Kryminał na wesoło – Iwona Banach „Klątwa utopców”

2218_klatwa_utopcowLubicie książki, które wywołują w Was śmiech do rozpuku? Jeśli tak, to zdecydowanie sięgnijcie po książę Iwony Banach „Klątwa utopców”. Ostrzegam jednak, lepiej nie czytajcie jej w towarzystwie osób niewtajemniczonych w jej treść. Uważajcie by ktoś nie wezwał do Was pogotowia ratunkowego z kaftanem bezpieczeństwa, z powodu Waszych niekontrolowanych napadów śmiechu. Takie są efekty uboczne czytania tej znakomitej, pełnej humoru powieści o Utopcach, urokliwej wsi na Roztoczu, gdzie trup się ściele, mieszkańcy są pamiętliwi, człowiek (i nie tylko) może trafić do zbiornika z płynnym nieboszczykiem i można spotkać miłość swojego życia. A wszystko podczas zupełnie nieplanowanych wakacji spędzanych w zrujnowanym szpitalu psychiatrycznym.

Mieszkająca w Warszawie Dagmara planuje wyjechać w przedślubną podróż ze swoim narzeczonym Filipem. Jej plany niweczy niespodziewany telefon w sprawie dziadka, przez wszystkich nazywanego Generałem. Przez jego wojskowe przyzwyczajenia do musztrowania i wydawania rozkazów, uciekają wszystkie gosposie. Dagmara zostaje zmuszona pojechać na lubelską wieś by spróbować znaleźć do pracy kogoś, kto może nie ucieknie z krzykiem od Generała. W podróży towarzyszyć ma jej przyjaciółka Kinga. Dziewczyna nie spodziewa się jednak, co przyniesie ten, wydawać by się mogło przypadkowy wyjazd. Zachowanie Generała od jej przyjazdu jest dość dziwne i niepokojące. Wokół niej zaczyna dochodzić do sytuacji, których za bardzo nie rozumie.

 – A jak to sobie wyobrażasz?! Tak czy inaczej musimy ją tam zabrać. To konieczne, podstawowy warunek, kto wie, jakie są inne, ale ten jest pewny. Kiedy wreszcie jej powiesz o co chodzi?

– Jeszcze nie teraz – westchnął mężczyzna. – Na razie nie mogę…

„Co oni kombinują” – zastanawiała się przez chwilę dziewczyna, trochę za bardzo rozespana, żeby zrozumieć sens rozmowy.

– Musisz! Powiedz jej cokolwiek!

– Dostanie szału! W życiu się nie zgodzi, a na dodatek jest jeszcze ta druga. I ten przydupas! On mi tu śmierdzi najbardziej… Coś kręci!

Iwona Banach „Klątwa utopców”

Dagmara postanawia jak najszybciej rozwiązać problem nieobecnej gosposi dziadka i wrócić do Warszawy, jednak zanim to zrobi, musi pojechać do Lublina po swojego narzeczonego. Wraz z nim zabiera dwójkę jego znajomych, Michała i najwyraźniej niezbyt rozgarniętą, Andżelikę. To co zastają po powrocie do domu dziadka, okazuje się być początkiem serii zdarzeń niczym z horroru. Dziadek, pani Stasia, jego sąsiadka i Kinga zniknęli w niewyjaśnionych okolicznościach, drzwi od domu są wymazane czymś czerwonym, a na wycieraczce leży szmaciana kukła z powbijanymi igłami i powrozem na szyi. Po serii niepokojących telefonów od Kingi i Generała oraz najściu rusko – cygańskiej mafii,  wyruszają w drogę za zaginionymi.

Po dotarciu na miejsce, do urokliwej wsi Utopce, sprawy zaczynają komplikować się jeszcze bardziej. Generał jest nadal zaginiony, nikt nie wie co się z nim może dziać. Wszyscy muszą zamieszkać w opuszczonym i zrujnowanym szpitalu psychiatrycznym, nad którego mieszkańcami wedle miejscowych legend, ciąży klątwa, a sam budynek jest nawiedzony i nocą mają w nim miejsce dziwne rzeczy. Dagmara ma być dziedziczką tajemniczego spadku, miejscowi ludzie okażą się być bardzo nieprzyjaźni, ktoś zacznie mordować mieszkańców, gosposia spróbuje otruć wszystkich grzybami a utopce wyjdą z rzeki by próbować pożerać ludzi.

– Powiedzcie prawdę. Wy się urwaliście z jakiegoś wariatkowa, tak? Specjalnie tu przyjechaliście, żeby mnie wykończyć? Chcecie wymordować pół wsi? Któryś z moich kolegów was wynajął, żeby dobrać się do mojego świętego spokoju, jaja chciał sobie ze mnie zrobić, ale coś źle poszło?

Iwona Banach „Klątwa utopców”

Ale w Utopcach nic nie jest takie, na jakie wygląda. Martwa kobieta może okazać się mężczyzną, nawiedzony dom wcale takim nie być, a ludzie niekoniecznie są tymi, za których się podają. Intrygi, zemsty, starannie pielęgnowane urazy i rodzące się uczucia.

Kiedy więc na samym początku dziewczyna wlazła niechcący w krzaki malin, a zaraz potem w krowią kupę, uznał, że chyba się w nim zakochała, skoro chodzi z głową w chmurach, zamiast patrzeć pod nogi. Kiedy potknęła się o wystający z ziemi korzeń, a chwilę potem wpadła na pień pochylonej sosny, stwierdził, że nie chyba, ale na pewno, i to szaleńczo. Ucieszył się jeszcze bardziej, kiedy jakimś cudem prawie wpadła do rowu melioracyjnego. Dopiero poślizg na spróchniałym, porośniętym opieńkami pniaku trochę go otrzeźwił. Owszem, dobrze, niech go kocha! To miłe, przyjemne i fantastyczne, ale niech zostanie przy życiu! Tragiczna miłość do grobowej deski niespecjalnie go interesowała, ta mniej tragiczna, ze szpitalem i połamanymi kończynami, też nieszczególnie.

Iwona Banach „Klątwa utopców”

Każdy we wsi próbuje ugrać dla siebie jak najwięcej. Jesteście gotowi odkryć tajemnice tego, niczym wyjętego z horroru, miejsca?

„Klątwa utopców” to po prostu kryminał na wesoło. Powieść jest pełna zabawnych i zaskakujących zwrotów akcji. Iwona Banach funduje nam niesamowitą dawkę znakomitej rozrywki. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, kolejne strony po prostu przelatują pod palcami. Zanim się człowiek zorientuje, ma za sobą pół książki. Historia jest bardzo wciągająca i z trudem odkładałam ją na bok. Akcja trzyma w napięciu do ostatniej strony.

Jeśli zdecydujecie się sięgnąć po „Klątwę utopców”, gwarantuję Wam, że nie zawiedziecie się. Salwy śmiechu podczas lektury zapewnione. Jeśli nie chcecie zostać posądzeni o chorobę psychiczną, lepiej czytajcie ją w samotności. Jest to doskonała propozycja na chłodne jesienne wieczory, autorka przeniesie Was w sam środek lata na Roztoczu.

Książka ta jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Iwony Banach, lecz już wiem, że nie jest to zdecydowanie nasze ostatnie spotkanie. Jeśli szukacie lektury na wieczór po ciężkim dniu, to jest to pozycja wprost idealna. Premiera już 23 września, więc szukajcie jej w swoich księgarniach. Gorąco polecam.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia

wydNK