„Nie ufaj Tyranowi” – T.M. Frazier, Tyran

Czytaliście „Kinga” i czekaliście na wyjaśnienie wszystkich niedomówień i pozostawionych pytań? W końcu macie ku temu okazję. T.M. Frazier powraca z „Tyranem” a w nim dokładnie to, na co czekaliście. Gotowi?

Po oszustwie zaplanowanym przez senatora Price’a, Doe i King zostali rozdzieleni. Dziewczyna została zabrana siłą przez jej ojca, a King został aresztowany pod zarzutem porwania córki senatora. Doe trafia do swojego rodzinnego domu. Do ojca senatora, który nie interesuje się swoją rodziną, gdyż to polityka jest najważniejsza i do matki alkoholiczki, dla której upicie się jest ważniejsze niż wszystko inne. Powoli zaczyna przypominać sobie, kim była przed utratą pamięci. Wychodzą na jaw co raz mroczniejsze sekrety z jej życia. W tym samym czasie Kingowi zaczyna grozić śmiertelne niebezpieczeństwo. Okazuje się, że to nie Isaac był jego największym wrogiem, a na jego miejscu pojawił się jeszcze groźniejszy Eli. Rozpoczęło się polowanie, w którym to on pełni funkcję zwierzyny, a prawdziwe niebezpieczeństwo dla niego i bliskich mu osób, w tym także Doe, dopiero nadchodzi. Jedyną szansą na ochronienie dziewczyny jest porzucenie jej w piekle zwanym jej domem. Niestety okazuje się, że i tam wcale nie jest tak bezpiecznie. Czy jest szansa, że ich losy jeszcze się splotą, a oni będą mogli być szczęśliwi razem?

„Tyran” to druga część serii T.M. Frazier. I według mojej opinii, jest jeszcze lepsza niż pierwsza. Czytało się ją ciekawiej, miało miejsce więcej interesujących zdarzeń niż w „Kingu”. Fabuła wciągnęła mnie już od samego początku, co nie miało miejsca w przypadku pierwszego tomu. Trzyma w napięciu od pierwszych do ostatnich stron. Jest nieco mroczna, przerażająca, wywołująca szybsze bicie serca w niektórych momentach lektury.

Większość fabuły stanowi perspektywa Doe. To ona i jej historia jest tu dominująca. Gdy dziewczyna zaczyna przypominać sobie kolejne skrawki swojego dawnego życia, odkrywa coraz więcej mrocznych sekretów ze swojej przeszłości. Aż do najważniejszego, czyli tego, jak straciła pamięć i trafiła na ulicę. Im więcej wie, w tym większym niebezpieczeństwie zaczyna się znajdować. Rozdziały, w których narratorem jest King stanowią mniejszość i są bardziej uzupełnieniem całości.

Zaryzykuję stwierdzenie, że T.M. Frazier psychicznie znęca się nad swoimi czytelnikami. To, co jej pomysły wywołują w osobie oddającej się lekturze jej powieści, zdecydowanie się do znęcania kwalifikuje. A ostatnie sto stron wprost wbija fotel i zmusza do czytania na jednym tchu.

On odebrał mi moją dziewczynę. I chciał odebrać mi życie. Więc zapłaci za to krwią.

 

Mniej tu romansu, a więcej sensacji i thrillera. Mordercy, psychopaci, znęcanie się fizyczne nad ludźmi, porwania, pobicia to chleb powszedni tej książki. Osoby gustujące w tego typu mrocznych klimatach z całą pewnością będą zachwycone.

Zarówno Doe, jak i King przeszli znaczną przemianę w porównaniu do pierwszej części. Doe, mimo młodego wieku, zaczęła zachowywać się dojrzale i odpowiedzialnie. Stara się walczyć zarówno o siebie, jak i osoby, na których jej zależy. King zaczyna rozumieć, że dotychczasowe życie to nie to, co chciałby robić w przyszłości. W końcu dociera do niego również, że zależy mu na Doe bardziej, niż myślał do tej pory i nie wyobraża sobie życia bez tej dziewczyny.

Sporo miejsca w tej części zajmuje również Bear i jego sytuacja. Będziecie mogli zobaczyć także jego przemianę, która zapowiada się naprawdę interesująco. Jest ona idealnym wstępem przed kolejną książką z serii, czyli „Lawless”, która to właśnie będzie poświęcona jego osobie. A jej premiera będzie mieć miejsce już w maju.

T.M. Frazier wprowadziła także nieco rozrywki do tej części. Mimo, że Preppy’ego nie ma tam fizycznie, to wraca on w myślach naszych bohaterów. Z tym, że te myśli są czasami bardzo realistyczne. Oczywiście, tak jak wcześniej sam Preppy, wprowadzają mnóstwo śmiechu.

Dajcie znać w komentarzach, jak Wam się podobał „Tyran”.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy