„Maria królowa Szkotów. Prawdziwa historia Marii Stuart” – John Guy [patronat medialny]

W ślad za głośną, hollywoodzką produkcją filmową o szkockiej królowej Marii Stuart, na początku kwietnia doczekaliśmy się premiery książki Johna Guy’a poświęconej władczyni. Jak wyglądało życie osławionej monarchini skazanej na karę śmierci?

„Maria Królowa Szkotów” to fascynująca opowieść o kobiecie, która za wszelką cenę – mimo panujących konwenansów i przypisanej odgórnie roli – walczyła o swą niezależność, jednocześnie prężnie działając na arenie politycznej. Z jakim skutkiem?

Marię Stuart przekornie poznajemy niedługo przed wykonaniem na skazanej kary śmierci. Aura związana z przygotowaniem do egzekucji zdecydowanie odcina się z od dostojnego i wyważonego oblicza imponującej władczyni. Co przyczyniło się do dekapitacji? Nieco trywialna odpowiedź brzmi: całe życie królowej.

Pasjonujące życie

Zaiste, córka Jakuba V i Francuzki, Marii de Guise do roli królowej została przypisana niedługo – niecały tydzień – po narodzinach w 1542 roku, wskutek śmierci ojca. Jako że władca angielski Henryk VIII nie zwlekał z politycznym planem przeznaczenia Marii swemu potomkowi, dziewczynka wraz z matką skryła się czasowo we Francji. To tu otrzymała wszechstronne i – nawet z perspektywy czasów bieżących – imponujące wykształcenie. Już na tym etapie dostrzegalna jest zręcznie, zmyślnie kontynuowana w przyszłości dwoistość wpisana w życie księżniczki. Choć była niezwykle aktywna fizycznie, aż do śmierci nękały ją rozmaite paraliżujące schorzenia, między innymi porfiria. Żywotność Marii także istotnie kontrastowała z wyuczoną powściągliwością i dewocją. Mając zaledwie kilkanaście lat, Maria wyszła za mąż za następcę francuskiego tronu, Franciszka. Niestety, dwa lata później, mając 18 lat została po raz pierwszy wdową i wróciła do Szkocji.

Przedwczesna śmierć

Historia Marii jest zapisem życia nie tylko monarchini, ale nade wszystko kobiety zmuszonej do egzystencji w świecie zmaskulinizowanym. Nie sposób odczytywać jej późniejszych politycznych poczynań bez podkreślenia płci oraz trefnie lokowanych potrzeb miłości, które notabene przyczyniły się do zguby imponująco pięknej, oddziałującej na mężczyzn królowej.

Biografia jest o tyle trudną kategorią literacką, że względnie zaznajomiony z daną historią czytelnik posiada zarys fabuły, z którą przyjdzie mu obcować. Teoretycznie wszelkie elementy zaskoczenia są z góry unieważnione lub siła rażenia jest nieproporcjonalnie słabsza, aniżeli w przypadku fikcyjnej opowieści. Z zadowoleniem stwierdzam, że choć znane mi były losy szkockiej królowej, za sprawą przyjemnej, pozbawionej ciężaru faktografii lektury, kojarzenie tematu nie ujmowało zainteresowaniu i okrywaniu fascynujących faktów. Samo zakończenie historii pozostawiło po sobie otrzeźwiające zadziwienie, że opisane wydarzenia oraz kobieta, której mieliśmy przyjemność towarzyszyć przez 44 lata pasjonującego życia pozbawione są jakiejkolwiek fikcji.

Guy stworzył pozycję napisaną tak rzetelnie, dokładnie, a przy tym lekko, że poznawanie Marii przez niemal 600 stron było czystą przyjemnością. Przemknęła mi przez myśl zazdrość wobec studentów autora – jeśli jego wykłady prowadzone są w sposób tak zrozumiale, wdzięcznie merytoryczny, słuchanie go musi stanowić niewątpliwą radość.

Kulturantki objęły powieść „Maria królowa Szkotów. Prawdziwa historia Marii Stuart” patronatem medialnym, w związku z czym, już niebawem możecie spodziewać się konkursu, w którym do wygrania będzie jej egzemplarz.

 


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu