którym niestraszne były żadne anomalie. 

 

Paleta gości tego salonu sukien ślubnych zasługuje na szczególną uwagę. Panie goszczą w swych progach zarówno młode narzeczone, jak i kobiety, które tak naprawdę… nie chcą jeszcze wychodzić za mąż. Pojawiają się kobiety z „dobrych rodzin”, jak i z „blokowiska”. Są kobiety stare i młode, świeżo upieczone narzeczone oraz „panny z odzysku”. Wisienką na torcie jest dla mnie scena, w której na poszukiwania wymarzonej sukni ślubnej do „Embarassu” przychodzą… Wanda, właścicielka biura matrymonialnego „Kupidyn w spódnicy” z Barbarą – obecną narzeczoną swojego byłego męża Wandy. Zamierzają one wybrać najlepszą suknię dla przyszłej panny młodej.

Powieść trzyma w napięciu i zaskakuje nagłymi zwrotami akcji oraz powiązaniami różnych bohaterów, które są czytelnikowi stopniowo przekazywane. Książka została napisana językiem lekkim i przyjemnym. Czyta się ją bardzo szybko i płynnie, nie ma nużących fragmentów ani długich opisów. Można się z niej dowiedzieć, jak „od kuchni” funkcjonuje salon sukien ślubnych, popatrzeć na różne odcienie miłości i oderwać od rzeczywistości. Zobaczyć, że życie czasami pisze dla nas własny scenariusz i musimy się mu podporządkować, co wcale nie musi wyjść nam na złe.

„Miłość w kolorze bieli” to drugi tom serii Kupidyn w spódnicy, opisującej losy zwykłych kobiet – z humorem i prostotą. Jeśli, podobnie jak ja, zaczęliście swoją przygodę z prozą Magdaleny Trubowicz od drugiego tomu, to po krótkiej chwili zagubienia, powinniście bez problemu połapać się w relacjach, jakie łączą bohaterów i wszystkich wydarzeniach. Potem możecie z powodzeniem uzupełnić lekturę o pierwszy tom. Zanim oddacie się bez reszty lekturze pamiętajcie o jednym – będziecie co chwila wybuchać niekontrolowanym śmiechem, bo „Miłość w kolorze bieli” bawi i wzrusza do łez.

To idealna lektura dla wszystkich romantyczek, nie tylko tych wierzących w miłość od pierwszego wejrzenia. Najnowsza książka Magdaleny Trubowicz powinna też zadowolić gusta tych czytelniczek, które szukają w literaturze przede wszystkim chwili wytchnienia i dobrej zabawy.

Życie nie jest tylko czarne lub białe. Zaiste – jaki to paradoks, że panna młoda ubrana ubrana jest zwykle na biało, a pan młody występuje najczęściej w czerni. A mimo wszystko, gdy budują swoje życie i szczęście, szukają wciąż nowych odcieni. Nieważna jest płeć, wiek, pochodzenie czy zdrowie.

Najważniejsza jest wiara w prawdziwą miłość, która prędzej czy później zawsze nas odnajdzie.

 

 


Za egzemplarz recenznecki dziękujemy: