Krystyna Mirek „Światło o poranku”

Pierwszy tom „Willi pod Kasztanem” Krystyny Mirek był poświęcony przygotowaniom do Bożego Narodzenia. W „Świetle o poranku” ponownie spotykamy wszystkich bohaterów, a ich losy nie zawsze układają się tak, jakbyśmy przewidywali. Czego można spodziewać się po tej książce?

Porównując oba tomy, od razu po pierwszych stronach widać to, że autorka położyła nacisk na przybliżenie życia innych postaci. Miałam wrażenie, że pomimo wielowątkowości, w „Świetle w cichą noc” bohaterka pierwszoplanowa była jedna. Dla mnie bezapelacyjnie była nią Magda. Natomiast jeżeli chodzi o drugi tom, rozdziały zostały podzielone w taki sposób, że przybliżane są losy kilku osób. Mimo to, chyba największa część, przynajmniej w moim odczuciu, została poświęcona Biance. A teraz do rzeczy, parę słów na temat fabuły.

W Willi pod Kasztanem

Święta minęły i trzeba zderzyć się z brutalną rzeczywistością. Antek po tym jak przyjechał do babci Kaliny postanawia znaleźć pracę, choć to wcale nie jest łatwe. Jego przyrodnia siostra Bianka także chce zostać na dłużej. Łamie serca kolejnym mężczyznom, a ten, którego pokochała zdaje się jej nie widzieć. Magda po bolesnym rozstaniu z Konstantym musi wrócić do pracy po urlopie i spojrzeć w oczy swojemu byłemu narzeczonemu i szefowej, z którą mężczyzna się spotyka. Michał i Bartek, bracia Magdy, dużo czasu spędzają z sąsiadami i zdaje się, że obaj czują coś do Bianki. Nie brakuje oczywiście babci Kaliny, która dla każdego zawsze ma dobre słowo. Co ciekawe, narratorem części rozdziałów jest Konstanty i jego mama Dorota, którzy próbują sprzeciwić się despotycznemu ojcu. Jak widać dzieje się sporo, a to jedynie początek!

Czy będzie trzeci tom?

Uwielbiam książki Krystyny Mirek i po raz kolejny jestem oczarowana lekturą. Powieść jest pełna emocji i skrywanych uczuć. Szczególnie ciepłe skojarzenia budzi atmosfera panująca w domu babci Kaliny. Zakończenie książki jest dość otwarte i jest co najmniej kilka wątków, które można byłoby kontynuować, na co szczerze mówiąc liczę. Z chęcią przeczytałabym o tym, jak się układa Łaniewskim i Milewskim.

„Uważaj, czego pragniesz, bo możesz to dostać. To powiedzenie, jak to często bywa, sprawdziło się w jej przypadku dość przewrotnie. Zakochała się jak na zawołanie. Książkowo. Nie było to lekkie uczucie, które łatwo można by zamienić na inne. I wcale nie przyniosło ono spodziewanego szczęścia. Wręcz przeciwnie. Ciążyło w jej sercu niczym sztaba żelaza i sprawiało, że niełatwo było choćby podnieść się z łóżka. Ale leżeć jeszcze gorzej”.


Za książkę do recenzji dziękujemy: