Niech krump stanie się remedium – Anna Dąbrowska, Nauczyciel tańca

To historia, na którą czekałam niecierpliwie, wiedząc, że nie zawiedzie mnie. Kiedy w końcu trafiła w moje ręce, przepadłam. Co takiego ma w sobie „Nauczyciel tańca”?

Dwudziestosiedmioletnia Kaja i dwunastoletnia Sara Jemioł dwa lata temu przeżyły ogromną tragedię. W wyniku uderzenia pioruna doszło do pożaru ich domu, w którym zginęli ich rodzice. Kai cudem udało się wyłącznie uratować swoją młodszą siostrę. Od tamtej pory stała się dla siostry również matką. Poza wychowaniem siostry, próbuje pomóc jej z problemem, z którym zmaga się dziewczynka. W wyniku traumy po pożarze i śmierci rodziców, cierpi ona na mutyzm. Szansą na odzyskanie głosu jest taniec, którym pasjonuje się zbuntowana nastolatka. Jest nim krump. Kaja postanawia znaleźć dla siostry najlepszego nauczyciela tego tańca i tym sposobem poznaje trzydziestotrzyletniego Dominika Antasa. To mężczyzna, którego życie nie oszczędzało, a jego doświadczeń z przeszłości, nie chciałby przeżyć nikt. Wychowywał się w domu dziecka, spędził trochę czasu w poprawczaku, aż w końcu trafił do toruńskiej „dzielnicy rapu”, gdzie spotkał ludzi podobnych do niego. Dla których pasja jest wszystkim, niekoniecznie akceptowanych przez społeczeństwo lub takich, którzy mają niewiele, jak on. Uratował go krump, który pozwolił mu wyrzucić zgromadzoną w nim złość. Z pozoru są dwoma przeciwnościami. Oboje skrywają w sobie przerażające tajemnice. Żadne z nich nie szuka miłości, jednak przyciąganie między nimi jest tak silne, jak gdyby byli przeciwnymi biegunami magnesów. Co wyniknie z połączenia losów tej trójki?

Ania Dąbrowska skradła moje serce swoją książką „Nakarmię cię miłością”. Później przyszła pora na „W rytmie passady”, które złamało moje serce. Wiedziałam, że kolejna jej powieść, czyli „Nauczyciel tańca”, również położy mnie na łopatki. I co? Nie myliłam się. Żałuję jedynie, że musiała tyle czasu czekać na półce, na swoją kolej. Ale, co się odwlecze, to nie uciecze. Ta historia to przyjemność i katusze w jednym. Przepiękna, bardzo realistycznie napisana opowieść o dwójce, a właściwie trójce osób po przejściach, którzy próbują jakoś funkcjonować, mimo życiowych tragedii, które przeżyli. Trafiając na siebie, mogą sobie pomóc, lub zniszczyć siebie nawzajem.

Dojrzała fabuła

To bardzo dojrzała historia, która wielokrotnie zaskakuje zwrotami akcji. Fabuła jest wciągająca i znakomicie przemyślana. Z całą pewnością nie będziecie się przy niej nudzić. Nawet, jeśli będziecie się domyślać, jak może rozwinąć się akcja, co zdarzyło mi się kilka razy. Mimo moich domysłów, pomysły Ani Dąbrowskiej mnie zaskoczyły. Po prostu autorka poszła jeszcze krok dalej, niż ja się zapędziłam przewidując rozwinięcie wydarzeń.

Przyciągaliśmy się jak różnoimienne bieguny magnesów, ale równocześnie coś nas od siebie odpychało. To było wyjątkowe, przeczyło zasadom fizyki. Ale my stawialiśmy na chemię. Nasze serca ją czuły, byłem o tym przekonany.

 

„Nauczyciel tańca” to nie tylko znakomita i ciekawa fabuła. To również intrygujące, dające do myślenia, postaci. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście Kaja i Dominik. To oni grają tutaj pierwsze skrzypce i co do tego nie ma wątpliwości. To ich przeszłość jest tutaj kluczowa i stanowi podstawę do obecnych wydarzeń, a także tego, co spotka ich w przyszłości. Jednak kolejną ważną postacią w tej powieści, jest Sara, siostra Kai oraz jej problemy, których przyczyną była tragiczna śmierć rodziców. Ania Dąbrowska w bardzo prosty i zrozumiały dla wszystkich sposób, pokazała czym jest mutyzm, który dotknął właśnie Sarę.

Jeśli jesteście książkowymi masochistami, jak ja, to koniecznie musicie ją przeczytać. Jeśli nimi nie jesteście, to też musicie ją przeczytać. Szczególnie, że to powieść polskiej autorki, w niczym nieodbiegająca od książek zagranicznych pisarzy, królujących na listach bestsellerów, zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Realizm i profesjonalizm

„Nauczyciel tańca” jest powieścią, która brzmi jak prawdziwa historia, która mogła mieć miejsce w otoczeniu każdego z nas, a nie jak typowa fikcja literacka. Wpłynęło na to wiele czynników, których Wam nie zdradzę, nie chcąc psuć zabawy podczas lektury. Dodam tylko dla przykładu, że kwestie Dominika nie są tu ugrzecznione. Znajdziecie w nich sporo wulgaryzmów, charakterystycznych dla środowiska, z jakiego pochodzi mężczyzna. Dodają one bardzo dużo realizmu całej powieści. Bo nie trudno się domyślić, że trzydziestotrzyletni mężczyzna z trudną przeszłością, żyjący w „dzielnicy rapu”, nie będzie posługiwał się wyłącznie piękną polszczyzną, stroniąc od wulgaryzmów.

Ania Dąbrowska musiała się nieźle napracować przy pisaniu tej książki. Użyła tu mnóstwo slangowych określeń, którymi posługują się środowiska hiphopowe. W czasach licealnych sama obracałam się w takich środowiskach, więc sporo określeń było mi znane. Jednak równie dużo dopiero poznałam, czytając „Nauczyciela tańca”. Ania użyła również mnóstwo określeń charakterystycznych dla opisywanego przez siebie tańca, czyli krumpu, tym samym wprowadzając czytelnika w jego świat i zdradzając, co nieco na jego temat. Zarówno w kwestii jego historii, jak i zasad w nim obowiązujących.

Odkrywamy siebie przez całe życie, ale i tak niewiele o sobie wiemy. Choć czasami jest tak, że poznajemy mężczyznę, jesteśmy z nim od kilku dni, a czujemy, jakbyśmy znali go przez całe życie. Jakby jego ból był naszym własnym bólem. Jakby jego serce było naszym własnym sercem.

 

Taniec to najwyraźniej temat, o którym Ania bardzo lubi pisać. W powieści „W rytmie passady” mieliśmy egzotyczną kizombę. Tutaj mamy całkowicie odmienny, pozwalający wyrzucić z siebie negatywne emocje, krump. Dwa jakże różne tańce, które jednocześnie pokazują pasję jego wykonawców. Co najważniejsze, Ania potrafi o nim pisać w sposób niezwykły. Zachęcający do jego spróbowania. Pozwalający poczuć pasję stworzonych przez siebie bohaterów. Patrzymy na taniec ich oczami.

Sięgnijcie po „Nauczyciela tańca” i dajcie się zaczarować Ani Dąbrowskiej.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy