Mroczne sekrety w mazurskim ośrodku wypoczynkowym

Schyłek lata, mazurskie jeziora, ciepły letni wietrzyk… Właśnie w takiej scenerii jest umiejscowiona fabuła najnowszej książki Wojciecha Wójcika „Jezioro pełne łez”. Ponieważ autor jest znany ze znakomitych kryminałów, łatwo się domyślić, że akcji daleko będzie do sielskich wakacji.

Już na wstępie poznajemy bardzo barwnego głównego bohatera. Marcin jest jednym z pracowników ośrodka wczasowego „Rybitwa”, a kilka miesięcy wcześniej wyszedł z więzienia. Pomimo nieprzyjemnych wspomnień postanowił wrócić w rodzinne strony. Wydawałoby się, że wakacje zakończą się w tradycyjny sposób – huczną imprezą. Tym razem niestety ich finał będzie tragiczny.

Rosnące niebezpieczeństwo

Marcin był skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci. Pech chce, że w momencie, kiedy pojawia się w „Rybitwie”, zaczynają dziać się tajemnicze rzeczy. Kiedy jedna z wczasowiczek zgłasza zaginięcie męża, każdy jest przekonany, że pan Tadeusz nieco więcej czasu spędził na rybach. Młoda policjantka, nowa w tej okolicy, prosi Marcina, by zaprowadził ją na łowiska. Kobieta nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wygląda jego przeszłość, nie spodziewa się także widoku, jaki ją czeka…

„- Łódka? Jaka łódka?

Opowiedziałem jej o kradzieży łodzi.

– Złodziej, który kradnie niepotrzebne rzeczy… – ziewnęła, po czym wbiła we mnie senny wzrok. – W ośrodku dzieje się coś dziwnego, prawda? Od kilku dni mam wrażenie…

Umilkła, a ja nie drążyłem tematu. Otworzyłem drzwi do pokoju i życzyłem jej dobrej nocy. Leżąc w łóżku, przeanalizowałem jeszcze raz obie kradzieże, ale nie dopatrzyłem się żadnych powiązań. Podejrzewałem, że od jutra nasz ośrodek będzie tak senny, jak zawsze.

Bardzo się myliłem…”

W ten sposób Marcin nie tylko znajduje ciało (i tym samym staje się pierwszą osobą na miejscu zdarzenia, oczywiście zostawiając ślady), ale także zaczyna podejrzewać, że ktoś go w coś wrabia. Postanawia dowiedzieć się, o co chodzi, co on sam ma z tym wspólnego i dlaczego tak spokojne miejsce jak „Rybitwa” staje się nagle miejscem dramatycznych wydarzeń. Im bardziej brnie w swoje śledztwo, tym groźniej wszystko wygląda. Nie zdaje sobie sprawy, że wkłada kij w mrowisko, a ten, kto grzebie w przeszłości… musi za to zapłacić.

Lektura, której nie przerwiesz nim dojdziesz do końca!

Podczas lektury byłam pod ogromnym wrażeniem tego, że Wojciech Wójcik napisał książkę, która niemal na każdej stronie trzyma czytelnika w napięciu i wnosi coś nowego. Moje uznanie jest tym większe, że „Jezioro pełne łez” ma prawie 600 stron! Wydawałoby się, że to dużo jak na książkę kryminalną, ale ręczę za to, że jak już rozpoczniecie lekturę, nie będziecie mogli się od niej oderwać. Całość jest stworzona tak zręcznie, że z napięciem śledzi się wszystkie wątki, a trochę ich jest. Nietuzinkowe osobowości, wielotorowość akcji i ogrom emocji –  czy można chcieć więcej?


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy: