Los setek Żydów uciekających na Kubę – „Niemka” Armando Lucas Correa

Wiele powstało książek poświęconych holokaustowi i tragedii tysięcy żydów w trakcie II wojny światowej. Chcę zaprosić Was do lektury recenzji i książki, która z jednej strony jest kolejną pozycją poruszającą ten temat, z drugiej strony opowiada o konkretnej tragedii – pasażerach, którzy wsiedli na statek „St. Louis” w przededniu wojny. Uciekinierzy mieli dotrzeć na Kubę, jak potoczyły się ich losy?

„Niemka” Armanda Lucasa Correa jest powieścią, w której główną bohaterką jest najpierw dwunastoletnia dziewczynka, później dorosła już kobieta, która weszła na statek w 1939 roku. Chociaż jest to fikcja literacka, została dopasowana do zdarzeń, które miały miejsce w rzeczywistości. Kapitan, który kierował załogą jest postacią prawdziwą, tak samo jak komunikaty i telegramy. Suche fakty zyskały twarze. Daty i hasłowe wzmianki tamtych wydarzeń są uzupełnione o ludzkie oblicza. Na końcu książki jest skan podpisów wszystkich osób, które wsiadły na „St. Louis”, są również ich zdjęcia z podróży.

Przedwojenna ucieczka

Rodzina dwunastoletniej Hanny od lat była zamożna i szanowana. Jednak w latach 30. XX wieku narastają w Berlinie antyżydowskie nastroje, przez co coraz więcej ludzi myśli o ucieczkach. Zbijane szyby, pobicia, poniżenia… Żydzi jeszcze nie wiedzą, że to dopiero początek tego, co wkrótce ma nastąpić. Ci, którzy widzą, że wszystko zmierza ku gorszemu, pozostawiają dobytek i planują ucieczkę. Jedynym krajem, który decyduje się ich przyjąć jest Kuba. I właśnie ten kierunek obiera rodzina Hanny. Razem z blisko tysiącem innych Żydów wchodzą na pokład statku na zawsze zostawiając swoje dziedzictwo… Czy wszystkie podjęte środki zapobiegawcze wystarczą? Czy będą mogli bezpiecznie zejść na ląd?

„A potem pochylił się do mnie i szepnął:

– To nasz najcenniejszy bagaż. Możemy stracić ubrania, bagaże, nawet pieniądze, ale te papiery to nasze zbawienie.

Pocałował mnie i powiedział na głos ze wzrokiem wbitym w najwyższy pokład „St. Louis”:

– Kuba to jedyny kraj, który nas przyjmuje. Nigdy o tym nie zapomnij, Hanno.

Orkiestra przestała grać. Nasze walizki były już zapewne w kajutach. Zostały jeszcze dwie. I nasza trójka. Nadal staliśmy na niemieckiej ziemi. Trap był pusty. Mama patrzyła na dziób.

– Nasza kajuta jest na najwyższym pokładzie – powiedziała, poprawiając fryzurę i biorąc mnie za rękę. – Mniejsza niż nasze mieszkanie, ale na pewno ci się spodoba, Hanno”.

Anna i Hanna – co je łączy?

Fabuła książki rozgrywa się dwutorowo. Poznajemy dwunastoletnią Hannę, która mieszka w 1939 roku w Berlinie i dwunastoletnią Annę, która w 2014 roku mieszka z matką w Stanach Zjednoczonych. Co może je łączyć? Pomimo tego, że ojciec Anny zginął przed jej narodzeniem, dziewczynka wierzy, że do niej wróci. Żyje zamknięta w swojej skorupie aż pewnego dnia przychodzi przesyłka z Hawany…

„Kopertę nadano z Kanady, ale tak naprawdę przyszła z Hawany, stolicy karaibskiej wyspy, na której tata się urodził. Otwieramy ją, w środku jest kolejna koperta. „Dla Anny od Hanny”, jest na niej napisane dużym rozchwianym pismem. To nie prezent, myślę sobie. To zapewne dokumenty, czy coś takiego. Ale pewnie nie ma nic wspólnego z moimi urodzinami.”

Czy Żydzi dotarli na Kubę?

„Niemka” jest połączeniem fikcji literackiej z faktami. Obserwujemy wszystko z perspektywy dziecka, które nie rozumie tego, dlaczego wszędzie jest niechciane choć nic nie zrobiło. Patrzymy na tragedie setek ludzi, na ich próby utrzymania przy życiu siebie i swoich bliskich. Chociaż o holokauście czytałam już książek całkiem sporo, o wydarzeniach dotyczących statku „St. Louis”, nie. Jeżeli lubicie czytać o mało poruszanych faktach, nie boicie się zderzenia z ludzką tragedią i przede wszystkim szukacie lektury, która od początku wciąga czytelnika w świat bohaterów, polecam ten tytuł z czystym sumieniem.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy: