Milioner i bogini – Vi Keeland, Penelope Ward [patronat medialny]

Dotychczasowe historie spod pióra Vi Keeland i Penelope Ward były znakomite. Czy jednak tak samo jest w przypadku powieści „Milioner i bogini”?

Bianca George oraz Dexter Truitt poznali się niby przypadkiem, w zepsutej windzie. Ona miała za zadanie przeprowadzić wywiad z nim wywiad, on z kolei właśnie wracał z siłowni do pracy. Jako że jednak ich spotkanie się wydłużyło, Bianca zdołała przekazać towarzyszowi, co myśli o bogatych ludziach, którzy wydają się wiecznie zadzierać nosa i patrzeć tylko na siebie, dokładnie takich jak on. Z tego powodu Dexter nie zdecydował się podać jej prawdziwego imienia, a przedstawił się jako Jay pracujący w roli kuriera. Mężczyzna, patrząc na Biancę, nie potrafił się nawet gniewać za nieprzyjazne słowa, jakie ta wypowiadała pod jego adresem (co prawda, nie do końca świadomie). Jest oczarowany jej pięknem, temperamentem i bezpośredniością. Ich pierwsze spotkanie przebiega więc w wyjątkowo miłej atmosferze, która udziela się obojgu. Tymczasem wywiad zostaje udzielony dziewczynie mailowo, ale jej oficjalne spotkanie z milionerem zbliża się wielkimi krokami. Co zrobi Dexter, by zachować swój sekret? A może będzie mógł jej wszystko zdradzić, licząc, że ona wszystko zrozumie?

Jeśli zaglądacie na nasz portal i czytacie pisane przeze mnie recenzje książek, wiecie, że uwielbiam książki tych dwóch autorek i zawsze to podkreślam. Jeszcze ani razu nie zawiodłam się na żadnej z nich. Czy to w duecie, czy też w pojedynkę. Jak myślicie, teraz było inaczej? Jeśli na to pytanie odpowiedzieliście sobie „nie”, to trafiliście w dziesiątkę. Niestety nie mam dla Was nagrody, choć na pewno będzie nią lektura „Milionera i bogini”.

Vi Keeland i Penelope Ward stworzyły pełnokrwisty romans. Tak, dobrze czytacie. To romans, nie erotyk, do czego mogliście się przyzwyczaić czytając ich powieści. Na dodatek wątek pomiędzy Biancą a Deksem poprowadzony jest tak znakomicie, że do końca będziecie mieć wątpliwości, jaki będzie finał powieści. Jestem przekonana, że będziecie mieć równie duży problem, jak ja z oderwaniem się od tej książki.

Lubicie romanse ze sporą dawką humoru? Jeśli tak, to trafiliście idealnie. Bo autorki zaserwowały nam ogromną ilość dobrego humoru, niemal na każdej stronie książki. Wewnętrzne dyskusje Dexa, wyglądające niczym u człowieka z rozdwojeniem jaźni, doprowadziły mnie wielokrotnie do wybuchów śmiechu. Właściwie to Dex rozmyślał o sobie i swoim alter ego patrząc na to z perspektywy trzeciej osoby. Dodajcie do tego filozoficzne rozmowy o życiu z psem – rezydentem schroniska. To było naprawdę pokręcone, ale jednocześnie niesamowicie zabawne.  I jeszcze pomysł Dexa, a właściwie Jaya, jakoby w wolnym czasie zajmował się snycerstwem oraz jego nagłą koniecznością nauki tego rodzaju rękodzieła, skojarzył mi się z „Odrobiną blasku” i pomysłem Riley, by zaimponować lokalnemu artyście swoją rzekomą umiejętnością wyrabiania mydła. W przypadku obojga skończyło się to równie komicznie. Czy mam wymieniać więcej?

Dzięki temu, że sobie ulżyłem, doznałem olśnienia. Dex musiał odbić Jayowi Biancę. Jakkolwiek nie byłoby to porypane, jeśli Bianca lubiła bardziej prawdziwego mnie niż tego wymyślonego, to dawało mi to większe szanse na wybaczenie wszystkich kłamstw, które naopowiadałem. Być może oprócz świeżo rozwiniętej schizofrenii miałem na dodatek urojenia.

 

Poprowadzenie narracji w pierwszej osobie, na dodatek dwutorowo, dzieląc ją pomiędzy obu bohaterów, było strzałem w dziesiątkę. A dlaczego? Ponieważ dzięki temu możemy przeczytać o przezabawnych rozterkach Dexa i jego wewnętrznym biciu się z samym sobą. Również Bianca i jej dylematy w kwestii tego, czy woli tajemniczego Dexa, czy też przystojnego kuriera, Jaya, są dzięki temu dużo bardziej widoczne. A to dopiero początek. Bo ten podział pomoże również w uatrakcyjnieniu akcji w jeszcze jednym temacie.

Znajdziecie tu nie tylko mnóstwo śmiechu i zabawnych sytuacji. To znakomita opowieść o przyjaźni, skutkach kłamstw (czasami pozytywnych, ale niestety częściej tych negatywnych), również tych, wypowiadanych w dobrej wierze, o odwadze i, wręcz anielskiej, cierpliwości. Ta historia jest również sposobem na przemycenie kilku ważnych tematów, związanych między innymi z rodziną i bliskimi osobami, jednak o tym będziecie musieli przekonać się już sami. Wszak nie mogę zdradzić Wam zbyt wiele.

Kulturantki objęły powieść „Milioner i bogini” patronatem medialnym, w związku z tym już jutro rusza konkurs, w którym do wygrania będą egzemplarze powieści ufundowane przez wydawnictwo Editio Red.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu