Między młotem a kowadłem – Laurelin Paige, Ostatni pocałunek

Laurelin Paige powraca w kontynuacji losów Emily i Reeve’a, bohaterów powieści „Pierwszy dotyk”. Będzie mrocznie i niebezpiecznie. Jesteście na to gotowi?

Emily Wayborn próbując trafić na ślad zaginionej przyjaciółki sprzed lat, poznaje Reeve’a Sallisa, bogatego biznesmena. Krążą o nim plotki, jakoby miał kontakty z mafią a sam był bardzo niebezpiecznym człowiekiem. Mimo to, Emily ryzykuje swoje życie by zbliżyć się do mężczyzny i odnaleźć Amber. Nie spodziewa się jednak, że pomiędzy nią a Reevem pojawi się zaufanie a on okaże się być mężczyzną, który jest w stanie spełnić jej bezwstydne zachcianki. Reeve jest także mistrzem manipulacji i skrywania sekretów. Emily bardzo pragnie je odkryć, jednak ktoś skutecznie dba o to, by tak się nie stało. Gdy niespodziewanie w jej życiu pojawia się Amber, którą na podstawie zdobytych informacji, uznała za zmarłą, jej świat wywraca się do góry nogami. Emily zaczyna kwestionować wszystko, na czym opierała swoją wiedzę o przyjaźni i miłości. Na dodatek będzie musiała zmierzyć się z podjęciem bardzo ważnej decyzji, która pozwoli ocalić jej serce lub życie.

Nie po raz pierwszy uświadomiłam sobie swój pociąg do uległości. W ciągu kilku miesięcy, odkąd poznałam Amber, uzmysłowiła mi ona moje pragnienie podporządkowania się. Zadowalania. Oddania się.

Nie mogłam doczekać się kontynuacji „Pierwszego dotyku”, szczególnie po tym, w jakim zawieszeniu czytelników pozostawiła autorka na jej koniec. Mimo to, nie mogłam się „wkręcić” w tę książkę. Początki szły mi dość opornie. Wielokrotnie wcześniej miałam tak, że książka wciągała mnie do tego stopnia, że przestawałam czuć zmęczenie i po prostu pochłaniałam kolejne strony. Taka sytuacja miała miejsce m.in. w przypadku innej serii Laurelin Paige, czyli „Uwikłanych”. Tutaj czegoś mi brakowało i nie jest to wina dość ciężkiego klimatu, w jakim jest napisana, bo ten mi absolutnie nie przeszkadzał. Dopiero w około połowie treści, gdy doszło do pewnego zdarzenia, którego niestety nie mogę Wam przytoczyć, akcja ruszyła z kopyta, powodując, że strony dosłownie przelatywały mi między palcami. A wszystko po to, by zakończyć wielkim finałem. W pewnym momencie, zbliżając się do końca historii, zaczęłam się domyślać, jak może się wszystko rozwiązać, lecz autorka i tak zaskoczyła mnie, mimo, że moje teorie były bardzo bliskie prawdy.

Reeve, w porównaniu do poprzedniej części, przeszedł wewnętrzną metamorfozę. Zaczyna zmieniać swoje nawyki, przestaje być tak apodyktyczny wobec Emily, zaczyna akceptować jej decyzje, nie próbując samemu decydować o wszystkim. Z jego ust pada nawet słowo „przepraszam”, które do tej pory wręcz nie potrafiło przejść mu przez usta.

Potknęłam się robiąc krok naprzód, ale udało mi się utrzymać na nogach. Wkurzało mnie, że nie pozwalał mi odejść, ale również to, że teraz nagle mnie puścił. I wkurzało mnie to, że tak mnie to wkurza. Zastanawiałam się, czy powinnam odejść, ale czy to miałoby sens?

Emily przez całe życie była zdominowana przez Amber, podporządkowywała się jej i odkąd tamta ponownie wróciła do jej życia, wróciły nawyki Emily. Boi się podjąć jakąkolwiek decyzję, nie wiedząc, co powie Amber, nie chce ujawnić swojego związku z Reeve’em, bojąc się reakcji dawnej przyjaciółki. Czytanie jej rozterek było w pewnym momencie dość irytujące. Nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu dziewczyna wykaże się asertywnością i zacznie walczyć o siebie oraz swoje szczęście, nie patrząc na wszystko przez pryzmat Amber, nie stawiając jej potrzeb ponad swoimi.

Mimo tych mankamentów, nie żałuję ani trochę czasu poświęconego książce. Choć jestem wręcz na siebie nieco zła, że nie zaparłam się w sobie, by szybciej dotrzeć do momentu, na który tak bardzo czekałam. Jeśli spodobała się Wam pierwsza część, czyli „Pierwszy dotyk”, zdecydowanie musicie sięgnąć po „Ostatni pocałunek”, by wiedzieć jak zakończyła się ta pełna komplikacji i niedopowiedzeń historia.

„Ostatni pocałunek” to tak naprawdę mniej ostrego, wyuzdanego seksu niż wcześniej, a więcej rozważań Emily, które niejednokrotnie działały na mnie bardzo drażniąco, o czym już wcześniej wspominałam. To także spora dawka napięcia z nutką grozy, związana z wydarzeniami toczącymi się m.in. na farmie Reeve’a w Wyoming.

Wydawnictwo Kobiece słynie ze znakomitych, oddających klimat książek, okładek. Tym razem nie jest inaczej. Okładka „Ostatniego pocałunku” idealnie oddaje tajemniczy, nieco mroczny charakter powieści, jednocześnie zwracając na siebie uwagę. Na dodatek wraz z okładką „Pierwszego dotyku’, stanowią idealne połączenie.

Jeśli jesteście fanami Laurelin Paige, już wkrótce będziecie mieli okazję poznać kolejną gorącą książkę autorki, którą napisała wraz z inną amerykańską pisarką, Sierrą Simone. Czekajcie cierpliwie na gorącego „Gwiazdora”.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy