Macierzyństwo z depresją obdarte z domysłów i tabu

Od-urodzenia_v01_FRONT_72RGBKsiążek na temat tego, jak cudowne jest macierzyństwo, jak trzeba się z tego cieszyć z faktu posiadania potomstwa jest od groma. Wielokrotnie podkreśla się superlatywy, eksponuje zalety macierzyństwa bez jakichkolwiek odniesień do tego, że nie wszystko jest łatwe i przyjemne? Macierzyństwo ma też drugą, ciemniejszą stronę, zwłaszcza jeśli młoda mama cierpi na depresję, a to często jest przemilczane.

Drogie Mamy! Polecam lekturę powieści „Od urodzenia” Elisy Albert, która chociaż jest mocno przerysowana przez depresję głównej bohaterki, obnaża życie młodej mamy, bezprecedensowo i bez jakiejkolwiek cenzury opisuje nie zawsze barwną rzeczywistość. Trudy macierzyństwa, nieprzyjemności z tym związane często są tematem tabu. „Od urodzenia” to powieść, która z tym zrywa! Chociaż niektóre sprawy są wyolbrzymione, dobrze, że powstała książka ujmująca macierzyństwo w inny niż powszechnie sposób.

„Wrócił listopad, kolejny. Poprzedni to zamazany koszmar: noworodek szwy łzy antybiotyki brak snu zaparcia łzy rana łzy brak snu brak snu brak snu kuśtykanie łzy krzyki łzy krzyki gówno siki rzygi łzy. Kolejne tygodnie mojego życia organizowały się wokół okazjonalnych wycieczek do drive – thru z pączkami koło supermarketu, z dzieckiem drzemiącym na tylnym siedzeniu.”

Główną bohaterkę, Ari, poznajemy w momencie, kiedy jej syn, Walker, ma rok. Ari uważa, że nie urodziła dziecka – wyciągnęli je z niej. Cesarskie cięcie jest dla niej bardzo dużym problemem. Kobieta opowiada o tym jak wyglądają jej dni. Często pojawiają się wspomnienia z życia przed narodzeniem dziecka, okresu ciąży i początków życia „we troje”. Bez krępacji opowiada o skrajnych uczuciach, obawach, wyrzutach sumienia, nieprzespanych nocach i wielu innych aspektach, które z różnym nasileniem są znane młodym mamom. W jednym momencie Ari pragnie, by ktoś na moment choć zabrał od niej dziecko, by mogła pisać pracę doktorską (czego zresztą nie robi, bo potrzebuje totalnego „nic nie robienia” przed komputerem), a kiedy już oddaje go opiekunce, nie może doczekać się spotkania z nim. Robi sobie z tego tytułu wiele wyrzutów. Skrajności i dylematów tego rodzaju pojawia się w książce mnóstwo.

W sierpniu w kawiarni na Chatham przy stoliku obok mnie usiadła typowa babcia na emeryturze i odezwała się całkiem swobodnie:

– Wiesz, że możesz karmić tego dzieciaka, aż skończy dwadzieścia lat, ale spieprzysz mu tym życie.

– Proszę, się nie martwić – odpowiedziałam w podobnym tonie. – To nie moje dziecko. […]

Ale zrobiła minę!”

Ari mówi o wszystkim tak, jak myśli, nie ubiera w piękne słowa. Opowiada o swojej samotności jaką niesie jej ciągła opieka nad dzieckiem i brak kontaktów z ludźmi. Rozpaczliwie poszukuje przyjaźni, a tę daje jej Mina, dawna gwiazda muzyczna, która dopiero urodziła. Obie kobiety łączy nić zrozumienia, wspólne zajmowanie się dziećmi i problemy, jakie się z tym wiążą.

W książce pojawiają się humor (sporadycznie i głównie czarny), duża porcja sarkazmu i ironii, ale czyta się ją dobrze. Poza tym, Ari miała trudne dzieciństwo, pozbawione matki, dlatego część wątków jest tak wyolbrzymiona. Na podstawie tego, co opowiada bohaterka można zauważyć, że i przed laty, i jako młodej mamie towarzyszą jej pewne symptomy depresyjne. Z drugiej strony, gdyby nie zostały aż tak podkreślone przez Elisę Albert, książka straciłaby swój urok. Chociaż część problemów macierzyństwa jest przesadzona, fajnie, że pojawiła się pozycja, która nie mówi tylko o jego blaskach.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Kobiecemu

site-logo