Magdalena Kordel „Antolka”

Po książki Magdaleny Kordel lubię sięgać wtedy, kiedy potrzebuję lekkiej i przyjemnej lektury. Nie inaczej było tym razem, a „Antolka” to jedna z tych powieści, które z chęcią czyta się w chłodne wieczory. Jakie są moje wrażenia po lekturze?

Jeśli jeszcze do tej pory nie mieliście okazji czytać książek tej autorki, powiem, że chociaż czyta się je bardzo szybko i lekko, często mają chwytające za serce motywy i głębsze przesłania.

Kim jest bohaterka?

Tytułowa Antola jest dziewczyną, która w zasadzie stoi u progu dorosłości. Kończy szkołę i czas podjąć decyzje co do dalszych losów. Na pozór ma wszystko i szereg sukcesów na koncie. Jednak nie do końca tak jest. Od zawsze jej matka, lekarka, na pierwszym miejscu stawiała pracę, a córkę traktowała w charakterze projektu. Mała Antolka zawsze na nią czekała, zawsze słyszała, że jutro pójdą, jutro zrobią, jutro porozmawiają… Aż nauczyła się, że zawsze będzie musiała czekać na jakieś „jutro”.

Zupełnym jej przeciwieństwem jest Janek, którego przypadkiem spotyka podczas niespodziewanej wyprawy. Chłopak pochodzi z pełnej i kochającej się rodziny, ale jego życie nie było usłane różami. Mało tego, skrywa wiele tajemnic na temat swojej przeszłości i tego, co go dotyczy. Ponieważ ta dwójka przypadkiem sama pływa po mazurskich jeziorach, będą mieć okazję dowiedzieć się na swój temat nieco więcej…

Powiew lata

Kto już tęskni za letnimi temperaturami i powiewami ciepłego wiatru, niechaj koniecznie bierze „Antolkę” do rąk! Akcja rozgrywa się wtedy, kiedy za oknem panuje zupełnie inna aura niż teraz, przez co od razu robi się przyjemniej. No i do tego dochodzą mazurskie jeziora i żeglarstwo, więc fanów tego typu klimatów także zachęcam – nie będziecie zawiedzeni.

„I właśnie wtedy, słuchając ukochanej pani Jadzi, Antolka zrozumiała dwie rzeczy. Pierwszą, że zła wiedźma, która codziennie zabiera jej mamę, nazywa się „dyżur”, i drugą, że są dwa rodzaje dzieci. Jedne, które mają mamusie, chodzą z nimi na spacery, jedzą lody i huśtają się na huśtawkach. Te dzieci żyją dziś i nie muszą być wyjątkowe. Za to ich mamusie nie mają dyżurów i nie muszą ratować świata […] Ale są też inne dzieci, które muszą się wyróżniać i cały czas starać. Muszą umieć grać na skrzypcach i pięknie śpiewać, i tańczyć, nawet jak zupełnie nie potrafią. Ich mamusie nie turlają się z nimi po dywanie ani nie robią babek w piaskownicy. Czasem tylko, gdy są zadowolone, potrafią się uśmiechnąć i pogłaskać dziecko po głowie. I tyle. Kropka”.


Za książkę do recenzji dziękujemy: