„Maszyna szczęścia” Katie Williams

Gdyby istniała maszyna, która jest w stanie podać przepis na szczęście, który mógłby Ci się jednak nie spodobać, czy zrobiłbyś test?

2035 rok. Pearl pracuje jako technik do spraw satysfakcji w siedzibie Apricity Corporation w San Francisco. Apricity to urządzenie, które po zbadaniu i przeanalizowaniu DNA człowieka, podaje mu wskazówki, co ma robić, by osiągnął upragnione szczęście. Pearl pobiera wymaz od osoby, która chce poznać swoją receptę na szczęście, a potem omawia z nią wyniki i podejmują decyzje. A decyzje są trudne, gdyż wskazówki maszyny są, delikatnie mówiąc, nieprzewidywalne…

Czy istnieje przepis na szczęście?

Jedz miód, spaceruj więcej, odetnij sobie palec, porzuć dotychczasowe życie, rozwiedź się z żoną – to kilka przykładów sposobów na szczęście, które przekazuje Apracity. Mimo, że brzmią niekiedy kosmicznie, to gwarancja, że wypełnienie tych zaleceń Cie uszczęśliwi, wynosi… 99,97%. Czy to wystarczająco dużo, by robić to, co każe Apricitiy? Maszyna szczęścia to książka pokazująca, jak technologia może zmienić nasze życie. Obserwujemy bohaterów, którzy ślepo ufają maszynie i wykonują wszystkie jej polecenia bez mrugnięcia okiem. Czy jednak naprawdę są później szczęśliwsi?

Książka ta skłania do refleksji nad coraz większym wpływem technologii na nasze życie. Mimo że jej treść nadal pozostaje tylko fantastyką, to nie ma gwarancji, że za kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat, taka rzeczywistość nie stanie się naszą rzeczywistością lub rzeczywistością naszych wnuków. Czy tego chcemy?


Za książkę do recenzji dziękujemy Wydawnictwu: