Krople deszczu – Kathryn Andrews [patronat medialny]

Ta książka wywarła na mnie tak wielkie wrażenie, tak dużo chciałam Wam o niej napisać, że wywołało to we mnie efekt odwrotny. W mojej głowie pojawiła się czarna dziura. Jedno jest pewne – jestem nią zachwycona.

Ali Rain: Czasami zastanawiam się, jak znalazłam się w miejscu, w którym teraz jestem, ale gdy ból powraca, od razu sobie przypominam… wszystko przez to, że odeszła. Mieszkam teraz w nowym mieście, chodzę do nowej szkoły i powinnam ruszyć dalej ze swoim nowym życiem. Problem w tym, że sama już nie wiem, kim jestem. Został mi tylko taniec, a z każdym kolejnym dniem czuję się coraz bardziej samotna. Cisza stała się motywem przewodnim mojego życia. Ona kazała mi odnaleźć radość i światło, ale nie mam pojęcia jak, skoro przez większość czasu otacza mnie mrok… do czasu, aż poznaję jego.

Drew Hale: Mam w życiu tylko jeden cel: za dwieście dziewięćdziesiąt osiem dni wyjechać z tego miasteczka i nigdy nie wrócić. Wszyscy uważnie mnie tu obserwują, zbyt uważnie, i mam już dość ciągłego ukrywania się pod maską obojętności. Potrzebuję wolności. Pływanie to moja przepustka do lepszego życia i codziennie powtarzam sobie, by się nie wychylać, trzymać ustalonej rutyny i pod żadnym pozorem nie pozwolić, by cokolwiek mnie rozproszyło. Wbrew powszechnej opinii, nie jestem chodzącym ideałem – każdego dnia tonę w poczuciu winy. Nie mam pewności, czy kiedykolwiek przestanę czuć się bezwartościowy, niechciany i przepełniony wstydem… do czasu, aż poznaję ją.

Już sama okładka zachęca do sięgnięcia po tę książkę. Delikatna, przyjemna dla oka i inna, niż większość okładek, które ostatnio spotykamy w powieściach z gatunku new adult. Idealnie pasuje do tej historii, w której, mam nadzieję, zakochacie się równie mocno, jak ja.

Autorka urzekła mnie pomysłem na głównych bohaterów. Uwierzcie mi, kiedy bliżej poznacie zamkniętego w sobie, z pozoru gburowatego Drew, stwierdzicie, że to niemal chodzący ideał. Takiego chłopaka chciałaby spotkać w swoim życiu każda nastolatka. Niestety ten ideał ma także skazy. Jego dusza jest poraniona, a samoocena dawno temu została zdeptana. Żyje w ciągłej presji i poczuciu winy, wierząc, że nie zasługuje na zaznanie nawet odrobiny szczęścia i miłości. Ali niestety wcale nie ma lżej. Cały czas żyje w żałobie, poczuciu straty, nie jest w stanie pogodzić się ze śmiercią matki. Nie pomaga jej w tym samotność z powodu ciągłego braku obecności jej ojca. Nowe miasto, nowa szkoła i brak przyjaciół, również tu nie służą. Jedynym światełkiem w jej życiu jest taniec i pragnienie dostania się na wymarzoną uczelnię.

Gdyby ktoś powiedział mi, że tego ranka, po jednym spotkaniu z nieznajomym moje życie na zawsze się zmieni, pomyślałabym, że oszalał, ale tak się właśnie stało. Wciąż widzę uśmiech w jego spojrzeniu, czuję jego usta na swoich i naznaczenie przez jego dotyk. Jak mogłam poczuć z nim aż tak głęboką więź? Nawet go nie znam, a całe nasze spotkanie pewnie nie trwało dłużej niż pięć minut. Chociaż to nie było tylko zwyczajne fizyczne przyciąganie.

 

Emocje, wzruszenie i łzy

Kathryn Andrews „Kroplami deszczu” wycisnęła ze mnie łzy, przecisnęła moje serce przez wyżymaczkę, wywinęła je na drugą stronę i zmusiła do przeczołgania się przez poligon pełny różnorakich emocji. To chyba najlepsze podsumowanie tego, czego możecie spodziewać się, czytając tę powieść. Absolutnie nie będziecie się nudzić. To przepiękna historia o przyjaźni, miłości i rozumieniu się bez słów. Lecz nie tylko. To także historia o życiu w strachu, bólu i cierpieniu, nie tylko po stracie bliskich. Dająca jednak nadzieję, że kiedyś znów może zaświecić słońce.

Serce zaczyna mi mocniej bić. Chce mnie tutaj. Naprawdę tego chce. Może nie powinno mnie to aż tak dziwić. Po prostu nie potrafię pozbyć się tych wszystkich negatywnych myśli, które od dziecka mi wpajano. Ojciec zawsze powtarzał, że nikt mnie nie będzie chciał i nikt nie uzna mnie za wartościowego człowieka. Może był w błędzie.

 

Książkę czyta się bardzo szybko. Pochłania się ją jednym tchem. Fabuła została tak skonstruowana, że kolejne strony i rozdziały zachęcają do dalszego czytania, intrygując lub pozostawiając nas w niepewności. Jest delikatna niczym ważki i zwiewna jak babie lato. Niech Was nie zmyli scena z poznania się pary głównych bohaterów. Ali i Drew daleko do klejących się do siebie i korzystających z życia, niestroniących od cielesnych doznań stereotypowych postaci z gatunku new adult.

Zarówno styl pisania, jak i sam pomysł na fabułę, przypomina mi nieco powieści dwóch z moich ulubionych autorek tego gatunku. Konkretnie mam na myśli Colleen Hoover i Jessikę Sorensen, czyli specjalistki od new adult. Jeśli jesteście fanami którejś ze wspomnianych, bez zastanowienia możecie sięgać również po twórczość Kathryn Andrews. Jestem przekonana, że nie będziecie zawiedzeni.

„Krople deszczu” to pierwszy tom z trylogii Bracia Hale. Trzech fantastycznych, niezwykłych braci Hale i trzy książki. Czy może być lepiej? Po tak znakomitym początku nie mogę doczekać się jej kontynuacji. Bo następnym w kolejności jest Beau i jego historia, której jestem niesamowicie ciekawa. A biorąc pod uwagę fakty z życia średniego z braci Hale, o których mogliśmy się dowiedzieć z pierwszego tomu, zapowiada się jeszcze bardziej emocjonująco. Obyśmy nie musieli długo czekać. Mam także nadzieję, że będziemy mogli w przyszłości przeczytać również inne książki tej autorki, wydane oczywiście w naszym ojczystym języku.

Kulturantki objęły powieść „Krople deszczu” patronatem medialnym, w związku z tym już niedługo będziecie mogli wygrać jej egzemplarz w organizowanym przez nas konkursie.


Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu