Natasza Socha „Pokój kołysanek”

Nie tylko przed Świętami mam skłonność do czytania powieści z akcją osadzoną w grudniu. „Pokój kołysanek” Nataszy Sochy jest kolejnym z tytułów czytanych przeze mnie w ostatnim czasie. Od pierwszych stron miałam wrażenie, że skądś znam tę historię. Nie myliłam się. Chociaż perypetie bohaterów są fikcyjne, to sam zamysł na ten tytuł był inspirowany prawdziwą historią. Jesteście ciekawi, jaką?

Głównym bohaterem książki jest przeszło osiemdziesięcioletni Joachim, pracujący jako wolontariusz, zajmujący się przytulaniem dzieci. Opowiada o swojej przeszłości, wielu przygodach, które przeżył. Nie ma bliskich, całe życie podróżował w samotności. Prawie całe, bo w pewnym okresie trafił do niewielkiej miejscowości, gdzie dwie kobiety po wojnie stworzyły sierociniec. Jedną z nich była Helena, jedyna miłość Joachima. Dotąd ją wspomina, ale dlaczego nigdy nie byli razem?

Różne odcienie miłości

Chociaż na pierwszym planie mamy Joachima i jego wspomnienia, nie jest on jedyną ważną postacią w tej książce. Poza nim istotna jest rola, jaką odgrywa pielęgniarka pracująca w tym samym miejscu, które odwiedza Joachim. Początkowo nieufna wobec mężczyzny, bacznie mu się przygląda, wsłuchuje w snute przez niego opowieści. W tym samym miejscu jest Marta, matka wcześniaka, który być może nie przeżyje lub będzie miał zawsze trudności.

„Od tego momentu Joachim mógł zatem oficjalnie tulić maleństwa, które dopiero co wykluły się na świat i których walka o to, by na nim pozostać, była tak wielka, że za każdym razem budziła w nim podziw. On miał im w tym tylko pomóc – przytulając i głaszcząc, i snując opowieści, które niczym kołysanki łagodziły ból, chwilowo rozwiewały, troski i dodawały sił na kolejne dni”.

O przytulaniu historia prawdziwa

W trakcie lektury poznajemy różne historie, we wszystkich ukazane są inne emocje. Łączy je uczucie miłości lub jej braku, w wielu odcieniach. Nie można mówić o jednej miłości. W „Pokoju kołysanek” jest ich wiele. A historia, na której oparta jest opowieść? Od 2005 roku David Deutchman jest wolontariuszem w szpitalu w Atlancie, gdzie pełni funkcję „zawodowego przytulacza”. Przytula i głaska noworodki każdego dnia. O historii tego niezwykłego człowieka, być może słyszeliście. Gwarantuję, że „Pokój kołysanek” wzbudzi podobne uczucia.


Za książkę do recenzji dziękujemy: