„Królowie życia” Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk

Fani muzyki i artystów z pierwszego składu grupy Kombi nie mogą przejść obojętnie wobec najnowszej książki Grzegorza Skawińskiego i Waldemara Tkaczyka, „Królowie życia”. Wielbiciele tej grupy będą mogli poznać kulisy funkcjonowania zespołu i to, w jaki sposób kształtowała się muzyczna kariera obu muzyków.

„Królowie życia” jest książką, w której w zasadzie znajdziemy długi, bardzo długi wywiad. Obaj artyści odpowiadają na zadane pytania. Zaczynają od czasów swojej młodości, dowiadujemy się o ich rodzinach, szkole i pierwszych kontaktach z muzyką. Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk poznali się na początku swojej muzycznej drogi i przez wiele lat grali i grają wspólnie. Bez ogródek opowiadają o wzlotach i upadkach swoich i zespołów, w których byli.

Przez 40 lat na polskiej scenie

Na przestrzeni lat wielokrotnie muzycy zmieniali grupę. Był Akcent, Kombi, Skawalker, O.N.A. i Kombii. Od 40 lat są na polskiej scenie muzycznej zachwycając publiczność. Z książki dowiadujemy się sporo na temat każdej formacji, aż dochodzimy do dnia dzisiejszego. Wokół Kombi narosło wiele legend, w książce „Królowie życia” są one weryfikowane z rzeczywistością. Dlaczego zespół się rozpadł, a teraz ponownie na scenie widzimy formację o tej samej nazwie?

„Artystom wiele się wybacza. Dopóki się nie przewrócisz, dopóty wszyscy myślą, że tak przeżywasz muzykę, że aż jesteś nieobecny, a nie nawalony (śmiech) My, na szczęście, byliśmy tak zgranym zespołem, że potrafiliśmy zagrać w każdych warunkach. Dotyczy to również sytuacji „technicznych”, kiedy nie do końca się słyszysz na scenie – jest zły odsłuch lub słaba akustyka. Na festiwalach muzycznych najgorzej traktowanymi osobami są, wbrew pozorom, muzycy. Odsłuchów nie można postawić, bo się ponoć przeszkadza scenografowi, muszą być wbudowane w podłogę, z której jednak nie słychać. Perkusja gdzieś siedzi na piętrze, wzmacniacze są pochowane, bo też psują scenografię”.

Szczera rozmowa, jaką czytamy sprawia, że czytelnik jeszcze bardziej lubi obu panów. Jest trochę śmiechu, trochę zaskoczeń. Zastosowany język jest tak swobodny, że podczas lektury można poczuć, jakbyśmy byli świadkiem rozmowy, która toczy się gdzieś obok. Zaletą tego wydania jest również szata graficzna. Twarda okładka i wkładka zdjęciowa, pozwalają czerpać jeszcze więcej przyjemności z czytania. Jestem przekonana o tym, że żaden wielbiciel muzyków nie będzie zawiedziony!


Za książkę do recenzji dziękujemy:

  • Bartosz Turkowski

    KOMBI i KombII to dwa różne zespoły, proszę Pana redaktora o większą rzetelność. Ja tylko napomknę, że KombII jest przez dwa „I” ponieważ prawa do nazwy ma lider zespołu KOMBI (cały czas istniejącego i nagrywającego płyty) Sławomir Łosowski. Ci dwaj panowie dokonali manipulacji by podpiąć się pod dorobek legendarnej grupy z pominięciem lidera, założyciela i głównego kompozytora.

    • Ewa

      Zdaję sobie sprawę z tego, że w tej chwili to dwa różne zespoły. Jednak nie zawsze tak było, dlatego w treści pojawiają się obie nazwy. Pozdrawiam.