Na krawędzi życia – „Pianie kogutów, płacz psów” Wojciecha Tochmana

Najnowsza książka Tochmana z 2019 r. całkowicie zmienia optykę.

Reporter opowiada o Kambodży po Pol Pocie. O powojennej traumie, biedzie i wyzysku. Moje wrażenia z lektury? Zdumienie, niedowierzanie, współczucie. Złość z powodu niesprawiedliwości, jaka dotyka niewinnych ludzi, i całkowitej bezkarności ich dręczycieli. Opowieść Tochmana uświadamia, jak wiele mamy szczęścia, mieszkając w kraju mimo wszystko nadal demokratycznym, pozwalającym na godne życie. Dla przytłaczającej liczby Khmerów pozostaje ono nieosiągalnym luksusem, a codzienność sprowadza się do rozpaczliwej walki z głodem i chorobami. Do tego dochodzi zmaganie się z ciężkimi urazami psychicznymi powstałymi po strasznych czasach ludobójstwa, jakiego dopuścili się Czerwoni Khmerzy.

Pol Pot i jego zbrodnie

Czerwoni Khmerzy stanowili grupę radykalnych komunistów, którzy w latach siedemdziesiątych XX w., pod przywództwem Salotha Sara zwanego Pol Potem, wprowadzili w Kambodży krwawy reżim. Według statystyk w rezultacie ich działań zginęło około 20 proc. ludności tego państwa. Więziono ich, torturowano, mordowano w bestialski sposób. I przed tym okresem, i w późniejszych latach Kambodżę niszczyły wewnętrzne konflikty. Były w nie zamieszane nie tylko kraje ościenne jak Wietnam czy Tajlandia, ale także między innymi Stany Zjednoczone odpowiedzialne za bombardowania, które uśmierciły setki tysięcy ludzi, w dużej mierze cywilów. Wojna stała się dla Khmerów naturalnym stanem rzeczy, pokój – czymś obcym. Nieustanny lęk i cierpienie wryły się tak mocno w ich mentalność, że dały początek zjawisku zwanemu baksbat.

Syndrom złamanej odwagi

Baksbat to rodzaj zespołu stresu pourazowego. Według kambodżańskich psychologów od typowego PTSD odróżnia go dużo bardziej nasilona skłonność do rezygnacji, ustępliwości i ogromnej, podszytej głęboko zakorzenionym strachem, nieufności ukrytej za fasadą uprzejmego uśmiechu. Samo słowo baksbat łączy ze sobą dwa znaczenia: „bak” czyli „złamanie” oraz „sbat” – ciało. „To ból, którego nie da się uleczyć, więc jest przenoszony na kolejne pokolenia”, jak podaje Tochman.

Mroczne oblicze Kambodży

Snuje on swoją opowieść bardzo plastycznie. Żadne literackie ozdobniki nie są potrzebne. Za pomocą prostych słów maluje przed czytelnikiem obraz szaleństwa, smutku, apatii. Nie posiłkuje się nadmierną liczbą zdjęć. W książce znajdują się zaledwie cztery fotografie, nie licząc okładkowej. Autorem wszystkich jest Michał Fiałkowski towarzyszący dziennikarzowi podczas podróży. Oczami Tochmana widzimy uwięzionych w klatkach lub przywiązanych do słupów nieszczęśników, którzy po makabrycznych doświadczeniach wojennych stracili rozum. Przenosimy się do slamsów w dawnym kinie we Phnom Penh, gdzie nędzarze sypiają w pobliżu rosnącej góry toksycznych odpadów. Poznajemy kaleki z kończynami utraconymi na skutek wypadków w pracy w nieludzkich warunkach.

Nie jest to Kambodża, jaką znamy z turystycznych przewodników. Sięgając po „Pianie kogutów, płacz psów”, otrzymujemy rzetelną, surową relację z życia w kraju, który próbuje podnieść się po traumie ludobójstwa na niewyobrażalną skalę. Wojciech Tochman prezentuje dziennikarstwo na najwyższym poziomie.


Za książkę do recenzji dziękujemy: