Lucyfer – Jennifer L. Armentrout

„Lucyfer” to pełna tajemnic, wciągająca i mroczna historia tajemniczych braci z rodu de Vincent. Koniecznie musicie ją poznać.

Julia Hughes przez całe życie postępowała ostrożnie, jednak pewno dnia wszystko zmienia się, gdy otrzymuje bolesną lekcję. Teraz Julia stara się rozpocząć wszystko od początku, zaczynając od nowej pracy na Luizjańskim bagnach. Poznaje tam przystojnego nieznajomego, którym okazuje się Lucian de Vincent… jej nowy szef. Bracia de Vincent znani są ze swojego bogactwa i mrocznej reputacji, jednak gdy ich zaginiona przed laty siostra wraca, zatrudniają Julię na stanowisko opiekunki. Ale nie będzie to tak proste zadanie jak na początku by się wydawało bo w rezydencji czekają mroczne niebezpieczeństwa oraz aż nazbyt seksowny szef – Lucian. Praprababka de Vincentów twierdziła niegdyś, iż mężczyźni z ich rodu mogą zakochać się tylko raz w życiu i najwyraźniej nadeszła właśnie kolej Luciana. Nowo poznana kobieta nie powinna jednak dowiedzieć się o niektórych sekretach rodziny. Tymczasem w posiadłości dochodzi do tajemniczej śmierci ojca braci. Czy ktoś chce wyeliminować rodzinę de Vincent? Czy Julii i Lucianowi uda się rozwiązać zagadkę?

Bracia de Vincent byli tak… osobliwi, a jednak bardzo pociągający, co niemal wymazywało tę ich dziwność. Chociaż nie do końca.

Kiedy decydowałam się przeczytać „Lucyfera”, spodziewałam się raczej gorącego romansu, niż tego, co otrzymałam i co mnie bardzo mocno zaskoczyło, oczywiście w pozytywny sposób. Dostałam znakomitą, wciągającą historię, która łączy w sobie kilka gatunków. Znajdziecie tu zarówno elementy kryminału, jak i thrillera, a do tego odrobinkę parapsychologii. Nie zabrakło oczywiście romansu. Choć ten ostatni wydaje się tu dominować ze względu na wątek rodzącej się relacji pomiędzy Julią a Lucianem.

Powieść ta nie należy do najcieńszych, bo liczy sobie niemal czterysta sześćdziesiąt stron. Autorka zadbała jednak o to, by jej lektura się nie dłużyła czytelnikom. Kolejne strony pochłania się w tempie iście ekspresowym. Rodzinne tajemnice, niewyjaśnione zdarzenia, kolejne tajemnice pojawiające się wraz z rozwojem akcji. A do tego napięcie i pożądanie pomiędzy głównymi bohaterami, którzy bawią się ze sobą w kotka i myszkę. Jennifer L. Armentrout trzyma czytelników w napięciu do samego końca, nie zwalniając tempa ani na chwilę, na dodatek serwując nie tylko zaskakujący, ale i szokujący finał. Z całą pewnością nie będziecie się nudzić. Bo czy może tak być, jeśli bracia Lucian, Gabriel i Devlin de Vincent noszą nadane im przez ludzi przydomki Lucyfer, Demon i Diabeł? Przyznacie, że jest to intrygujące.

 – Legenda głosi, że tylko dwie rzeczy mogą spotkać kobiety z rodziny de Vincentów lub te, które tu przebywają. Mogą one skończyć… z zaburzeniami psychicznymi. – Śledząc palcem szarą żyłkę na blacie, uniósł głowę i spojrzał na Julię. – Albo mogą zostać martwe.

 

„Lucyfer” pozostawia nas z kilkoma pytaniami bez odpowiedzi i liczę na to, że wyjaśnią się one w kolejnym tomie serii o braciach de Vincent. Pozostaje nam czekać na następną powieść z serii, która poświęcona będzie drugiemu z braci, czyli Gabrielowi. Jestem ciekawa zarówno rodzinnych tajemnic tego rodu, jak i samego głównego bohatera, którego co nieco możecie poznać już w pierwszym tomie.

Ta książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jennifer L. Armentrout. Nie miałam nigdy okazji przeczytać żadnej z jej powieści, zarówno tych wydanych pod pełnym nazwiskiem, jak i tych wydawanych pod pseudonimem J. Lynn. Jestem jednak pewna, że nie są to nasze ostatnie wspólne chwile i chętnie sięgnę po jej inne powieści. Oczywiście, obowiązkowo, będę musiała przeczytać kolejną część o de Vincentach.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu